Sport.pl

Mundial 2014. Stanisław Oślizło: Szukałem obrońców Brazylii. Gdzie oni się podziali?

Legendarny piłkarz Górnika Zabrze i reprezentacji Polski krytykuje przede wszystkim grę obronną Brazylijczyków. Szukałem obrońców Brazylii na boisku i nie mogłem ich znaleźć. Gdzie oni się podziali? To była zabawa w obronę, a nie defensywa - mówi Stanisław Oślizło po półfinałowym meczu Niemcy - Brazylia 7:1.
ŚLĄSK.SPORT.PL w mocno nieoficjalnej wersji. Dołącz do nas na Facebooku >>

Piotr Zawadzki: Żal panu było Brazylii?

Stanisław Oślizło: Żal, i to bardzo. Żona, która też się interesuje piłką, po trzecim golu powiedziała mi: "Stasiu, chyba się rozpłaczę". Bardziej jednak w tym meczu kibicowałem Niemcom, bo to jednak drużyna z Europy. No i grają w niej nasi chłopcy: Mirek Klose i Łukasz Podolski, który jak tylko może, to przyjeżdża na stadion Górnika.

Co się stało z Brazylią?

- Przed Mundialem to był dla mnie faworyt numer jeden. Przeciwko Brazylii występowałem wielokrotnie, w Górniku Zabrze i reprezentacji. O, grałem nawet w Belo Horizonte, gdzie Niemcy rozbili Brazylię. Przegraliśmy w 1966 roku 1:4, a dwa gole wbił nam ten niesamowity Tostao. Wobec Brazylii mam więc od lat zakodowany podziw i szacunek. Technicznie zawsze byli doskonali, teraz doszło do tego przygotowanie fizyczne wyniesione z klubów europejskich. Jednak po pierwszych meczach turnieju mój podziw dla Brazylii zmalał. Zdałem sobie sprawę, że jeśli będą wygrywać, to przy pomocy szczęścia. I tak było aż do wtorku.

Co przesądziło o ich klęsce?

- Niemcom wszystko wychodziło, ale to jeszcze nic. Nie można opierać gry zespołu na jednym, dwóch graczach. Zgoda, w meczu z Niemcami brakowało Neymara i Thiago Silvy, ale z nimi w składzie Brazylia też by przegrała. Pewnie nie 1:7, ale by przegrała.

Jako obrońca co pan powie o obronie Brazylii?

- A była taka? Szukałem obrońców Brazylii na boisku i nie mogłem ich znaleźć. Gdzie oni się podziali? Kto pozwalał Niemcom na bezkarne dobitki, na wymianę kilku podań w polu karnym, kto asekurował bramkarza? To była zabawa w obronę, a nie defensywa.

A Niemcy?

- Dostali łatwy łup. A wiadomo, oni nie odpuszczają. Prowadzili 3:0, 4:0, mogliby się już wtedy bawić, ale to nie leży w ich naturze.

Pan jako piłkarz na ogół wygrywał. Ale i pańskiemu pokoleniu przytrafiła się klęska w bardzo ważnym meczu. W 1965 roku przegraliście w Rzymie z Włochami aż 1:6.

- Tak, dobrze to pamiętam. Już po 25 minutach rywale prowadzili 2:0. Jechaliśmy do Rzymu pełni nadziei na awans do mistrzostw świata, mieliśmy silny zespół z Pohlem, Liberdą, Sadkiem, Szołtysikiem, młodym Lubańskim. Kilka dni wcześniej rozbiliśmy Finów 7:0. Jeszcze dzień przed meczem byliśmy na treningu tak naładowani energią, że trener Koncewicz musiał nas hamować. A w dniu gry od rana byliśmy ospali, rozbici. To się przeniosło na boisko. Włosi to bezwzględnie wykorzystali. Wtedy ekipy podróżowały bez własnego kucharza i jedzenia. Może oni nam coś wtedy dosypali? Nikt nikogo za rękę nie złapał, ale sprawa była mocno niejasna.

Kiedy się traci gola jednego, drugiego, szóstego, to chyba nie ma już mowy o jedności w zespole?

- Raczej jeden drugiemu współczuje. Ja zawaliłem, on zawalił. Szukanie kozła ofiarnego jest w takim przypadku mocno niesprawiedliwe i bez sensu. Mnie w tamtym meczu sfaulował skrzydłowy Paolo Barison. W przerwie zgłosiłem kontuzję, noga spuchła jak bania. Trener kazał mi grać. Po przerwie Włosi strzelili cztery gole, ale kto wiedział o tym, że na stoperze gra Staszek Oślizło z kontuzją?

Niemcom drugi taki mecz z rzędu się nie trafi.

- Oczywiście, finał będzie już zupełnie inny. Chciałbym, żeby Niemcy zagrali w nim z Holandią. Jestem z pokolenia, które doskonale pamięta wielkiego Johana Cruyffa, sukcesy Ajaxu Amsterdam i Feyenoordu Rotterdam. Messi to Messi, ale do Holendrów zawsze będę miał sentyment.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwujesz? >>

Więcej o: