Plajta "polskiej NHL". Buntownicy ruszają z własną ligą i chcą głowy prezesa

Zgodnie z planem w piątek miały się rozpocząć rozgrywki zawodowej ekstraligi hokejowej. Grupa zbuntowanych klubów jednak się na to nie zgodziła. Teraz dodatkowo żądają odwołania prezesa Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.
Od wielu tygodni hokejowym środowiskiem wstrząsają spory o kształt rozgrywek. Plan zakładał, że od najbliższego sezonu amatorską ekstraligę zastąpi zawodowa Hokej Liga.

Pomysł, który wydawał się trafiony, okazał się dla części działaczy nie do zaakceptowania. Pięć klubów: GKS Tychy, JKH GKS Jastrzębie, Unia Oświęcim, Cracovia oraz KH Sanok uznało, że spółka - odpowiedzialna za zawodową ligę - nie jest przygotowana finansowo i organizacyjnie do prowadzenia rozgrywek.

Niekończące się debaty, które miały doprowadzić do kompromisu, spełzły na niczym. Wydawało się, że przełomem będzie kuriozalna decyzja o tym, by w okresie przejściowym część klubów grała na dotychczasowych zasadach, a część w myśl regulaminów zawodowej HL. Za tym drugim rozwiązaniem opowiedziały się m.in. HC GKS Katowice i Polonia Bytom.

- Szkoda, że ludzie, którzy mówią, że kochają hokej, teraz go zabijają. Czekamy na jakiś komunikat wyjaśniający, co się dzieje - mówi Dariusz Domogała, wiceprezes GieKSy. Zamieszanie z ligą sprawia, że klub wstrzymuje się z podpisaniem kontraktów z trenerem i zawodnikami. - Zajęcia cały czas prowadzi Mariusz Kieca. Testujemy też grupę hokeistów, ale po ich zatrudniać, jeśli się okaże, że nie będziemy grać? Jeśli w najbliższym czasie coś się nie wyjaśni, to trzeba rozważyć zawieszenie treningów - przyznaje wiceprezes GKS-u.

W Bytomiu nowy trener Miroslav Ihnaczak spokojnie buduje zespół, który mógłby być niespodzianką rozgrywek. - Uzyskaliśmy odpowiednią licencję, wpłaciliśmy wpisowe i jesteśmy gotowi do gry. Liczę na porozumienie, bo nie po to wydajemy pieniądze, żeby w ogóle nie grać - mówi Marek Stebnicki, prezes Polonii.

Kolejny raz rękę do kompromisu wyciągnął PZHL. Prezydium związku podjęło w poniedziałek uchwałę w sprawie przyszłości ligi, która miałaby ruszyć 10 września. Jasno wynika z niego, że to związek, a nie "polska NHL" będzie organizować rozgrywki. Czy to oznacza plajtę tego pomysłu? 

- Należy to odczytywać jako nasze zaangażowanie w to, żeby liga w ogóle ruszyła. Po tym jak uzyskamy odpowiednią zgodę ministra, liga zawodowa przejmie zarządzanie rozgrywkami. To możliwe nawet w trakcie sezonu. Do tego czasu spółka zajmie się m.in. sprawami marketingowymi - wyjaśnia Mariusz Wołosz, prezes Hokej Ligi.

Ta propozycja nie satysfakcjonuje klubów, które wydały oświadczenie "W związku z notorycznym przekładaniem przez Prezesa PZHL istotnych terminów, niedotrzymywaniem ustaleń, składaniem obietnic bez pokrycia oraz ciągłym wprowadzaniem w błąd opinii publicznej oświadczamy, że:

1. rozpoczynamy mecze towarzyskie zgodnie z pierwotnym harmonogramem meczów tj. z dniem 6.09.2013 r.

2. podejmujemy działania w kierunku zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu PZHL celem odwołania Prezesa PZHL wraz z Zarządem"

Andrzej Skowroński, przewodniczący rady nadzorczej GKS-u Tychy i członek zarządu PZHL-u ma nawet pomysł na nazwę tymczasowych rozgrywek. - To może być chociażby Superliga. Stawka? Będą nią pieniądze. Najważniejsze jednak, że zawodnicy będą mogli rywalizować, a nie czekać na koniec tego pata. Rozgrywki będą mieć charakter przejściowy do chwili znalezienia satysfakcjonującego wszystkich rozwiązania - mówi Skowroński.

W piątek mają odbyć się mecze: JKH GKS Jastrzębie - Podhale Nowy Targ, GKS Tychy - Cracoviao oraz KH Sanok - Unia Oświęcim.