Grupa zapaleńców, kajak i piłka. Zawodnicy stresują się mniej niż ich żony

Kaniów. Mecz kajak-polo drużyny UKS SET

Kaniów. Mecz kajak-polo drużyny UKS SET (ARCHIWUM KLUBU)

Na takie sporty mało kto zwraca uwagę. To nie piłka nożna ani siatkówka, na których punkcie w Polsce i na całym świecie wariują miliony kibiców. Ale w Kaniowie w ogóle się tym nie przejmują.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Kajak-polo wciąga. Wiele ludzi z zapałem przychodzi na treningi, nawet. sześć razy w tygodniu! Grupa takich zapaleńców ma siedzibę w Kaniowie pod Czechowicami. Na tamtejszej Żwirowni na co dzień pływają i grają aktualni mistrzowie Polski.

Rodzinne podróże

Co to takiego kajak-polo? Niszowa dyscyplina sportu, w której mocne w Polsce są dwa główne ośrodki: Choszczno w województwie zachodniopomorskim i właśnie Kaniów. Cel gry jest prosty - zdobyć więcej bramek niż przeciwnik. Gra się na wodzie, na ograniczonym pływającymi liniami polu.

Maciej Paszana ma 29 lat, jest górnikiem i w kajak-polo gra od trzynastu lat. Twierdzi, że to jego największa pasja w życiu, której świadomie daje zjadać większość wolnego czasu. - Kiedy zaczynałem, w klubie nie było w zasadzie nic. Nasza determinacja pozwoliła nam osiągnąć pewien poziom, dzięki któremu możemy grać. Dzięki piłce na kajakach przejechałem już całą Europę - grałem we Francji, w Niemczech i na Węgrzech. To jest sport, który wymaga wielu poświęceń, ale jest satysfakcja i możliwość zwiedzania świata - mówi.

Mimo częstych podróży życie rodzinne zawodników nie cierpi. Wokół kaniowskiego klubu kajakowego gromadzą się bowiem całe rodziny. - Kiedy chłopaki z drużyny gdzieś jadą, często zabierają bliskich. Co roku jeździmy do włoskiego San Giorgio na zawody i jesteśmy tam przez tydzień. Mężowie grają, a żony i dzieci kibicują. Kiedy mąż wychodzi na trzy godziny na trening, nie czuję tego, bo zazwyczaj idę z nim i spotykam koleżanki, które są żonami innych zawodników - wyjaśnia Ewa Paszana, małżonka Macieja. - Często jest tak, że chłopaki stresują się mniej niż my, siedzące na trybunach. Zdarza się, że po meczu to żony są bardziej nabuzowane, wykrzykują, że mężowie mogli zrobić coś lepiej - dodaje.

W drużynie panuje przyjazna i rodzinna atmosfera. Zawodnicy znają się od lat i spędzanie ze sobą całego wolnego czasu to dla nich przyjemność. - Jesteśmy przyjaciółmi i dzięki temu na wodzie tworzymy dobrą ekipę osiągającą sukcesy. Czasem emocje nas poniosą, nastąpi jakaś ostra wymiana zdań podczas gry, ale kiedy schodzimy na ląd to wszystko wraca do normy i idziemy w zgodzie do szatni. Poza treningami i zawodami też tworzymy zgraną paczkę, która lubi wychodzić ze sobą na piwo lub grillować - uśmiecha się zawodnik.

Powybijane palce

Ktoś mógłby przypuszczać, że gra na kajakach to sport mało kontaktowy. Nic bardziej mylnego! Zawodnicy po meczach borykają się z powybijanymi palcami, nadwyrężonymi barkami i stłuczeniami. - Gra się przecież z użyciem wioseł, które, delikatnie mówiąc, fruwają w powietrzu gdzie popadnie. Często cierpią ciała zawodników - tłumaczy Paszana. Teoretycznie zabronione jest popychanie rywala lub jego podtapianie. Prawda jednak jest taka, że to się zdarza. To sport, w którym nabicie sobie solidnego guza nie stanowi żadnego problemu. Tym bardziej, że przewracanie przeciwnika jest dozwolone.

W UKS-ie SET Kaniów kajakarze trenują sześć razy w tygodniu. W trakcie nich robią? Zaczynają od zwykłej, ogólnorozwojowej rozgrzewki, potem wsiadają do kajaków i robią to wszystko, czym zajmują się zawodnicy każdego innego sportu: od wytrzymałości po taktykę. - Nasz trener nakreśla taktykę, wprowadza schematy, pokazuje jak mamy się po boisku poruszać. Nad odprawach przed zawodami, magnesy bez przerwy przesuwają się po jego tablicy - nie dziwi się Paszana, dla którego to oczywiste. - Przecież to sport zespołowy i żeby dobrze współpracować trzeba mieć plan - dodaje.

Kajakarscy piłkarze nie należą do najdrobniejszych. - Żeby mieć siłę w wiośle, trzeba mieć siłę w rękach. Dlatego często treningi zaczynamy od siłowni, aby tej mocy nie zabrakło - uśmiecha się zawodnik.

