Nauczka dla hokeistów GKS-u: nie wpuszczać Zagłębia do szatni nr 6

Sosnowiczanie rozegrali na tyskim lodzie najlepsze dwadzieścia minut w sezonie. W ciągu dziesięciu minut goście strzelili aż sześć bramek!
- Nie możemy tak grać. Kontuzje kilku zawodników nie są żadnym wytłumaczeniem. To, co zdarzyło się w drugiej tercji nie ma prawa się powtórzyć - denerwował się Jacek Płachta, trener GKS-u.

Mariusz Kieca, szkoleniowiec Zagłębia podkreślał, że sukces jego drużynie zapewniła twarda walka na całym lodowisku. - Jak się ciężko pracuje to się wygrywa - uśmiechał się trener. - Potencjał obu drużyn był dziś zbliżony. To, co działo się w drugiej tercji nie zdarza się często. Niemal każdy kontratak kończył się bramką - dodał Kieca.

Przed drużynami z Tychów i Sosnowca postawiono w tym sezonie zupełnie inne cele, gdy jednak składy drużyn przetrzebiły choroby i kontuzje to forma faworyta zbladła, a skazywany na porażkę wysoko podniósł głowę.

Druga tercja w meczu w Tychach rzuciła GKS na lód, a potem przeciągnęła jeszcze wzdłuż band wokół całego lodowiska.

Po pierwszych dwudziestu minutach, gdy zawodników nie było stać nawet na jedną skuteczną akcję, gole zaczęły wpadać w zadziwiającym tempie.

Sosnowiczanie trafiali tak długo aż trener Płachta w końcu zlitował się nad Markiem Rączką i wpuścił na lód Arkadiusza Sobeckiego, czyli podstawowego bramkarza.

- To było uzgodnione już wcześniej. Chcieliśmy dać odpocząć Arkowi. Marek Rączka zasłużył na grę pracą na treningach - uzasadniał Płachta.

GKS rzucił się do odrabiania strat. Szarpał pierwszy atak wzmocniony Teddym Da Costą. Zagłębie to nie jest mistrz defensywy, więc gospodarze mieli swoje szanse.

Z dużym wyczuciem i szczęściem bronił jednak Bartłomiej Nowak, który tańczył razem z krążkiem na linii bramkowej.

- Czułem, że wygramy jak tylko gospodarze pokazali, że mamy się rozbierać w szatni numer 6. Przypomniałem chłopakom, że rok temu też przebieraliśmy się w tej szatni, a potem wygraliśmy w lidze pięć razy z rzędu - uśmiechał się Rafał Twardy, który jeszcze dzień przed meczem nie miał pewności czy zagra w pierwszym - najlepszym ataku. - Do gry był szykowany Martin Voznik, a ja miałem przejść na skrzydło do trzeciej formacji - zdradził zawodnik.

Dodajmy, że GKS stracił dwóch kolejnych zawodników. Mecz zakończyli przed czasem Jakub Witecki (kręgosłup) i Michał Kotlorz (uraz pleców).



GKS Tychy 3 (0, 2, 1)

Zagłębie Sosnowiec 6 (0, 6, 0)

Bramki: 0:1 Kostecki - Kuc (23.), 0:2 Bernat - Kuc (24.), 1:2 Jakes - Da Costa (26.), 1:3 Podsiadło - Zachariasz (26.), 1:4 Bernat - Kostecki (27.), 1:5 Twardy - Bernat (29., 1:6 Szewczyk - Zdenek (33.), 2:6 Bagiński - Da Costa, 3:6 Csorich - T.Kozłowski (43.)

GKS: Rączka (29. Sobecki); Jakes - Ciura, Csorich - Kotlorz, Gwiżdż - Majkowski; Woźnica - Witecki - Bagiński, T.Kozłowski - Galant - M.Kozłowski, Przygodzki - T. Da Costa - Sośnierz oraz Wanacki, Banachewicz

Zagłębie: Nowak; Duszak - Kuc, Cychowski - Jaskólski, Kurz - Banaszczak; Kostecki - Twardy - Bernat, Szewczyk - Zdenek - Ślusarczyk, Podsiadło - Zachariasz - Kisiel

Kary: 37 - 37 (w tym kary meczu dla Artura Gwiżdża i Łukasza Podsiadło)

Widzów: 1 200

Inny mecz: JKH GKS Jastrzębie - Podhale Nowy Targ 6:2 (3:1, 1:0, 2:1); bramki dla JKH: Kogut (2.), Danieluk (5., 14.), Labryga (25.), Krall (42., 54.)