Alfabet Andrzeja Zydorowicza: Ciszewski? Był najlepszy. Szpakowski? Dobrze blokuje konkurencję

Popularny komentator sportowy, jedna z ikon katowickiej telewizji i samorządowiec, skończył 70 lat. Sam skromnie mówi, że pomogły mu sukcesy piłkarzy Górnika Zabrze.
Argentyna

Do katowickiego radia trafiłem niemal prosto z ulicy w 1967 roku. Najpierw dostałem dobrą szkołę w dziennikach i redakcji młodzieżowej. Kiedy sławny Jan Ciszewski odszedł do katowickiej telewizji, zająłem jego miejsce i przejąłem żużel, szermierkę, hokej, piłkę. Próbę przeszedłem podczas meczu Ruch Chorzów - Pogoń Szczecin. Słowa same układały się w zdania, bo chorzowianie grali jak w transie. Nic dziwnego, że próba została oceniona wysoko.

Na mistrzostwach świata w Argentynie w 1978 roku pierwszy mecz Polska - Niemcy relacjonowałem jeszcze na antenie radiowej, ale następne już tylko w telewizji. Radio i telewizja były wówczas jedną instytucją, personalnych roszad dokonywano z łatwością. Przeniesiono mnie do telewizji, bo jak orzekli szefowie, w TV Katowice musi być komentator piłkarski. Znowu zająłem miejsce po Ciszewskim, który rozpoczął królowanie w Warszawie.

Boniek Zbigniew

Znakomity piłkarz i zdolny biznesmen. Od początku wyróżniał się nie tylko grą, ale także sposobem bycia. Przed ligowymi meczami jego Widzewa na Śląsku pytał mnie: Pan komentuje mecz? O, to na pewno wygramy. Przy okazji słynnych pucharowych meczów Widzewa często używałem określenia "arytmia gry" Boniek ze Smolarkiem żartowali sobie, żebym o tym nie zapominał.

Ciszewski Jan

Najlepszy polski piłkarski komentator. Pochodził z Sosnowca. Starszy, świetny kolega. "Mój Boże, co ja mam państwu teraz powiedzieć" - mówił po meczu na Wembley w 1973 roku. Albo "Sprawiedliwości stało się zadość" - to po szczęśliwym dla Górnika losowaniu w Strasbourgu. Te zdania przeszły do komentatorskiej historii. Wielu usiłuje mu dorównać, zapominając, że kopie są zawsze gorsze od oryginału. Spędziliśmy razem dużo czasu podczas wspólnych służbowych podróży. Miał duszę hazardzisty. Przy okazji hokejowych MŚ w Bukareszcie zaciągnął mnie na wyścigi kłusaków. Straciliśmy połowę diet. Nie żałuję. Z głodu nie zginęliśmy, a przeżycia były niezapomniane. Więcej jednak na wyścigi koni już nie zajrzałem.

Debiut

Opowiem o takim nietypowym. Na Igrzyskach w Barcelonie 24 godziny przed meczem dowiedziałem się, że mam komentować finał turnieju piłki wodnej, gry dla mnie całkowicie egzotycznej. Przez kilkanaście godzin wisiałem na telefonie do Warszawy, żeby od sędziego międzynarodowego nauczyć się przepisów. Doradca ministra sportu Hiszpanii, Roman Paszczyk, przygotował mi sylwetki reprezentantów tego kraju. Sylwetki Jugosłowian zorganizowałem sobie sam. Nasza telewizja zaplanowała cały mecz na żywo, gardłowałem przez ponad dwie godziny, a na antenę poszło z odtworzenia jakieś 20 minut.

Euforia

Opanowała działaczy i piłkarzy GKS-u Katowice po wyeliminowaniu w europejskich pucharach Bordeaux. W francuskim zespole grały takie sławy jak Zidane, Lizarazu czy Dugarry. To była prawdziwa sensacja. Gościliśmy przy okazji meczu w winnicy, ucząc się smakowania słynnego bordeaux. Od tego czasu czerwone wytrawne wino stało się moim jedynym i ulubionym trunkiem.

Finał w Wiedniu

Jestem dumny z tego, że byłem radiowym sprawozdawcą na meczu Górnika z Manchesterem City w finale Pucharu Europy Zdobywców Pucharów. Nie miałem wtedy jeszcze trzydziestki. Z moim szefem z katowickiego radia Romanem Paszkowskim komentowaliśmy wspólnie pucharowe mecze Górnika na Stadionie Śląskim. Wyjazdowe gry obsługiwaliśmy na zmianę. On pojechał na barażowy mecz z Romą do Strasbourga, a mnie przypadł finał w Wiedniu. Pan Roman to uczciwy i solidny człowiek, więc nie zmienił tej zasady. Bardzo przeżyłem ten przegrany finał. W Wiedniu padał deszcz, stadion na Praterze był pustawy, a gra naszym wyraźnie się nie kleiła.

Górnik Zabrze

W czasach największej świetności Górnika każdy komentator po cichu się modlił, żeby móc pracować na meczu tej drużyny. Sukcesy Górnika z przełomu lat 60. i 70. wypromowały wielu z nas. Ciszewski właśnie dzięki meczom Górnika stał się sławny. Piłkarze Górnika to w większości byli młodzi, niezmanierowani chłopcy. Pamiętam wizytę w mieszkaniu Ernesta Pohla, wiele lat po zakończeniu jego kariery. Jak zobaczyłem, w jak skromnych warunkach mieszka najlepszy strzelec polskiej ligi, po prostu zgłupiałem. Z jednej strony proste synki, jak Szołtysik czy Alfred Olek, z drugiej magister inżynier Hubert Kostka, czy zawsze elegancki Staszek Oślizło. Wszystkich ceniłem jednakowo, bo to byli niezwykli piłkarze.

Heysel

Nie pamiętam już dlaczego, ale ten tragiczny finał Pucharu Europy Juventus - Liverpool w 1985 roku komentowałem ze studia w Warszawie, wspierany przez nieżyjącego już Andrzeja Żmudę. W starciach kibiców na stadionie Heysel zginęło wtedy 39 osób. Nic nie wiedzieliśmy o dramacie do momentu, kiedy ukazał się obraz ze stadionu w Brukseli. Byliśmy odcięci od informacji, Ktoś w końcu przyniósł do studia radio, nerwowo szukano informacji agencyjnych, Sytuacja wszystkich przerosła, a my na wizji świeciliśmy twarzami snując domysły. Nie chciałbym przeżyć czegoś takiego jeszcze raz.

Iwanow Bożydar

Świetny komentator Polsatu. Zdolny, o wszechstronnych zainteresowaniach, poliglota. Zawsze podkreśla, że jest moim wychowankiem. Mam satysfakcję, że mnie nie zawiódł, że mam następcę. Długo się wahał, czy zostać dziennikarzem muzycznym, czy sportowym, Mam nadzieję że miałem wpływ na jego wybór.

Judo

W TVP brakowało chętnych do zajmowania się mało telewizyjnymi sportami, takimi jak np. judo. Stałem się więc jedynakiem z abonamentem na letnie olimpiady. Komentowałem olimpijskie złota Waldemara Legienia i Pawła Nastuli. Koledzy często mi zazdrościli tych sukcesów.

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Komentatorskie stanowisko

Kiedyś w Mołdawii szyby kabiny były chyba niemyte od wmurowania kamienia węgielnego pod stadion, W Niemczech komentowałem siedząc wśród widzów, monitor stał pod moimi nogami. W Glasgow siedziałem za to pod samym dachem stadionu i mecz oglądałem z lotu ptaka. W tym zawodzie trzeba być przygotowanym na najgorsze i udawać, że jest OK.

Lubański Włodzimierz

Wielki piłkarz. Lubiliśmy się. Pewnie czuł się przed kamerą, czy mikrofonem. W wywiadach nie był gadułą. Mówił rzeczowo. I był uczynny. Kiedyś pojechałem do Brugii komentować mecz Ligi Mistrzów. Włodek przyjechał po mnie na lotnisko w Brukseli, przenocował u siebie w Lokeren, pomógł komentować mecz. Jeszcze zdążyliśmy zagrać w tenisa.

Matysik Waldemar

Niezwykle pracowity i sympatyczny piłkarz. Po ligowym meczu Górnika przeprowadzałem z nim wywiad na żywo. Był to jego debiut przed kamerą. Waldek mówił, że już "za bajtla" marzył o grze w Zabrzu i "miał płaczki w oczach". To szło na całą Polskę, musiałem więc tłumaczyć gwarę Waldka. Drżałem, że Matysik się rozkręci i usłyszę słowa, których znaczenia - jak na Ślązaka z wyboru przystało - nie rozszyfruję.

Nogi piłkarzy są ciężkie jak z waty

Nie mam pojęcia, dlaczego ten cytat jest przypisywany mnie. To akurat słowa Jana Tomaszewskiego z którym komentowałem mecz Polska - Grecja w Poznaniu. Znam swoje lapsusy językowe i się ich nie wstydzę, a nawet je polubiłem. Bez takich wpadek transmisje są nudne.

Ostatni skomentowany mecz

Nie pamiętam. Może ciągle jest przede mną?

Piechniczek Antoni

Starszy ode mnie zaledwie o kilka dni. Podziwiałem go jako piłkarza, a potem trenera. Świetnie się prezentował w naszych wspólnych programach telewizyjnych.

Rangersi

Jesienią 1969 roku poleciałem z Górnikiem do Glasgow na mecz z Rangersami. To był mój pierwszy służbowy wyjazd zagraniczny. Lecieliśmy czarterowym Iłem-18 z Pyrzowic. Nie było transmisji telewizyjnej, więc kibice w Polsce słuchali mojej relacji w radiu. Dostałem mikrofon ze sprężyną, którą należało przyciskać do ust. Chyba przesadziłem, bo wargę miałem potem spuchniętą przez tydzień.

Szpakowski Dariusz

Niezastąpiony. Dobrze blokuje konkurencję.

Telewizja Katowice

Port macierzysty. Częściej pracowałem w Warszawie i jeżdżąc po świecie, ale to właśnie w Katowicach przygotowywałem na ogólnopolską antenę "Klub Antoniego Piechniczka" i teleturniej "Wszystko o mundialach". Mogłem się tu też wyżywać w niedzielnym "Studiu Gol".

Uniwersytet Śląski

Moja uczelnia, z którą mam kontakty do dziś. Ostatnio namówiłem rektora Wiesława Banysia do upamiętnienia faktu, iż nowoczesna biblioteka uniwersytecka powstaje na terenie po sztucznym lodowisku Torkat. Co roku komentuję wymyślone przez Krystynę Bochenek piłkarskie mecze Senat Rzeczypospolitej kontra Senaty Wyższych Uczelni.

Wizytówki regionu

Te sportowe to Spodek i Stadion Śląski. Relacjonowałem otwarcie Spodka, spotkanie młodzieży z Fidelem Castro, a także sensacyjne zwycięstwo hokeistów nad Związkiem Radzieckim. Krzyczałem do mikrofonu "Polska wygrywa z ZSRR, aż strach pomyśleć co się będzie działo!" To brzmiało jak nawoływanie do rewolucji, ale przeżyłem.

Na Śląskim debiutowałem na antenie ogólnopolskiej Polskiego Radia meczem Polska - Turcja 8:0. Żyłem ze stadionu, relacjonując ciągłe remonty i wielkie mecze Polaków z Anglią, Holandią czy NRD. Ten stadion jest dla Śląska tym, czym dla Paryża wieża Eiffla. Nie wyobrażam sobie, by przestał istnieć.

Zapasy

Obok judo moja druga olimpijska dyscyplina. Medalowe żniwa zacząłem od złota Kazimierza Lipienia w Montrealu. W Moskwie nie schodziłem z anteny. W pierwszej części olimpiady wiodło się nam marnie, ale zapaśnicy Andrzej Supron, Jan Dołgowicz, Roman Bierla czy Adam Sandurski stawali na podium. To była fajna grupa młodych, inteligentnych ludzi. Nawet we wzmacnianiu dewizowego portfela działali zawsze zespołowo.