Wisła już na stałe w kalendarzu Pucharu Świata w skokach? Może tak, może nie...

Czy wpadka związana z okradzeniem kilku ekip zagranicznych może zaważyć na tym, że Puchar Świata nie wróci w przyszłym roku w Beskidy?
Raczej nie. Niebezpieczeństwo utraty zawodów czai się gdzie indziej. Wisła jest ujęta we wstępnym kalendarzu pucharowych zawodów na sezon 2013/14. Plan zakłada, że zawody na skoczni w Malince staną się częścią czesko-polskiego Turnieju Trzech Skoczni. W środę odbyło się w tej sprawie spotkanie przedstawicieli federacji narciarskich z Polski i Czech. - Zawodnicy dwa razy rywalizowaliby o punkty w Harrachovie, a potem w Wiśle i Zakopanem - mówił o szczegółach prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.

Turniej Trzech Skoczni to jednak niejedyny śmiały pomysł polskich działaczy. Coraz głośniej mówi się bowiem o tym, że w przyszłym roku jedne z zawodów Pucharu Świata odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie!

Śmiały pomysł nie jest nowatorski. Już w latach 30. ubiegłego stulecia skakano na stadionach, m.in. w Chicago i Los Angeles. Teraz o podobnym przedsięwzięciu myślą też Niemcy z Gelsenkirchen.

Wstępnie szacuje się, że budowa przenośnej skoczni w Warszawie nie kosztowałaby mniej niż milion euro. Dużo, ale gdy policzy się, że na stadion mogłoby przyjść 40 tysięcy osób, które zapłaciłyby za bilety 150 złotych, to już mamy zysk na poziomie 6 milionów złotych. A warto dodać, że konkursy w stolicy odbyłyby się przecież dwa.

Minus tego przedsięwzięcia jest taki, że przyznanie kolejnych zawodów PŚ Polsce może oznaczać, że z organizacją konkursów pożegna się Wisła lub Zakopane. Wynik tej konfrontacji jest jednak łatwy do przewidzenia.

Walter Hofer, dyrektor Pucharu Świata, o niczym jeszcze nie przesądza. Nie wyklucza też, że cykl Pucharu Świata zostanie wydłużony o tydzień lub dwa, a dzięki temu nikt z listy dzisiejszych miast organizatorów nie wypadnie. Ostateczne decyzje zapadną prawdopodobnie w maju podczas konferencji w Dubrowniku. - Kalendarz Pucharu Świata jest długi i trudny. Nie ma jednak co narzekać. Powinniśmy się cieszyć, że tyle miast chce nas gościć - uważa Anders Bardal, zwycięzca konkursu w Wiśle.

- O Wiśle się mówi. Wisłę się chwali. Droga do organizacji tej rangi konkursu była długa. Znaczyły ją mniejsze zawody: Letnie Grand Prix, Puchar Kontynentalny. Zawsze staraliśmy się, żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik, i w końcu doczekaliśmy się nagrody. Zasłużyliśmy na nią. Dziś już nikt nie powie, że nie warto było budować skoczni w Malince. Że ten obiekt jest tylko pomnikiem Adama Małysza - podkreśla Tajner.