Sport.pl

Pięciu poprzedników Nakoulmy. Bóg, gole i miś wypchany dolarami

W minionym sezonie Prejuce Nakoulma zrobił furorę w barwach Górnika. Reprezentant Burkina Faso nastrzelał dziewięć goli, był najskuteczniejszym napastnikiem Górnika, gdyby nie on, ekipie Adama Nawałki raczej nie udałoby się zająć dobrego ósmego miejsca na koniec sezonu. Nakoulma stał się ulubieńcem zabrzańskich fanów, polubili go nawet kibice rywali. Czarnoskóry napastnik z Burkina Faso to zdecydowanie najlepszy gracz z Afryki w historii Górnika. Warto przypomnieć jego pięciu poprzedników.
Jean Black Ngody (sierpień-wrzesień 2000, 4 mecze w Górniku, 0 goli)

To był piłkarski obieżyświat. Do Zabrza przyjechał z Grecji, gdzie grał jako... niejaki N'Gondi. Wcześniej w Kamerunie studiował prawo, ale rzucił je dla futbolu.

W Górniku rozegrał ledwie cztery mecze. Przegonił go prezes klubu. Najbardziej w pamięci utkwił mi piąty, ostatni występ Kameruńczyka w barwach Górnika. To było we wrześniu 2000 roku. Po porażce z Dyskobolią wściekły Stanisław Płoskoń zapowiedział, że zamierza rozstać się z trenerem Broniszewskim i dwoma obcokrajowcami. - Jeśli trener nie miał odwagi sam zrezygnować, to ja go zwalniam - powiedział. - Zresztą Możanić i Ngody niech też pakują walizki - dodał prezes. - Już chyba lepiej jak sam wyjdę na boisko i zagram. To nic, że mam dyskopatię, problemy z barkiem, nadciśnienie i 61 lat...

Po niespodziewanym i błyskawicznym zakończeniu przygody z Górnikiem Ngody tułał się po coraz gorszych klubach i niższych ligach - Stomil Olsztyn, Okęcie Warszawa, Zorza Dobrzany, Narew Ostrołęka.. W końcu wyjechał na Wyspy, grał w Walii i niższych ligach Anglii. Jeszcze podczas pobytu w Polsce wspominał, że czegoś mu tu brakuje. - W Europie brakuje mi atmosfery, jaka panuje u nas, w Kamerunie. To się nazywa "esimo ya mboka". Ludzie są dla siebie bardzo życzliwi i nie ma znaczenia, kto, z jakiego plemienia pochodzi - mówił Ngody. Koniec kariery Ngody spędził w lidze Iranu...







Cornelius Udebuluzor (lipiec- listopad 1996, 17 meczów w Górniku, 4 gole)

Spotkałem go po jednym z treningów. Trochę krępował się udzielać wywiadu, bo w pobliżu krążył jego menadżer Ryszard Szuster. W końcu przełamał się.

Zdradził, że pochodzi z plemienia Ibo, oraz że kiedy grywał przeciwko starszym, zyskał przydomek "Papiluwe". - By być lepszym od przeciwników musiałem przewyższać ich rozumem i to właśnie oznacza w naszym dialekcie papiluwe - wyjaśniał.

Ze śmiechem wymawiał: "dzień dobry", "proszę", "dziękuję" i "nie ma sprawy". Gdy ludzie coś do niego mówili, Cornelius im potakiwał i mówił "tak, tak".

Udebuluzor był bardzo religijny, modlił się przed każdym meczem, często odwiedzał kościoły.

Miał wielki debiut w Górniku, strzelił dwa gole Legii Warszawa! Potem jednak nie było już tak dobrze i w Polsce kariery nie zrobił. Dużo lepiej poszło mu w Azji. W lidze Honkkogu był królem strzelców, zdobywał mistrzostwo i puchary kraju.







