Po co wiceprezydent Zabrza strzela sobie w stopę? [KOMENTARZ]

Słowa Krzysztofa Lewandowskiego to pierwszy i całkowicie niepotrzebny krok do próby wmówienia kibicom Górnika, że burdy na Cichej to wyłącznie wina kiboli i organizatorów z Ruchu.
- Nie wierzę, że nikt w klubie z Chorzowie nie wiedział, że na stadion wnoszone są tysiące rac. Zabrzańscy kibice zostali sprowokowani - Nie wierzę, że nikt w klubie z Chorzowie nie wiedział, że na stadion wnoszone są tysiące rac. Zabrzańscy kibice zostali sprowokowani - mówi Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza o niedzielnych awanturach podczas Wielkich Derbów Śląska.

Sądziłem, że może tym razem poszkodowani, czyli również oba kluby i miasta, przemówią jednym głosem. Myliłem się. Byłem chyba naiwny.

Uważam, że prezydent z Zabrza - wypowiadając te i jeszcze inne słowa - zachował się co najmniej mało roztropnie. Co tam, on zachował się najgorzej, jak tylko mógł.

To - moim zdaniem - pierwszy i całkowicie niepotrzebny krok do próby załagodzenia sytuacji i wmówienia kibicom Górnika, że burdy na Cichej to wyłącznie wina kiboli i organizatorów z Ruchu. Prawdy Lewandowskiego stoją w sprzeczności z - mam nadzieję, szczerymi, a nie podyktowanymi emocjami i piarem - deklaracjami działaczy Górnika o chęci współdziałania z Ruchem w wojnie z kibolstwem.

Oczywiście, w wypowiedzi Lewandowskiego znalazła się też magiczna formułka, że kibice Górnika nie są bez winy, ale przyznacie: to już zupełnie inny ciężar gatunkowy.

Uważam, że jakakolwiek próba wymigiwania się od odpowiedzialności za zajścia na Cichej czy niezdarne usiłowania usprawiedliwiania chuligańskich zachowań to strzał w stopę. Tym bardziej, że za jakiś czas Wielkie Derby Śląska odbędą się na nowym stadionie w Zabrzu i to Górnik będzie ich organizatorem. Kibole są pamiętliwi.