Zmarła legenda polskiego łyżwiarstwa figurowego

Janina Leszczyna-Jajszczok-Nagórska nie żyje. Zmarła w sobotę w Bytomiu. Miała 87 lat.
Nazywana była matką śląskiego łyżwiarstwa figurowego. Specjalistka od jazdy w parach, trzykrotna mistrzyni Polski.

Smykałkę do jazdy na lodzie przekazała dzieciom. Jej syn Kordian Jajszczok był reprezentacyjnym hokeistą, olimpijczykiem, grał w słynnym meczu z ZSRR w 1976 r.

Spotkałem się z Nią w 2004 roku i napisałem o Niej tekst.

"Historia polskiego sportu mało zna przykładów dyscyplin zdominowanych przez zawodników z jednego regionu. Śląsk, a właściwie Katowice, przez kilkadziesiąt lat był najmocniejszym ośrodkiem w Polsce w łyżwiarstwie figurowym. Zwłaszcza w latach 50. nikt nie mógł się równać ze Ślązakami. Mało tego: większość tych znakomitych łyżwiarzy, mistrzów Polski, wywodziła się z jednej... parafii. Spotykali się nie tylko na tafli Torkatu, ale także jako ministranci w kościele Mariackim (pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny).

Indywidualnymi mistrzami Polski byli m.in. Walter Grobert, bracia Breslauerowie, Leon Osadnik, Karol Sojka, Zygmunt Kaczmarczyk, Emanuel Koczyba, Henryk Hanzel i Franciszek Spitol. Rywalizację kobiet zdominowały Edyta Popowicz, Erna Scheibert, Anna Bursche-Lindner, Barbara Jankowska i Krystyna Wąsik.

Do "łyżwiarskiej" parafii należy także Janina Nagórska, która wspólnie z Karolem Sojką zdobywała mistrzostwo Polski w parach sportowych w latach 1951-53. Zawodniczka Stali Katowice, nestorka śląskiego łyżwiarstwa, z rozrzewnieniem wspominała nieśmiałe początki jeszcze przed wojną. Rodzice wierzyli w jej talent i kupili w jedynym wówczas wKatowicach sklepie sportowym "u Spiegelmanna" (na dzisiejszej ul. 3 Maja) bardzo drogie austriackie łyżwy Schaeffera. Ale z łyżwiarstwa kokosów nie było. W latach 50. za zwycięstwa zawodnicy dostawali jedynie dyplomy (takie same na każdych zawodach w Polsce) i czasem pamiątkowe odznaki. Pani Janinie zebrała się tych dyplomów ogromna teczka. - Tylko zawadzały, więc w końcu je wyrzuciłam - opowiadała.

Brała udział w rewiach, choć trudno porównywać je z rewiami na Zachodzie. Jej członkowie jeździli po całej Polsce z tańcem cygańskim, hiszpańskim czy góralskim. Raz dostali za to... płaszcze. Pani Janina została trenerką jeszcze przed trzydziestką. Wychowała wiele pokoleń świetnych łyżwiarzy. W 1968 roku pojechała na olimpiadę do Grenoble ze swoimi wychowankami - Janiną Poremską i Piotrem Sczypą.

Wykładała na katowickiej AWF, trenowała też w Naprzodzie Janów, Katowickim Klubie Łyżwiarskm, była na kontraktach w Kopenhadze, Linzu i Salzburgu. Skończyła w latach 80.,bo złamała nogę. Upadła, idąc na łyżwach między taflą a szatnią. Mając prawie bez przerwy treningi, nie miała co zrobić z trójką synów, więc zabierała ich na lodowisko.

Dwóch starszych - Leszek i Kordian - zainteresowało się hokejem, ten drugi zrobił prawdziwą karierę. W barwach GKS Katowice i Zagłębia Sosnowiec był mistrzem Polski, grał także na olimpiadzie w Innsbrucku."