Hokejowe łączenie ognia z wodą. Tylko jeden klub w Katowicach?

HC GKS Katowice i Naprzód Janów to słabeusze w i tak bardzo przeciętnej Polskiej Hokej Lidze. Czy w miejsce dwóch marnych ekip nie lepiej zrobić jedną mocną? Działacze krzywią się, gdy słyszą o tym pomyśle.
GieKSa i Naprzód zmierzyły się we wtorek w kolejnych w tym sezonie derbach. Teoretycznie powinno być to święto hokeja w mieście, ale spotkanie przyciągnęło na trybuny zaledwie 300 widzów. Nic w tym dziwnego. Obie ekipy są po prostu słabe i nie mają szans na odegranie czołowych ról w lidze. To nie podoba się radnemu Maciejowi Biskupskiemu. - W 10-zespołowej lidze hokeja, który jest obecnie w Polsce sportem niszowym, Katowice mają dwie drużyny. Obie nie osiągają sukcesów, są na dole tabeli. Kluby mają problemy organizacyjne, zawodnicy nie dostają na czas wypłat. Efekt jest taki, że kibiców na trybunach jest mało, a promocja dla miasta jest żadna. Czy nas na to stać? Z punktu widzenia miasta to dość absurdalne. To jasne, że byłoby lepiej, aby w miejsce dwóch słabych drużyn, stworzyć jedną mocną. Apeluję, abyśmy poszli po rozum do głowy. Czas, by wypracować nowe rozwiązanie - mówi.

W obu klubach nikt się jednak do tego nie pali. HC GKS i Naprzód mają przecież swoje bogate tradycje. Co najważniejsze, kibice obu drużyn za sobą nie przepadają. Naprzód wspierają przecież fani związani także z Ruchem Chorzów.

- Przy tych grupach społecznych, które obecnie wspierają oba kluby, ich łączenie jest raczej niemożliwe. To miasto jest tu jednak gospodarzem i ma decydujący głos. Uważam jednak, że Katowice stać na więcej niż tylko jeden zespół w ekstraklasie - mówi Dariusz Domogała, wiceprezes HC GKS-u.

- Pomysł zrobienia jednego klubu jest bardzo dobry pod warunkiem, że miasto wielokrotnie zwiększy finansowanie hokeja. Jeśli Katowice dadzą 10-15 mln zł, drugie tyle wyłożą sponsorzy, to można stworzyć zespół, który grałby w głównej hali Spodka i występował w lidze KHL. Tymczasem w ubiegłym roku suma nakładów na obie drużyny seniorskie w Katowicach wyniosła nieco ponad 500 tys. zł. To za mało na zbudowanie silnej drużyny. Połączenie jednej biedy z drugą nic nie da - dodaje Janusz Grycner, prezes Naprzodu.

Śledź autora na Twitterze - @maciekblaut >>

Biskupski jest jednak przekonany, że hokej w Katowicach potrzebuje zmian. - Wiem, że osiągnięcie porozumienia będzie się wiązało ze sporymi trudnościami. Nie chcę przesądzać, gdzie taka nowa drużyna miałaby grać, ani jak się nazywać. Jeśli jednak chcemy sukcesów, to czas zbudować coś wspólnego. Jestem sobie w stanie wyobrazić jeden klub hokejowy w Katowicach, kontynuujący najlepsze tradycje tej dyscypliny w mieście. Jeżeli działacze hokejowi nie będą się potrafili porozumieć, to trzeba sobie postawić wyraźne pytanie o przyszłość tego sportu w Katowicach - zauważa.