Sport.pl

Prezydent Sosnowca nabrał hokeistę Zagłębia Sosnowiec. Kto teraz zapłaci za przegrane zakłady?

Zagłębie Sosnowiec, pięciokrotny mistrz Polski, stało się hańbą i przekleństwem miasta? Władze miejskie podjęły decyzję o likwidacji klubu. Zagłębia bronili nieliczni, wśród nich bramkarz Łukasz Blot, wychowanek drużyny.
Najpierw miasto podjęło decyzję o likwidacji hokejowej spółki, która rywalizowała w ekstralidze. Potem nie udało się też zgłosić seniorskiej drużyny do I ligi. To taki "prezent" na 80-lecie hokejowej sekcji, które Zagłębie miało świętować w tym sezonie.

Wojciech Todur: Jak się czuje wychowanek Zagłębia w chwili, gdy dowiaduje się, że jego klub przestaje istnieć?

Łukasz Blot: - Podle. W sumie to musiałbym użyć kilku przekleństw, żeby wyrazić to, co teraz czuję.

Był pan jednym z nielicznych hokeistów, którzy pofatygowali się na nadzwyczajną sesję rady miasta. Wtedy los drużyny nie był jeszcze przesądzony.

- Tak naprawdę to wcale się na nią nie wybierałem. Szedłem do centrum miasta, gdy natknąłem się na kibiców. To oni namówili mnie, żebym przeszedł się do urzędu miasta. Zakładałem, że trochę postoję, posłucham i wrócę do domu. Gdy jednak zacząłem słuchać tych bzdur, które mówiła część radnych, to postanowiłem, że jednak poproszę o głos.

To było najbardziej pamiętne wystąpienie podczas tej sesji.

- Mówiłem co miałem w sercu i na języku. W imieniu tych hokeistów, którzy grali w Zagłębiu czekając miesiącami na wypłaty. W imieniu tych, którym elektrownia wyłączała prąd z powodu niezapłaconych rachunków. Tych, którzy stawiali na szali dobro i przyszłość swoich rodzin, żeby tylko obronić hokejową ekstraligę dla Sosnowca. To właśnie im napluto w twarz mówiąc, że byli hańbą dla Sosnowca. Że ten klub był przekleństwem tego miasta. Do teraz mną jeszcze trzęsie, gdy o tym pomyślę.

Po tym wystąpieniu podszedł do pana prezydent Sosnowca Kazimierz Górski.



- Prezydent Górski (na zdjęciu) podszedł i stwierdził, że mam nie słuchać tych wszystkich przykrych słów, które padały na temat Zagłębia. "Niech pan będzie spokojny. Ten klub nie zginie. Zagłębie zagra w I lidze" - tak mówił pan prezydent.

No to słowa nie dotrzymał...

- A nie dotrzymał. W to, że Zagłębie zagra w pierwszej lidze, niewielu wtedy wierzyło. Miałem jednak zapewnienie z pierwszej ręki, więc upierałem się przy tej wersji. Nawet przystałem na kilka zakładów. Teraz muszę honorowo kupić kilka butelek Jacka Danielsa, bo pan prezydent zwyczajnie mnie nabrał. Szkoda, że nie pamiętał, jak chętnie zaglądał na lodowisko, gdy walczył o wygraną w wyborach samorządowych. Wspólne zdjęcie? Nie ma problemu! No i te ciągłe opowieści o "Wielkim Zagłębiu".

Adam Bernat, były prezes Zagłębia, uważa, że wycofanie seniorskiej drużyny z rozgrywek oznacza, że nie uda się odbudować hokeja w Sosnowcu przez najbliższe dziesięć lat.

- Pod tym zdaniem akurat bym się nie podpisał. Nie da się jednak ukryć, że część zawodników, w których szkolenie władowano setki tysięcy złotych, na lód już nie wróci. Radni tak pięknie mówią o szkoleniu młodzieży. Ale dla kogo? Dla innych klubów? To pieniądze wyrzucone w błoto. Młodzi ludzie nie chodzą na treningi, żeby się poprzepychać z rówieśnikami. Teraz nawet siedmiolatek myśli o tym, że sport to może być jego sposób na życie. Dzieciom trzeba pokazać czytelną ścieżkę: od mikrusa do drużyny seniorów. W Sosnowcu ta ścieżka prowadzi donikąd.

