Górnik Zabrze niczym chirurg. Dwa precyzyjne cięcia w Wielkich Derbach Śląska

Górnik Zabrze po mistrzowsku wypunktował nieskuteczny Ruch Chorzów w 101. Wielkich Derbach Śląska. Zabrzanie wygrali w lidze po pięciu miesiącach przerwy. Było to również pierwsze ligowe zwycięstwo trenera-menedżera Roberta Warzychy.


- Przed nami niezwykły mecz, niezwykłe spotkanie - podgrzewał atmosferę przed pierwszym gwizdkiem WDŚ stadionowy spiker. Miał nosa, nawet jeżeli pamięta się o tym, że ranga spotkania rozgrywanego na przebudowywanym obiekcie w Zabrzu (dla 3 tys. widzów), to jednak nie to samo, co pojedynek na Stadionie Śląskim w obecności 40 tys. fanów.

Spotkanie Górnika z Ruchem rzeczywiście rozpoczęło się w tempie na rekord świata. Górnik, który nie wygrał w lidze od pięciu miesięcy (3 grudnia ograł 3:2 Widzew), już po niespełna kwadransie gry prowadził dwoma bramkami!

A przecież Ruch wydawał się w początkowej fazie meczu bardziej dojrzałą drużyną. Chorzowianie dłużej utrzymywali się przy piłce. Budowali akcje składające się z większej liczby podań. Cóż jednak z tego, skoro Górnik był niczym chirurg. Dwa precyzyjne cięcia utoczyły wiele krwi z niebieskiej drużyny.

W tle rywalizacji drużyn zawsze toczy się też rywalizacja piłkarzy. W Zabrzu jednym z ciekawszych pojedynków było starcie prawego obrońcy Górnika Pawła Olkowskiego i lewego obrońcy Ruchu Daniela Dziwniela. Obaj znani są z tego, że nie tylko można liczyć na nich w defensywie, ale przede wszystkim chętnie angażują się w akcje z przodu. To potwierdziło się w 6. minucie. Dziwniel dał się zwieść w środku pola, nie nadążył za Olkowskim, który precyzyjnie dograł piłkę do Prejuca Nakoulmy. Reprezentant Burkina Faso uderzył piłkę bez przyjęcia, a ta po chwili wpadła do siatki.

Ruch po tym ciosie nawet się mocniej nie zachwiał. Niebiescy dalej grali swoje i... po kolejnych sześciu minutach przegrywali już dwoma bramkami. Czy to był najpiękniejszy gol kolejki?

O kolejne trafienie postarał się drugi w ekipie gospodarzy zawodnik z Afryki - tym razem Dzikamai Gwaze z Zimbabwe. Były piłkarz Wisły (ale tej z Beskidów) pięknie przymierzył sprzed pola karnego. Fantastycznie uderzona piłka wpadła tuż pod poprzeczkę, a jednocześnie za plecy Michała Buchalika, bramkarza Ruchu. Klasyczny "spadający liść".

Po stracie drugiej bramki skończył się opanowany, realizujący swoją taktykę (przynajmniej w ataku) Ruch. Warunki zaczął dyktować Górnik, który miał w pierwszej połowie jeszcze kilka dobrych okazji (Przemysław Oziębała!) na podwyższenie prowadzenia. Niestety, nawet do przerwy na boisku nie wytrwał Gwaze. Pomocnik zespołu z Zabrza po jednym ze starć z Piotrem Stawarczykiem, stoperem niebieskich, zaczął utykać, narzekać na biodro i ostatecznie został zmieniony przez Antoniego Łukasiewicza.

W tym sezonie Górnik prowadził już na swoim stadionie i 3:0 (z Jagiellonią Białystok), a jednak podzielił się punktami z rywalem. Ruch na pewno pamiętał o przebiegu tamtego spotkania i po przerwie przycisnął zabrzan jeszcze mocniej. Kibicom Górnika cierpła skóra po strzałach Grzegorza Kuświka, Marka Zieńczuka i przede wszystkim Filipa Starzyńskiego, który po uderzeniu z rzutu wolnego trafił piłką w poprzeczkę i słupek.

To nie był dzień Starzyńskiego, który potem (w 77. minucie) podszedł do rzutu karnego podyktowanego za zagranie ręką Rafała Kosznika i przegrał pojedynek z Pavelsem Steinborsem. Bramkarz Górnika fantastycznie wybił uderzoną tuż przy słupku piłkę. Łotysz w drugiej połowie zapracował na miano bohatera meczu. Popisał się też klasą przy obronie uderzenia Kamila Włodyki.

Ruch mimo porażki obronił trzecie miejsce w tabeli ekstraklasy. Górnik traci do najniższego stopnia podium tylko jeden punkt.

Czy w kadrze Górnika Zabrze powinno dojść do rewolucji? Podyskutuj na Facebooku >>

Kto będzie w tabeli wyżej na koniec sezonu?