Shingirayi Kaondera (lipiec 1999 - marzec 2002, 52 mecze, 4 gole)

Kaondera jako dzieciak pojawił się w Polsce, jako piętnastolatek próbował swoich sił m.in. w Rakowie Częstochowa. Tamten pobyt okazał się niewypałem, ale kiedy zmężniał i ponownie wrócił do naszego kraju, od razu znalazło się dla niego miejsce w grającym w ekstraklasie Górniku.

W Górniku zadebiutował 31 lipca 1999 roku w meczu Odra Wodzisław - Górnik, w dniu swoich 17 urodzin (zagrał 45 minut i został czwartym najmłodszym ligowcem w dziejach klubu), a pierwszego ligowego gola dla Górnika zdobył gdy miał 17 lat i 7 dni.

Spotkałem go kilka razy podczas wizyt na Czarnym Lądzie. W Harare miał dobrą markę, był idolem młodziutkich piłkarzy, którzy marzyli o wyjeździe do Europy.

Kaondera miał wszelkie predyspozycje, by zrobić wielką karierę, ale po wyjeździe z Polski rozmieniał talent na drobne. Jako, że lubił ciepłe kraje, kolejne lata spędził głownie na Cyprze, gdzie co chwila przeskakiwał z miasta do miasta. W życiu prywatnym też wiodło mu się różnie - jego żoną była Mary Mubaiwa, miss Zimbabwe, która jednak niedawno rzuciła go dla generała Constantine Chiwengi, jednego z najpotężniejszych ludzi w kraju, bliskiego współpracownika prezydenta Roberta Mugabe. Generał rozwiódł się ze swoją żoną Jocelyn i niedawno poślubił 28-letnią ledwie Mary.



Jean Black Ngody (sierpień-wrzesień 2000, 4 mecze w Górniku, 0 goli)

To był piłkarski obieżyświat. Do Zabrza przyjechał z Grecji, gdzie grał jako... niejaki N'Gondi. Wcześniej w Kamerunie studiował prawo, ale rzucił je dla futbolu.

W Górniku rozegrał ledwie cztery mecze. Przegonił go prezes klubu. Najbardziej w pamięci utkwił mi piąty, ostatni występ Kameruńczyka w barwach Górnika. To było we wrześniu 2000 roku. Po porażce z Dyskobolią wściekły Stanisław Płoskoń zapowiedział, że zamierza rozstać się z trenerem Broniszewskim i dwoma obcokrajowcami. - Jeśli trener nie miał odwagi sam zrezygnować, to ja go zwalniam - powiedział. - Zresztą Możanić i Ngody niech też pakują walizki - dodał prezes. - Już chyba lepiej jak sam wyjdę na boisko i zagram. To nic, że mam dyskopatię, problemy z barkiem, nadciśnienie i 61 lat...

Po niespodziewanym i błyskawicznym zakończeniu przygody z Górnikiem Ngody tułał się po coraz gorszych klubach i niższych ligach - Stomil Olsztyn, Okęcie Warszawa, Zorza Dobrzany, Narew Ostrołęka.. W końcu wyjechał na Wyspy, grał w Walii i niższych ligach Anglii. Jeszcze podczas pobytu w Polsce wspominał, że czegoś mu tu brakuje. - W Europie brakuje mi atmosfery, jaka panuje u nas, w Kamerunie. To się nazywa "esimo ya mboka". Ludzie są dla siebie bardzo życzliwi i nie ma znaczenia, kto, z jakiego plemienia pochodzi - mówił Ngody. Koniec kariery Ngody spędził w lidze Iranu...







Dickson Choto (marzec- październik 2001, 12 meczów, 0 goli)

Jeszcze zanim usłyszeli o nim wyborowi polscy czy europejscy skauci miałem okazję na boiskach treningowych szkoły średniej imienia księcia Edwarda w Harare stolicy Zimbabwe oglądać go w akcji. Potężny nastolatek przewyższał kolegów o głowę, zaś na boisku jego znakiem firmowym były długie dokładne podania. Niedługo potem zobaczyliśmy Choto w Zabrzu, gdzie przez kilka miesięcy byli ulubieńcami kibiców Górnika. Na Śląsku nie zagrzał długo miejsca, szybko trafił do bogatszej Legii. I został w stolicy na dobre. to jeden z nielicznych obcokrajowców, który na tak długo związał się z Polską. Choto gra już nad Wisłą od jedenastu lat, po polsku mówi lepiej niż niejeden nasz rodak. Anegdot nie brakuje, jak choćby ta z misiem wypchanym dolarami, którego próbował przewieźć w rodzinne strony, a wpadł po kontroli celników.. I potem tłumaczenia, że nie wiedział, że taki transfer gotówki jest niedozwolony.







Ugochukwu Enyinnaya (marzec-sierpień 2005, 4 mecze, 0 goli)

Sprowadzony do Zabrza przez Marka Koźmińskiego. To zdecydowanie gracz Afrykańczyk z najlepszą przeszłością spośród tych grających na Roosevelta. Takiego CV wielu mogłoby mu pozazdrościć: grał z najlepszymi rywalami w lidze włoskiej w barwach Bari, w debiutanckim sezonie w serie A zaliczył dwanaście meczów, dwa gole, w tym jeden, który po dziś dzień jest przebojem internetu. 18 grudnia 1999 roku Bari podejmowało Inter Mediolan, Hugo w 6 minucie huknął z 30 metrów i bramkarzowi mediolańczyków pozostawało tylko wyciągać piłkę z siatki.







Kiedy z nim rozmawiałem, tylko skromnie potrząsał ramionami. - Po prostu wyszło mi takie uderzenie. Tamten pierwszy sezon we włoskiej Serie A miałem bardzo udany, szkoda, że potem kontuzja to wszystko przerwała - wspominał. Pochodził z plemienia Ibo. - Jest nas wielu. To dlatego, że my, Ibowie, tak kochamy piłkę i od dzieciaka za nią ganiamy - tłumaczył. Wyjaśnił też, co w miejscowym języku oznacza jego nazwisko: - Ugochukwu to po naszemu biały gołąb, syn Boga.

W Zabrzu przez dwa sezony Hugo zagrał tylko cztery mecze, gola nie zdobył żadnego. Wszystko przez kontuzje. Potem występował w Zielonej Górze z podobnym skutkiem. Lepiej wiodło mu się w Odrze Opole, gdzie wreszcie zaczął trafiać do siatki. W jednym z wywiadów tak mówił: "Jak nie masz menedżera, to tak jakbyś nie miał numeru telefonu. Nikt nie zadzwoni. Ale tak naprawdę Bóg jest moim menedżerem. Jak będzie chciał, to mnie wytransferuje do Wisły. Muszę być tylko wierny i często się modlić. Jak jesteś wierny, to osiągniesz to, co chcesz. Moi koledzy z drużyny tego nie rozumieją. Zawsze przed meczem się modlę o zwycięstwo, ale to nie pomaga, bo w Odrze jest za dużo grzechu. Jeśli dwieście razy zaklniesz podczas meczu, to jak Bóg może ci pomóc? Będzie patrzył się na nas z nieba i mówił: 'grajcie sobie sami, beze mnie'. A sami nie damy rady".

Więcej o:
Komentarze (4)
Pięciu poprzedników Nakoulmy. Bóg, gole i miś wypchany dolarami
Zaloguj się
  • duma85

    Oceniono 4 razy 4

    W Górniku rozegrał ledwie cztery mecze.... Najbardziej w pamięci utkwił mi piąty, ostatni występ Kameruńczyka w barwach Górnika.

  • serwertek

    Oceniono 2 razy 2

    Naprawdę fajny artykuł ;-) Świetnie sie czyta takie wspominki, szczególnie że niektórzy piłkarze z Afryki to naprawdę oryginały jakich mało

  • piri2000

    Oceniono 1 raz 1

    Prejuce jest naprawdę dobry . !

  • stike84

    Oceniono 5 razy -3

    odsprzedam bilety na mecze Euro
    Anglia Francja
    Anglia Szwecja
    HISZPANIA WLOCHY

    info stike@poczta.fm

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX