Sport.pl

GKS Tychy. Złowroga armia nie rezygnuje ze złota

Po zaciętym spotkaniu, które rozstrzygnęły dopiero rzuty karne GKS Tychy wygrał z Cracovią dzięki czemu wciąż liczy się w walce o mistrzostwo Polski. W sobotę na lodzie w Tychach kolejna odsłona walki o złoto.
ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwujesz? >>

Pamiętacie jak o GKS-ie Tychy mówiło się, że to "zespół zatruty srebrem"? Na takie określenie najmocniej zapracowała właśnie Cracovia. To dla śląskich hokeistów rywal, jak z sennego koszmaru.

GKS ma w kolekcji dwa złote medale, ale zdobywał je, gdy miał za rywali Unię Oświęcim i JKH GKS Jastrzębie. Za każdym razem, gdy na drodze tyskich zawodników stawali hokeiści Cracovii - a takie przypadki były cztery - śląscy hokeiści zawsze zjeżdżali z lodu przegrani.

Tegoroczny finał też zaczął się dla GKS-u fatalnie. Dwie porażki na otwarcie finałowej serii czytelnie wskazały faworyta rywalizacji o tytuł. Śląska drużyna grała na lodzie w Krakowie źle. Zespół sprawiał wrażenie pewnego siebie, ale w czasie meczu nie potrafił tego potwierdzić. Wiara w to, że co by się nie działo, to bramkę zamuruje Stefan Zigardy okazała się złudna.

Na własnym lodzie GKS od razu zaczął dyktować warunki. Rafał Radziszewski, bramkarz zespołu z Krakowa musiał czuć się w pierwszej tercji, jak środek tarczy strzelniczej. GKS przetoczył się po rywalu niczym lawina, ale ten nie dał się zwalić z nóg. Na dodatek wyprowadził kilka kontr, po których miejscowym cierpła skóra.

Kibice GKS-u też są w mistrzowskiej formie. Narastający, boleśnie atakujący bębenki w uszach doping dodawał zawodnikom tyskiej drużyny sił. Był jak zapowiedź, że zaraz na lód wkroczy złowroga armia, która rozniesie rywala w pył.

W drugiej tercji nadal przeważał GKS, ale Radziszewski bronił bardzo pewnie. Gdy myślimy o bramkarzu Cracovii, to przypomina nam się historia z początku jego kariery, gdy był zawodnikiem Zagłębia Sosnowiec. Radziszewski jest leworęczny, więc i sprzęt bramkarski potrzebuje nietypowy. W Zagłębiu była wtedy taka bieda, że gdy Radziszewskiemu popsuła się rękawica do łapania krążków, to wydawało się, że nie dokończy sezonu. Na nową klubu nie było stać, a używanej nie sposób było znaleźć. Ostatecznie zakup rękawicy zasponsorowały związki zawodowe "Solidarność"...

W Krakowie Radziszewski takich problemów już nie ma, a na lodzie w Tychach skapitulował dopiero wtedy, gdy gospodarze grali z przewagą dwóch zawodników. Tyszanie na pewno wierzyli, że zakończą drugą tercją przy skromnym prowadzeniu, ale w samej końcówce (na czternaście sekund przed końcem tej odsłony) dali się zaskoczyć i na tablicy wyników znowu pojawił się remis.

Cracovia poczuła, że może wygrać trzeci mecz z rzędu i z każdą minutą goniła za krążkiem szybciej i strzelała częściej. W regulaminowym czasie gry żaden krążek do siatki już jednak nie wpadł. W dogrywce lepszą drużyną był GKS, a gości - po strzale Adama Bagińskiego - uchronił od straty bramki słupek!

Rzuty karne blisko trzy tysiące kibiców oglądało już na stojąco. Do bramki trafił tylko Radosław Galant dzięki czemu GKS przegrywa w rywalizacji o złoto już tylko 1:2.



GKS Tychy - Cracovia 2:1 (0:0, 1:1, 0:0, 0:0, k. 1:0)

Bramki: 1:0 Pociecha - Vozdecky (37.), 1:1 Dutka - (40.)

GKS: Zigardy; Ciura - Kolarz, Woźnica - Rzeszutko - Bagiński; Pociecha - Kolusz, Vozdecky - Komorski - V~tek; Kotlorz - Bryk, Witecki - Galant - Kogut; Łopuski - Gazda, Jeziorski - Kalinowski - Bepierszcz

Cracovia: Radziszewski; Rompkowski - Turon, Svitana - Dziubiński - Sinagl; Wajda - Kruczek, Drzewiecki - Kucewicz - Guzik; Dąbkowski - Noworyta, Urbanowicz - Słaboń - Kapica; Novajovsky - Dutka, Domogała - Wróbel - Kisielewski

Kary: 12 - 14

Widzów: 2 700

Stan rywalizacji: 1:2. Mistrzostwo zdobędzie zespół, który pierwszy wygra cztery mecze. Kolejne spotkanie w sobotę na lodzie w Tychach (16.30)

Więcej o: