Sport.pl

Roberto Santilli już wie, że ostatnie miejsce MKS-u to nie przypadek [ZDJĘCIA]

Nowy szkoleniowiec siatkarzy MKS-u Banimex Będzin Robert Santilli rozpoczął swoją ponowną przygodę z PlusLigą od wyraźnej porażki z Jastrzębskim Węglem. Zagłębiowski klub potrzebuje gruntownych zmian w składzie, bo z obecnym gra właśnie na miarę swoich możliwości. 
Po 15 porażkach w 17 meczach, w Będzinie uznali, że wystarczy i zdecydowali się na zmianę trenera. Damian Dacewicz, który dotychczas odpowiadał za wyniki beniaminka, oglądał spotkanie w roli widza. Spokojny, ale i zaangażowany. Gdy zawodnicy MKS zdobywali punkty, Dacewicz głośno bił im brawo.

Ten spokój Dacewicza nie zawsze był jego atutem. Gdy MKS przegrywał kolejne mecze, a on wyglądał na człowieka pogodzonego z takim smutnym losem, zarzucano mu, że "nie żyje grą". Teraz pod tym względem wiele się nie zmieni. Santilli to także niezwykle spokojny człowiek. Prędzej napisze o siatkówce wiersz, niż wygłosi ognistą tyradę. Za Włochem przemawia natomiast doświadczenie. Zna polską ligę, gdyż przed czterema laty prowadził Jastrzębski Węgiel, zbierał doświadczenie w Rosji i oczywiście we Włoszech, a ostatnio był też asystentem Vitala Heynena w sztabie reprezentacji Niemiec - trzeciej drużyny mundialu.

Czy to pomoże i MKS dźwignie się z dna? PlusLiga to rozgrywki zamknięte, ale jest przepis, który stanowi, że jeżeli dany zespół nie wygra pięciu meczów w sezonie, to może zostać z rozgrywek wykluczony. Jest więc o co walczyć.

Santilli przed pierwszym meczem stwierdził, że po obejrzeniu treningu MKS-u nie dowierza, iż ten zespół zajmuje w tabeli ostatnie miejsce. - Nie obawiam się wyzwań. Są częścią pracy trenera. Nie będziemy walczyć o tytuł, ale żeby poprawić naszą grę. Rezerwy tkwią w technice, ale i w podejściu mentalnym do rywalizacji. Musimy poprawić motywację, ale nie może być inaczej, gdy przegrywa się tyle spotkań - mówił.

Trener się zmienił, ale MKS grał jak zawsze, czyli zrywami. To były szarże, po których zawodnicy Jastrzębskiego Węgla zwieszali głowy, by jednak po chwili rozegrać kilka akcji w takim tempie, żeby wybić miejscowym nadzieje na zdobycie punktów. Co gorsza, te przestoje zazwyczaj przytrafiają się będzinianom w kluczowych momentach setów.

Na początku pierwszej partii, gdy zawodnikom beniaminka nie ciążyła jeszcze presja wyniku, potrafili blokować Michała Łasko, atakującego JW seriami. Gdy jednak ważyły się losy seta, to piłka spadała już po bloku głównie pod nogi siatkarzy MKS-u.

Jastrzębski Węgiel ma swoje problemy kadrowe. Śląski zespół przyjechał do Sosnowca bez podstawowego przyjmującego Zbigniewa Bartmana. To była dla gospodarzy wymarzona okazja, żeby nękać zawodników JW zagrywką. Średnio to jednak wyszło, bo to goście prezentowali się w tym elemencie lepiej i generalnie bez większych problemów wywalczyli trzy punkty.

Więcej o:

PlusLiga 2018/19

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 62 65:22 21 3
2 ONICO Warszawa 57 61:28 19 5
3 Jastrzębski Węgiel 50 55:34 17 7
4 Aluron Virtu Warta Zawiercie 43 54:42 15 9
5 Cerrad Czarni Radom 42 48:37 14 10
6 PGE Skra Bełchatów 38 51:45 14 10
7 Asseco Resovia Rzeszów 35 42:48 11 13
8 GKS Katowice 32 44:47 11 13
9 Indykpol AZS Olsztyn 30 45:51 9 15
10 Trefl Gdańsk 28 41:53 9 15
11 Chemik Bydgoszcz 22 32:57 7 17
12 Cuprum Lubin 20 29:57 7 17
13 MKS Będzin 9 22:68 2 22

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały