Zagłębie Sosnowiec. Klub wychowanków czy przeciętniaków zza granicy?

- Nie da się ukryć, że nie trafiliśmy z obcokrajowcami. Tyle, że musimy pamiętać o realiach w jakich przyszło nam pracować. W klubie brakuje pieniędzy na wartościowych graczy, a efekty tego widać potem na lodzie - mówi Mieczysław Nahunko, trener Zagłębia Sosnowiec.
  Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Zakończyła się pierwsza część sezonu zasadniczego ekstraligi. Drużyny podzieliły się na lepszą i gorszą szóstkę. Nasz region ma dwóch reprezentantów w grupie mistrzowskiej (GKS Tychy i JKH GKS Jastrzębie) i aż czterech w grupie spadkowej (Polonia Bytom, Zagłębie Sosnowiec, Naprzód Janów i SMS Sosnowiec).

Słabsi wciąż jednak mają szansę na wywalczenie miejsca w play off. Po rozegraniu czterech rund spotkań dwie najlepsze drużyny dostaną szansę rywalizacji w ćwierćfinałach. Taki cel stawia przed sobą Zagłębie, które wróciło do rywalizacji na ekstraligowym poziomie po dwóch latach przerwy.

- Na tym etapie rozgrywek liczyliśmy na lepszy dorobek punktowy. Niestety plaga kontuzji, która dopadła nas na starcie sezonu mocno pokrzyżowała nasze plany - mówi trener Mieczysław Nahunko.

Zagłębie zgromadziło 19 punktów co wystarczyło do zajęcia dziewiątego miejsca. Do ósmej Polonii Bytom sosnowiczanie tracą aż 14 punktów. - To dużo, ale nie zapominajmy, że do zdobycia jest aż 60 punktów. Najważniejsze będą na pewno bezpośrednie mecze - mówi Nahunko.

Sosnowiczanie przystępowali do rozgrywek z ambitnym założeniem, że zbudują zespół oparty na wychowankach. Życie jednak zweryfikowało te plany. Z różnych powodów kontraktów nie podpisali tacy gracze, jak Tomasz Dzwonek, Kamil Duszak, Jarosław Kuc, Łukasz Zachariasz, Mateusz Białek, czy Łukasz Podsiadło. Zamiast tego działacze kontraktowali kolejnych przeciętniaków zza granicy.

- Nie da się ukryć, że nie trafiliśmy z obcokrajowcami. Tyle, że musimy pamiętać o realiach w jakich przyszło nam pracować. W klubie brakuje pieniędzy na wartościowych graczy, a efekty tego widać potem na lodzie - rozkłada ręce.

Poniżej oczekiwań grali też zawodnicy, którzy mieli być liderami młodej drużyny. Także z tego powodu w ostatnich dniach z drużyną pożegnali się Adrian Kowalówka i Tomasz Kozłowski. Zaskakuje zwłaszcza rozwiązanie kontraktu z Kozłowskim - wychowankiem Zagłębia.

- Tomek niestety nie grał na miarę oczekiwań. Nie było mu łatwo, bo zdecydował się godzić grę w hokeja z pracą. Jak widać nie jest to proste nawet w tak kulejącej dyscyplinie jak hokej. Są oczywiście wyjątki, że wspomnę chociażby niezniszczalnego Marka Pohla z Naprzodu Janów. To jednak było inne pokolenie. Inne geny i umiejętności - mówi trener, który nie wyklucza kolejnych roszad w składzie Zagłębia.