Jan Urban znowu numerem jeden w wyścigu po robotę na Roosevelta

To już tradycja. Gdy Jan Urban jest bezrobotny, media od razu zaczynają przymierzać go do pracy w Górniku Zabrze.
Urban od lat jest żelaznym kandydatem do objęcia trenerskiej posady w Górniku Zabrze. Aż dziw bierze, że w Polsce zdążył już być szkoleniowcem trzech klubów: Legii Warszawa, Polonii Bytom i Zagłębia Lubin, a Górnika - z którym jako piłkarz był związany przez wiele lat - jeszcze nie.

Już rok temu, kiedy Urban nie zdecydował się na kontynuowanie pracy w Bytomiu, głośno było o jego rychłym przejściu do Górnika. Trochę było to dziwne, bo Górnik jako beniaminek ekstraklasy spisywał się akurat nieźle i trudno było mieć zastrzeżenia do trenera Adama Nawałki. Temat więc upadł, a Urban w końcu skorzystał z oferty Zagłębia.

Teraz, kiedy został zdymisjonowany w Lubinie, znowu odżyły spekulacje, że to właśnie on byłby idealnym kandydatem na trenera Górnika.

Przypomnijmy, że Urban był gwiazdą Górnika w jego najlepszych czasach (trzy mistrzowskie tytuły w latach 80.). Na stare lata - po długim okresie gry w Hiszpanii i Niemczech - wrócił jeszcze do Górnika i to właśnie w jego barwach wiosną 1998 roku kończył bogatą karierę. Wśród zabrzańskich kibiców wciąż cieszy się uznaniem.

Nawałka w ubiegłym tygodniu decyzją władz miasta uratował posadę trenera. Kilka dni później wsparli go piłkarze Górnika, wygrywając bezdyskusyjnie mecz z Jagiellonią. No, ale kiedyś Nawałka w końcu zakończy pracę w Górniku. Jeśli Urban będzie akurat wolny, stanie się murowanym numerem jeden w wyścigu po robotę na Roosevelta.