Sport.pl

Futsal. W Bielsku-Białej mają najlepszy klub w Polsce. A kto psuje ten sport? [WYWIAD]

- Wciąż zachodzę w głowę, jak to możliwie, że tak widowiskowy i powszechnie uprawiany sport, jak futsal nie jest dyscypliną olimpijską - mówi Janusz Szymura, prezes Rekordu Bielsko-Biała najlepszego dziś klubu w Polsce.

Stwórz własną drużynę i WYGRAJ LIGĘ!



Wojciech Todur: Zdzisław Wolny, który od dwudziestu lat zarządza Cleareksem Chorzów, stwierdził nie tak dawno, że jest rozczarowany tym, jak rozwija się polski futsal. Że inaczej to sobie wyobrażał. A jakie są pana odczucia?

Janusz Szymura: - Można powiedzieć, że razem ze Zdzisławem Wolnym jesteśmy dinozaurami w tym naszym futsalowym świecie. On w tym roku świętuje jubileusz dwudziestolecia, ale ja jestem o rok lepszy, bo podobne urodziny już za mną. Czy czuję niedosyt? Patrząc na nasze lokalne podwórko to nie. Nasz klub przeżywa właśnie swój najlepszy czas. W 2014 roku zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo Polski w historii Rekordu. Potem wprawdzie nie udało się obronić tytułu, ale dziś znowu jesteśmy liderem ekstraklasy. Nasza Szkoła Mistrzostwa Sportowego wychowuje kolejnych piłkarzy, którzy obecnie są najlepsi w Polsce w rocznikach U16, U18 i U20. Brakuje mi trochę sukcesów na europejskiej arenie. Brakuje mi sukcesów reprezentacji. Wciąż zachodzę w głowę, jak to możliwie, że tak widowiskowy i powszechnie uprawiany sport nie jest dyscypliną olimpijską. Wiadomo, że zawsze będziemy w cieniu dużej piłki, ale jednak część tego tortu należy się także nam.

Co tu mówić o podbijaniu Polski i Europy, skoro nawet w Bielsku-Białej jesteście sekcją numer cztery za piłkarzami Podbeskidzia, siatkarzami BBTS-u i siatkarkami BKS-u. To może wydawać się o tyle niesprawiedliwe, że akurat te drużyny, pod względem wyników, równać się z wam nie mogą.

- To prawda, ale nie czuję się jakoś specjalnie niedoceniany. Znamy swoje miejsce w szeregu. Z piłką nożna nie wygra nikt, więc trudno się na to obrażać. Siatkówka to również dyscyplina sportu, która ma w naszym kraju olbrzymie tradycje i sukcesy. BBTS był w minionych sezonach jedną z najsłabszych drużyn PlusLigi, ale to jednak wciąż liga mistrzów świata. To jedne z najlepszych i najbardziej prestiżowych rozgrywek na świecie. A my jakie mamy sukcesy? O reprezentacji Polski w futsalu po raz ostatni było głośno w 2001 roku, gdy braliśmy udział w mistrzostwach świata w Moskwie. Przecież to prehistoria! Potrzebujemy sukcesu, który wyrwie nas z marazmu. Tak stało się przed laty z piłką ręczną. Kołem zamachowym były medale kadry Bogdana Wenty. Te medale udało się jednak wywalczyć nie dzięki sile polskiej ligi. Ta była słaba. Większość kadrowiczów wywodziła się wtedy przecież z Bundesligi. Tyle, że tamten sukces przełożył się z czasem na rozkwit naszych rodzimych rozgrywek. Futsal też potrzebuje takiego pozytywnego kopa.

Wspomniał pan, że dużą wagę przywiązujecie do szkolenie dzieci i młodzieży. To dobry sposób na budowę najlepszej drużyny w Polsce?

- Trzeba znaleźć złoty środek. Nasz zespół nie jest drużyną opartą wyłącznie na wychowankach. Szukamy najlepszych zawodników w Polsce. Mamy też w kadrze czterech obcokrajowców. To musi być miks. W przeciwnym razie bylibyśmy tylko średniakiem.

Pana piłkarze to zawodowcy?

- Różnie z tym bywa. Obcokrajowcy utrzymują się wyłącznie z grania w piłkę. Mamy jednak w kadrze także amatorów, którzy grę w ekstralidze łączą z pracą lub z nauką. Są w naszej drużynie nauczyciele wychowania fizycznego. Mój syn Piotr jest programistą. Nie tak dawno grał też dla nas górnik dołowy, czyli Tomek Dura. To się jednak nie do końca sprawdzało. Futsal jest jednak mocno absorbującym i wymagającym zajęciem. Jeżeli chce się osiągać w tym sporcie sukcesy na miarę medali mistrzostw Polski, to trzeba się temu poświęcić.

Rekord to także trzecioligowy zespół, który rywalizuje na dużych boiskach. Można pogodzić te dyscypliny sportu?

- Kiedyś tak było. Potem się od tego odeszło i nastąpiła ścisła specjalizacja. Chciałbym, żeby dało się to pogodzić i czasami trafiamy na zawodników, którzy mają takie predyspozycje. W naszym SMS-ie szkolimy przede wszystkim piłkarzy. Czas pokazuje, w której dyscyplinie odnajdują się potem lepiej. Michał Marek, czy Łukasz Biel to nasze dowody na to, że piłkę i futsal można pogodzić.

A ile zarabia czołowych zawodnik w ekstraklasie futsalu?

- Myślę, że są to zarobki na poziomie drugiej, trzeciej ligi w piłce nożnej

W drugoligowym GKS-ie Tychy są gracze, który zarabiają kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie.

- No, tyle to my nie płacimy. Zapewniam jednak, że w drugiej czy trzeciej lidze wciąż zdarzają się zawodnicy, którzy uganiają się za piłką za kilka stówek miesięcznie. Jeżeli miałbym porównać nasz trzecioligowy zespół i drużynę futsalu, to budżety wyszłyby niemal po równo. No może trochę waga przechyliłaby się w stronę futsalu.

Futsal to taka dziwna dyscyplina, w której można zdobyć mistrzostwo Polski i w kolejnym sezonie nie przystąpić do rozgrywek. Przyzna pan, że w innych dyscyplinach sportu to się nie zdarza.

- Mówimy teraz o przykładzie Wisły Kraków, ale to nie jedyny taki przypadek, bo wcześniej z gry w podobnych realiach zrezygnował też zespół z Pniew. Co o tym decyduje? Moim zdaniem, używając języka biznesu, niska cena wejścia. To oznacza ni mniej, ni więcej, tyle, że w futsalu droga do sukcesu jest krótsza niż w innych dyscyplinach sportu. Za stosunkowo nieduże pieniądze można szybko zbudować zespół, który powalczy o medale, czy nawet mistrzostwo Polski. To taki sport dla niecierpliwych biznesmenów, którzy chcą zaistnieć. No, ale skoro ta cena wejścia nie była zbyt wysoka, to aż tak bardzo nie boli, gdyż podejmuje się decyzję o wyjściu z tego interesu. To jednak nie piłka nożna, gdzie zaczyna się nawet od B-klasy i potrzeba wielu lat, żeby wdrapać się na sam szczyt.

Generalnie jednak to zjawisko jest złe i zupełnie mi obce. Ono psuje naszą dyscyplinę sportu. Sam działam zupełnie inaczej. Cierpliwie. Cały czas nie tracę wiary w to, że futsal będzie znaczył coraz więcej. Że na udziale w europejskich rozgrywkach nie będzie się tracić, a wzorem dużej piłki zarabiać. Wierzę, że zostaniemy docenieni i staniemy się w końcu członkiem rodziny olimpijskiej. Od dawna nie jesteśmy już dyscypliną świetlicową, tylko poważnym sportem. 

Więcej o: