Sport.pl

GKS Tychy chce finału Pucharu Kontynentalnego. Prezes obnaża małostkowość PZHL-u [WYWIAD]

- Nasz sukces, bo za taki trzeba uznać awans do finału Pucharu Kontynentalnego, też chyba nie wszystkim w PZHL-u był na rękę. Po powrocie z Francji nikt ze związku nie pofatygował się na lotnisko. Nie było nikogo ze związkowej telewizji, która przecież miała wymarzoną okazję, żeby pokazać, że polski hokej może coś znaczyć w Europie. Poczuliśmy się ignorowani. Pewnie, gdyby do finału awansował inny klub - chociażby Sanok - to o szczerą radość byłoby łatwiej - mówi Grzegorz Bednarski, prezes GKS-u Tychy.
Facebook? » | A może Twitter? »


Tychy liczą na to, że to właśnie na Śląsku odbędzie się finał Pucharu Kontynentalnego w hokeju na lodzie. Tyle, że taką samą nadzieję mają również we Francji, Włoszech i Danii.

IIHF - Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie - jeszcze w tym tygodniu wyłoni gospodarza turnieju, który odbędzie się w dniach 8-10 stycznia. Oprócz GKS-u o wygraną powalczą zespołu z Rouen, Asiago i Herning.

Wojciech Todur: Będzie finał Pucharu Kontynentalnego w Tychach?

Grzegorz Bednarski: - Bardzo tego chcemy. Aplikacja złożona. Czekamy. Wszystko powinno się rozstrzygnąć w najbliższych dniach.

Co może przesądzić o wyborze?

- Sprawność organizacyjna. Logistyka. Transport. Zakwaterowanie. Zainteresowanie kibiców... Jest wiele aspektów. Finałowy turniej chcą zorganizować wszyscy z jego uczestników. Stawka jest więc wyrównana. Decyzję podejmie ścisłe kierownictwo IIHF. Czas nagli, bo też przed gospodarzem wiele wyzwań. Hotele dla trzech drużyn trzeba przecież rezerwować już dzisiaj.

O organizowanie finału ubiega się też francuskie Rouen. To właśnie w tym mieście odbył się tak szczęśliwy dla was półfinał. To chyba byłoby jednak niesprawiedliwe, gdyby akurat ten klub otrzymał organizację turnieju finałowego.

- Mam podobne odczucia. Rouen w 2014 roku organizowało już finał Pucharu Kontynentalnego. Liczę, że IIHF docenią to, że w finałowej czwórce jest zespół z Polski, a to się przecież często nie zdarza. Wiele mówi się o tym, jak ważna jest promocja hokeja w krajach i ośrodkach, które mają potencjał, żeby z czasem doskoczyć do europejskiej czołówki. Naszym zdaniem Tychy świetnie spełniają te kryteria. Liczymy na sukces.

Czy waszą ofertę wsparł PZHL?

- Po powrocie z turnieju w Rouen skontaktował się ze mną prezes Dawid Chwałka. Gratulował i zapewniał, że związek będzie lobbował za naszą kandydaturą. Czy tak się stało nie wiem, ale zakładam, że prezes dotrzymał słowa.

Nie po drodze wam ostatnio z PZHL-em. Sporo złośliwych słów i uwag skierował Pan pod adresem związku, gdy ukarano was walkowerem za mecz z Ciarko PBS Bank Sanok.

- Złośliwości? Nie powiedziałbym. Walczyliśmy o swoje. O jednoznaczną interpretację przepisów. O równość wszystkich klubów wobec związkowego prawa. Walczyliśmy nie tylko w imieniu swoim, ale każdego klubu, który w przyszłości będzie zmagał się z podobnymi problemami.

Czy ten brak zrozumienia sprawił, że GKS nie będzie gospodarzem finałowego turnieju Pucharu Polski? Wydawało się, że jesteście wymarzonym kandydatem do organizacji tego turnieju, ale związek zadecydował, że zagracie o trofeum z Nowym Targu.

- Jak widać nie dla każdego byliśmy tym "wymarzonym kandydatem". Byliśmy gotowi zorganizować ten turniej, ale nikt nas nawet nie zapytał o zdanie. Widać, że nie zdrowy rozsądek był tu w cenie. Po raz kolejny ważniejsze było to, kto się ładniej uśmiecha. Padło więc na Podhale, które po tym, jak prezes przesądził o tym, że turniej odbędzie się w Nowym Targu, odpowiedziało, że "nic o tym nie wie". Cały związek. Przecież to nieprofesjonalne.

Nasz sukces, bo za taki trzeba uznać awans do finału Pucharu Kontynentalnego, też chyba nie wszystkim w PZHL-u był na rękę. Po powrocie z Francji nikt ze związku nie pofatygował się na lotnisko. Nie było nikogo ze związkowej telewizji, która przecież miała wymarzoną okazję, żeby pokazać, że polski hokej może coś znaczyć w Europie. Poczuliśmy się ignorowani. Pewnie, gdyby do finału awansował inny klub - chociażby Sanok - to o szczerą radość byłoby łatwiej.

Z PZHL-em poróżniliście się również wtedy, gdy GKS apelował, żeby nie powoływać jego zawodników do kadry na listopadowy turniej EIHC. Wtedy selekcjoner Jacek Płachta nie poszedł Tychom na rękę. Teraz jednak - przed grudniowym turniejem w Katowicach - odpuścił. W kadrze jest tylko jeden tyszanin - Kamil Kosowski.

- Prosiliśmy, żeby nie powoływać naszych graczy, bo chcieliśmy im dać trochę spokoju i wytchnienia przed półfinałowym turniejem w Rouen. Teraz argumentacja jest podobna, tyle, że stawką jest już finał europejskich rozgrywek.

Jacek Płachta zachował się bardzo profesjonalnie. Przyjechał do Tychów, wysłuchał naszych racji i uznał, że w Katowicach poradzi sobie bez graczy GKS-u. Chylę czoła przed decyzją trenera.

Jest jednak jeden wyjątek. Kamil Kosowski, nasz bramkarz, weźmie udział w katowickim turnieju. Uznaliśmy, że w jego sytuacji będzie to dobre rozwiązanie. Kamil jest w GKS-ie bramkarzem numer 2. Gra mniej niż Stefan Zigardy. Rywalizacja na najwyższym poziomie może mu tylko pomóc zbudować jeszcze wyższą formę.

Więcej o:
Komentarze (2)
GKS Tychy chce finału Pucharu Kontynentalnego. Prezes obnaża małostkowość PZHL-u [WYWIAD]
Zaloguj się
  • maleszek89

    Oceniono 3 razy -1

    Widze że Tychy w hokeju chcą być jak Legia w nożnej ... BO NAM SIĘ WSZYSTKO NALEŻY !!!!,,,,,,, pp w tychach finał pe w tychach ,kadra bez hokeistów z tych ,bo się mistrzowie zmęczą,na lotnisku tysiace sztucznych kibiców bo dupni hokeiści przylecieli ,a w ogóle co to za sukces ta liga europejska w hokeja.Bednarski jebnij focha ,i jak tam kopacze z edukacji,

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX