Cracovia zawarła pakt z hokejowym diabłem więc ma mistrza! Historyczny sukces Jastrzębia

To był pasjonujący finał i świetna reklama hokeja. JKH GKS Jastrzębie zdobył pierwszy medal w historii klubu. Ze złota cieszy się jednak Cracovia dla której to już dziesiąty tytuł.
Długość zarostu zawodników obu drużyn wyraźnie wskazywała, że finałowa rywalizacja zbliża się do końca. Robert Kostecki, napastnik Cracovii jeszcze nigdy nie był takim "Rumcajsem". Pozostawianie na półce w łazience maszynki i pianki oczywiście nie jest obowiązkiem. Wielu zawodników stosuje się jednak do tego zwyczaju i w czasie play off zarasta. Niektórzy jak zaniedbany trawnik, inni - jak Nicolas Besch, obrońca Cracovii - fundują sobie równo przyciętego wąsa.

Na "Jastorze" jeszcze nigdy nie było takich tłumów. W niektórych miejscach był taki ścisk, że ludzie stawali bokiem. Miejscowi chcieli zobaczyć, jak zespół z ich miasta po raz pierwszy w historii klubu zdobywa złoto. Przyjezdni trzymali kciuki za dziesiąty mistrzowski tytuł Cracovii.

Zawodnicy obu drużyn podkreślali przed ostatnim spotkaniem, że najważniejsza będzie koncentracja i konsekwencja w grze. Za takimi mądrościami zazwyczaj kryje się: nie łapać głupich kar i walić krążek ile wlezie, gdy tylko nadarzy się okazja.

Pierwsi "konsekwentni i skoncentrowani" okazali się krakowianie. Bramkę poprzedziło dziwne zachowanie Kamila Kosowskiego. Bramkarz JKH to zazwyczaj skała i opoka swoje drużyny. Tym razem jednak zawiódł. Kosowski wyjechał z bramki starając się zatrzymać akcję rywala i ... już do niej nie wrócił. Sędzia sygnalizował wtedy przewinienie zawodnika z Jastrzębia, ale goście nie czekali na grę w przewadze. Artur Zieliński uderzył z niebieskiej linii i krążek zatrzymał się w siatce. Zanim gol został uznany sędzia zweryfikował go jeszcze na wideo. Miejscowi uważali, bowiem uważali, że wcześniej był spalony w polu bramkowym.

Rudolf Rohaczek, trener Cracovii mówił przed piątkowym meczem, że niekoniecznie musi wygrać zespół lepszy, ale ten, który będzie miał więcej szczęścia.

To szczęście siedziało w siódmym spotkaniu finału na poprzeczce Cracovii. Na żelastwie zatrzymywały się krążki po strzałach Macieja Urbanowicza i Mateusza Rompkowskiego. Miejscowym nie brakowało siły, ale precyzji już wyraźnie.

Zawodnicy JKH uderzyli kilka krążków z taką mocą, jakby chcieli przestrzelić mury lodowiska. Tymczasem pod drugą bramką wystarczyło pchnąć delikatnie krążek lub popisać się finezyjną wrzutką pod poprzeczkę i dla miejscowych robiło się coraz mniej przyjemnie. W drugiej tercji z olbrzymiej przewagi gospodarzy zrodził się tylko jeden marny gol Miroslava Zatko.

W ostatniej tercji potwierdziło się, że zawodnicy z Krakowa zawarli pakt z hokejowym diabłem. Jastrzębianie marnowali kolejne, nawet najlepsze okazje, a w odpowiedzi goście strzelali jakby od niechcenia następne bramki. Gdy Leszek Laszkiewicz po raz piąty wpakował gumę - tym razem już do pustej bramki JKH - sektorem, który zajmowali fani z Krakowa po raz pierwszy wstrząsnął okrzyk. "Mistrz! Mistrz! Cracovia!".

Krakowscy kibice dziwnie zachowywali się po ostatnim gwizdku, kiedy zaczęli wyzywać... PZHL.

JKH GKS Jastrzębie - Comarch Cracovia 2:6 (0:1, 1:2, 1:3)

Bramki: 0:1 Zieliński (11.), 1:1 Zatko - Lipina (34.), 1:2 L. Laszkiewicz - D. Laszkiewicz (35.), 1:3 L.Laszkiewicz (40.), 2:3 Kral (41.), 2:4 Piotrowski (58.), 2:5 L.Laszkiewicz (59.), 2:6 Piotrowski (60.)

Cracovia: Radziszewski; Besch - Witowski, Noworyta - A.Kowalówka, Kłys - Zieliński, Dudasz - Myjak; D.Laszkiewicz - Słaboń - L.Laszkiewicz, Fojtik - Dvorak - Kostecki, Chmielewski - S.Kowalówka - Piotrowski, Kmiecik - Rutkowski - Cieślicki

JKH: Kosowski; Górny - Zatko, Karliczek - Rompkowski, Dąbkowski - Bryk, Pastryk - Labryga; Prochazka - Kral - Danieluk, Bordowski - Zdenek - Lipina, Kapica - Salamon - Urbanowicz, Kulas - Marzec - Kogut

Kary: 6 - 14

Widzów: 3 000 (nadkomplet)

Czy hokeiści Jastrzębia w przyszłym sezonie zostaną mistrzami Polski?