Zapomniany snajper uratował punkt Górnikowi Zabrze

Górnik Zabrze chciał rozpocząć rundę wiosenną od mocnego akcentu i pewnej wygranej z Koroną Kielce. Tymczasem niewiele zabrakło, aby zabrzanie to spotkanie przegrali. Remis uratował im w końcówce Szymon Skrzypczak.


Powrót do rozgrywek miał być doskonałą informacją nie tylko dla piłkarzy, ale także zabrzańskich kibiców. Ostatnie tygodnie dostarczały im przecież wielu niezwiązanych ze sportem wrażeń. Niestety, przeważnie nie nastrajały one zbyt optymistycznie. Informacje o długach, odwołane zgrupowanie w Zakopanem, wizja utraty cennych trofeów... Wygląda jednak na to, że akurat ta zła passa może się odwrócić. Jeśli we wtorek zabrzańscy radni poprą uchwałę w sprawie udzielenia klubowi gwarancji na emisję obligacji, to Górnik stanie na nogi.

Wtedy do pełni szczęścia będzie już brakowało tylko dobrych wyników zespołu. A górnicy mają przecież o co grać. W Zabrzu bardzo mocno liczą na to, że zespół wywalczy miejsce w czołowej ósemce ligi. To nie tylko gwarantowałoby uniknięcie wyczerpującej walki o spadek, ale także większe zyski z praw telewizyjnych. Warto jednak przypomnieć, że zabrzanie jesień zakończyli serią trzech porażek, w których nawet nie zdobyli gola. Szczególnie słabo prezentowali się na własnym stadionie, na którym nie wygrali od sierpnia.

Aby zapewnić sobie miejsce w grupie mistrzowskiej, mieli udowodnić, że są w formie już od pierwszego wiosennego meczu. Spotkanie z Koroną rzeczywiście zaczęło się dla nich bardzo obiecująco. Od początku zdominowali wydarzenia na boisku i osiągnęli sporą przewagę. Jednym z wyróżniających się zawodników gospodarzy był Erik Grendel. Słowacki pomocnik to jedyny piłkarz, jakiego Górnik pozyskał zimą. Dyrektor Robert Warzycha cmokał z zachwytu na jego umiejętnościami. Były gracz Slovana Bratysława kilkoma zagraniami udowodnił, że rzeczywiście może być sporym wzmocnieniem zabrzan. Grendel przejął koszulkę z nr. 20 po sprzedanym zimą Mateuszu Zacharze, ale wiadomo było, że to nie on zastąpi napastnika w zdobywaniu bramek. W meczu z Koroną długo widoczny był właśnie brak w składzie klasycznego snajpera, który potrafiłby wykończyć akcje zespołu.

Wydawało się, że prędzej, czy później gol dla gospodarzy musi jednak paść. Dlatego kibice robili wielkie oczy, gdy gol rzeczywiście padł, ale dla Korony. Na początku drugiej połowy potężne gapiostwo zabrzańskiej wykorzystał Radek Dejmek i z bliska wpakował głową piłkę do siatki.

Czasu na odrobienie strat było mnóstwo. Co więcej, sprzyjające były także okoliczności, bo czerwoną kartką (dwie żółte) został ukarany pomocnik Korony Lukas Klemenz. Górnicy oczywiście ambitnie atakowali, starali się, ale wcelować w bramkę kieleckiego zespołu długo nie potrafili.

Trenerzy szukali ratunku wpuszczając na boisko Szymona Skrzypczaka. On akurat jest środkowym napastnikiem, ale przecież poprzedni rok był dla niego katastrofalny. Były król strzelców II ligi najpierw nie sprawdził się na wypożyczeniu w GKS-ie Katowice, a jesień spędził w rezerwach Górnika. W meczu z Koroną - wyciągnięty trochę jak królik z kapelusza - wszedł na boisko i szybko doprowadził do wyrównania. Skrzypczak po dobrym podaniu Radosława Sobolewskiego zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie i przy okazji uratował swojemu zespołowi cenny punkt.

Górnik Zabrze - Korona Kielce 1:1 (0:0)

Bramki: 0:1 Dejmek (56.), 1:1 Skrzypczak (82.)

Górnik: Steinbors - Danch, Augustyn, Magiera - Gergel, Sobolewski, Grendel Ż, Iwan, Madej (78. Skrzypczak), Kosznik (78. Kurzawa) - Łuczak.

Korona: Cernauskas Ż - Golański, Malarczyk, Dejmek, Sylwestrzak Ż - Kiełb (90. Kotarzewski), Klemenz Ż, CZ, Jovanović, Fertovs Ż (75. Cebula), Pyłypczuk (85. Aankour) - Kapo Ż.

Sędziował: Paweł Glik (Lublin). Widzów: 3000.

Kto po pierwszych tegorocznych meczach ekstraklasy wygląda najlepiej?