Władze miasta mówią, że za rok zgłoszą zespół do rozgrywek.

- A niedawno mówiły, że Zagłębie zagra w tym sezonie w I lidze... Pewnie, że mam nadzieję, że ta przerwa potrwa tylko rok. Tylko, żeby tak się stało, za hokej muszą wziąć się osoby, którego kochają tę dyscyplinę sportu, a nie przychodzą na lodowisko z musu - bo tak mają w umowie. Upadek Zagłębia idzie także na konto tych pseudomenedżerów, których dumnie nazywano ostatnio prezesami. To ja już wolałem Adama Bernata (na zdjęciu) , który też pieniędzy często dla nas nie miał, ale zawsze był na lodowisku. Był twarzą tego klubu. Gdy hokeiście coś się stało, to stawał na głowie, żeby zapewnić mu opiekę lekarską. Za czasów spółki [Bernat zarządzał stowarzyszeniem - przyp. red.] zawodnicy byli często pozostawieni sami sobie.



Ale to właśnie za czasów prezesa Bernata klub został poważnie zadłużony.

- Gdyby Bernat miał takie finansowe wsparcie miasta, jak panowie Drążkiewicz i Fall, to nie byłoby długu, a na dodatek kilka medali mistrzostw Polski.

Protestuje pan, gdy słyszy, że Zagłębie kompromitowało miasto. w poprzednim sezonie zespół wygrał tylko trzy mecze w sezonie, przegrywał w dwucyfrowych rozmiarach. Tego nie dało się oglądać.

- Nie byłem zawodnikiem tej drużyny, ale mniej więcej wiem co się działo w szatni. To właśnie szatnia zawsze była wielką wartością Zagłębia. Wchodziło się do niej bez pieniędzy, ale wychodziło z podniesioną głową. W minionym sezonie wszystkim, a na pewno większości, było wszystko jedno. Pewnie teraz wielu osobom się narażę, ale sposób, w jaki prowadzili zespół trenerzy Mariusz Kieca i Krzysztof Podsiadło był wielkim nieporozumieniem. O Krzysztofie Podsiadle to ja nie mówię trener, tylko "pan Podsiadło". Nie miał żadnej kontroli nad drużyną. W kółko ta sama, defensywna taktyka. Zagłębie było czytelne, jak wczorajsze gazety. Na dodatek ciągle krytykował zawodników.

Mocne słowa na temat jednej z legend klubu. Rewanż za to, że Podsiadło nie widział pana w drużynie?

- Nie odgrywam się. Miniony sezon to najlepsze podsumowanie pracy pana Podsiadło. Mariusz Kieca to także nieporozumienie...

Kolejny szkoleniowiec, z którym miał pan konflikt.

- A czy kibice wiedzą dlaczego? Zaczęło się od tego, że przed meczem z drużyną z Krakowa wszedł do szatni w bluzie z napisem "Cracovia Pany". Powiedziałem wtedy, że jeżeli zrobi to jeszcze raz, to ta koszulka wyląduje w koszu. Była też ostra wymiana zdań podczas jednego z treningów i w konsekwencji zostałem usunięty z drużyny.

Myśli pan, że po roku przerwy zagra pan w pierwszoligowym Zagłębiu?

- Myślę, że nie. Co nie znaczy, że nie chciałbym być częścią tej drużyny. Pracowałem już jako trener szkoląc dzieci w Naprzodzie Janów. Może w przyszłości będzie mi dane budować "Wielkie Zagłębie" - o którym tak pięknie mówił pan prezydent. Na lód - jako zawodnik - już jednak nie wrócę. Rok to za długo.

Gdy przed ośmiu laty został pan zdyskwalifikowany za doping, to przerwa bez gry była znacznie dłuższa.

- Ponad trzy lata. Wtedy jednak byłem młodszy. Nie bardzo troszczyłem się o przyszłość. Teraz mam 30 lat i jestem innym człowiekiem. Ta dopingowa wpadka wciąż się za mną ciągnie. Do dziś słyszę, że jestem koksiarzem, narkomanem. Taka cena za popełnione błędy.

Więcej o: