Kibice mają dość bylejakości na piłkarskich stadionach

Świat się zmienia, a wraz z nim piłkarscy kibice. Dziś nie wystarczy im już interesujący mecz w wykonaniu przyzwoicie grającej drużyny. Dobitnym tego przykładem może być Ruch Chorzów - piszą Wojciech Todur, Paweł Czado
Ruch pod wodzą trenera Waldemara Fornalika jest rewelacją tegorocznych rozgrywek ekstraklasy. Na półmetku chorzowianie zajmują wysokie trzecie miejsce i wyprzedzają m.in. mające mocarstwowe plany Wisłę Kraków i Lecha Poznań.

W miniony weekend w świetnym stylu i bez większego wysiłku niebiescy pokonali na swoim stadionie przy ul. Cichej Cracovię. Tymczasem właśnie to spotkanie, mimo że chorzowianie już od dłuższego czasu są w zadowalającej formie, przyciągnęło najmniej widzów w całym sezonie. Na mecz przyszło zaledwie 3800 osób.

To smutne i zastanawiające, skoro Ruch jest na fali. Efektownie i wysoko wygrał na wyjeździe z ŁKS-em (4:0), odprawił Cracovię najpierw w Pucharze Polski, a potem w lidze, jednak notuje spadek frekwencji. To wszystko w sytuacji, gdy klub zaproponował promocję, która dawała możliwość zakupu biletu za złotówkę!

Dlaczego tak się dzieje? Najprościej byłoby powiedzieć, że kibiców odstraszyło zimno. To jednak słaby argument, bowiem gdy Ruch przyciągał na trybuny Stadionu Śląskiego 40 tysięcy ludzi, było tak zimno, że kibice wkładali pod kurtki gazety.

Teoria, że kibiców Ruchu nie przyciąga gra tej drużyny, też jest łatwa do obalenia. Kiedy czytacie te słowa, świetnie sprzedają się bilety na wyjazdowy mecz z Lechią. Drużyna z Gdańska to najbliższy rywal niebieskich. Fanów Ruchu nie odstrasza nawet to, że spotkanie zostanie rozegrane w "nieszczęśliwym", bo poniedziałkowym terminie. Okazuje się, że dotąd chęć wyjazdu do Gdańska zgłosiło już ponad 1300 osób! Organizatorzy początkowo przygotowali dla fanów niebieskich 1700 biletów, ale potem zwiększyli pulę do 2 tysięcy. Jeśli za punkt wyjścia przyjąć frekwencję z meczu z Cracovią (3800), nie ma takiej drużyny na świecie, za którą w dalekie i kosztowne podróże udawałaby się ponad połowa fanów!

Marna frekwencja na Cichej musi mieć konkretny powód. Naszym zdaniem ludzie nie chcą już oglądać meczów na archaicznym obiekcie, na którym za potrzebą trzeba chodzić do plastikowej przenośnej ubikacji. Kibice widzą, że komfort oglądania meczów piłkarskich niewspółmiernie wzrasta - we Wrocławiu, Krakowie, Warszawie czy wspomnianym Gdańsku można się już poczuć obywatelem Europy. Ale nie tylko tam. W sąsiednich Gliwicach powstał właśnie funkcjonalny stadion, który na mecze grającej szczebel niżej drużyny przyciąga ponad dwa razy więcej ludzi niż w Chorzowie (na niedzielnym meczu Piasta z Polonią było 8500 osób)!

Na Cichej człowiek czuje się, jakby był ubogim krewnym. Fan niebieskich wybierze się do Gdańska, żeby choć na chwilę przestać się nim czuć. To nie bolało aż tak, kiedy wszyscy grali na stadionach, które tak naprawdę powinny być wizytówką ligi Trapezfiku. Biedę i bylejakość łatwiej znosić w grupie. Ale teraz? Ludzie nie chcą dalej czuć się częścią tej bylejakości.

Frekwencja na meczach Ruchu na Cichej w tym sezonie (za 90minut.pl):

GKS Bełchatów: 4500

Śląsk Wrocław: 5500

Jagiellonia Białystok: 4500

Zagłębie Lubin: 5200

Widzew: 6400

Legia: 7000

Polonia Warszawa: 6000

Cracovia: 3800

Dlaczego na Cichą przychodzi coraz mniej kibiców?