Sport dla każdego

Przekrój społeczny miłośników kajak-polo jest szeroki: grają górnicy, budowlańcy, ekonomiści i nauczyciele. To sport, w którym nie ma barier, ale bez treningu nie ma sensu go uprawiać. - Każdy mecz to olbrzymi wysiłek fizyczny. Jeżeli nie spędzi się na wodzie odpowiedniej ilości godzin, jest problem. Poza tym w naszej drużynie nie ma słabych jednostek, bo jesteśmy przecież aktualnymi mistrzami kraju. Żeby wskoczyć do zespołu, trzeba prezentować odpowiedni poziom - mówi Paszana.

Przy klubie działa także silna reprezentacja dzieci i młodzieży. Zainspirowana przykładem seniorów złapała bakcyla kajakarskiej piłki. Nie ma więc obaw, że w Kaniowie ten ciekawy sport jest krótkotrwałą modą. - Mamy piękny i nowoczesny ośrodek, Oprócz naszych boisk do kajak-polo, jest jeszcze plaża, boiska do siatkówki i miejsce do spędzania wolnego czasu z rodziną. W tej chwili mamy do dyspozycji na wodzie trzy boiska, a jeszcze jedno pozwoli nam na organizację mistrzostw Europy - opisuje 29-latek.

"Kiedy ktoś raz tego spróbuje, nie może przestać myśleć o niczym innym" - taki przekaz płynie z rozmów z zawodnikami kajak-polo. - To dla mnie olbrzymia adrenalina i pasja. Moje widzenie tego sportu ogranicza się do tych dwóch słów - mówi trochę górnolotnie zawodnik. Ale zapał tej grupy ludzi jest godny podziwu. Nie czerpią z tego żadnych finansowych korzyści, wręcz przeciwnie - ciągle dokładają.

Potrzeba pieniędzy

Przy mało popularnych sportach, największy problem jest z reguły z funduszami. - Mamy infrastrukturę, ale potrzebujemy sprzętu. Ciągle szukamy sponsorów. Znaleźliśmy już darczyńców, którzy pokryli koszty naszych kasków. Potrzebujemy jednak kajaków, bo to sprzęt, który reperowany nie działa już tak samo. Żeby funkcjonować na odpowiednim poziomie, ciągle musimy dokładać - mówi Paszana.

Biedna gmina Bestwina chce wspomagać klub, ale pieniądze musi dzielić między wiele działających na tym obszarze klubów. - Są pieniądze od władz, ale w zasadzie tylko na działalność młodzieży. Super, że tak jest, ale my ciągle musimy szukać sponsorów - powtarza.

Kiedy zawodnicy jadą na zawody, sami pokrywają koszty przejazdu, noclegów czy jedzenia. - To nasza pasja, jak się okazuje bardzo kosztowna. Nie narzekamy, ale liczymy, że może pojawi się ktoś, kto będzie chciał wynagrodzić nasz codzienny trud finansową pomocą...

Największy problem poza pieniędzmi? - Zebrać się - śmieją się zawodnicy. Maciej Paszana: - Każdy z nas pracuje i mimo, że trenujemy bardzo regularnie, nie jest to takie łatwe, aby przychodzić tyle razy w tygodniu na trening. Mamy jeden dzień wolnego. Jestem górnikiem, więc po trudach kajak-polo w pracy nie śpię. Nie skarżę się, ale próbuję opisać do jakiego stopnia weszliśmy w świat kajaków i jak bardzo to pokochaliśmy.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Zobacz także
  • Zawody szermiercze Szabliści z Sosnowca znokautowali konkurencję w mistrzostwach Polski
  • Rywalizacja na trasie Silesia Marathonu PKO Silesia Marathon szuka "zajęcy", a licznik zgłoszeń kręci się coraz szybciej!
  • Jan Sałamacha zdobył mistrzowski pas podczas memoriału Leszka Błażyńskiego - znakomitego pięściarza: medalisty igrzysk olimpijskich i mistrzostw Europy. Ślązak po raz kolejny - niemal w pojedynkę - zabiegał o organizację walki, a wywiadach podkreślał, że aby zawalczyć z Albańczykiem musiał zainwestować swoje własne pieniądze. </p>
- Naszej dyscyplinie na pewno nie towarzyszy już takie zainteresowanie jak w latach 90., ale wciąż można się sprawdzić i mieć z tego satysfakcję. Kiedyś niemal każdy turniej kickbokserski w Polsce przebijał się do telewizji. Za tym szło zainteresowanie kibiców, sponsorów, a co za tym idzie - także pieniądze. Z czasem zawodnicy zaczęli odpływać do bardziej medialnego boksu czy MMA. Sam też próbowałem swoich sił w boksie, ale uznałem, że to jednak nie dla mnie - mówił zawodnik, który okupił wygraną kontuzją kolana. </p>
- Czuję się spełniony. Mam nadzieję, że moi kolejni rywale będą jeszcze mocniejsi - dodał. Jan Sałamacha - mistrz świata, który walczy za swoje pieniądze [ZDJĘCIA]