Ruch Chorzów daje zielone światło na definitywny transfer Bartosza Flisa do Arki Gdynia

Bartosz Flis jest jedynym napastnikiem Arki, do którego po zakończeniu rundy jesiennej nie można mieć pretensji. W Gdyni gra jednak tylko na wypożyczeniu z Ruchu Chorzów. Jakie są szanse, by został?
Napastnik przybył do Arki w połowie sierpnia, gdy ta w czterech meczach zdobyła raptem dwa punkty i pałętała się w ogonie pierwszoligowej tabeli. Miał być alternatywą dla doświadczonych Ensara Arifovicia, Janusza Surdykowskiego i pamiętającego ekstraklasę Mirko Ivanovskiego. Ze względu na młody wiek mógł także pełnić rolę młodzieżowca, czyli - wedle przepisów - zawodnika urodzonego w 1991 r. lub później. Obowiązek wstawiania do składu przynajmniej jednego takiego gracza ma każdy klub w I lidze.

Krótko po przyjeździe Flis doznał jednak kontuzji. Niegroźnej, ale na debiut musiał poczekać. Ten nastąpił 10 września, gdy na kameralnym stadionie w Świnoujściu stawiana wcześniej w gronie faworytów do awansu Arka przegrała z Flotą (0:1). Flis wszedł na ostatnie dwadzieścia minut.

I choć niczym specjalnym się wtedy nie wyróżnił, to jego pojawienie się w składzie zapoczątkowało okres fantastycznej gry Arki. Gdynianie w dziesięciu kolejnych spotkaniach nie zaznali goryczy porażki, po drodze eliminując też z Pucharu Polski występującą w ekstraklasie Polonię Warszawa. Pozycja Flisa w drużynie rosła z każdym kolejnym meczem, a eksplozja nastąpiła w 13. kolejce, gdy Arka rozbiła ówczesnego lidera tabeli Zawiszę Bydgoszcz (5:2). Flis był wtedy najlepszy na boisku, zdobył dwie bramki, zaliczył też dwie asysty i ostatecznie przekonał trenera Petra Nemeca, że warto dawać mu kolejne szanse.

Od meczu z Zawiszą dwudziestolatek w każdym kolejnym meczu wychodził w pierwszym składzie. Goli już nie zdobywał, ale jego wkład w kolejne sukcesy drużyny był trudny do przecenienia. Przebojowy napastnik, w odróżnieniu od wspomnianych Arifovicia i Surdykowskiego, nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności. Nie oddaje piłki najbliższemu koledze, przebojem potrafi i lubi wedrzeć się w pole karne rywala, świetnie rozumie się z uważaną za najlepszą w I lidze linią pomocy gdyńskiego zespołu. Ma też chłodniejszą głowę od Ivanovskiego. Gdy traci piłkę albo upada na murawie, wstaje, otrzepuje kurz i zasuwa dalej. Macedończyk w takich sytuacjach gestykuluje, kłóci się i zgarnia kartki.

Rolę Flisa w Arce docenił Nemec.

- Mimo że Flis jest wypożyczony do końca sezonu, to zimą chcemy rozmawiać z Ruchem w sprawie transferu definitywnego. Trzeba to jakoś rozwiązać, bo jako młodzieżowiec on jest po prostu świetny - chwali podopiecznego trener Arki.

Jak ustaliliśmy, śląski klub nie ma nic przeciwko temu, by Flis został w Gdyni na stałe.

- Cieszymy się, że Bartek odnalazł się w I lidze i jeśli Arka wyrazi chęć pozyskania go, usiądziemy do stołu i porozmawiamy - powiedział nam dyrektor sportowy Ruchu Mirosław Mosór. - Jeśli wszystkie trzy strony będą zadowolone, to nie widzę przeszkód w zrealizowaniu transakcji.

A co na to sam zawodnik? - Chcę zostać w Arce. Bardzo. Klub jest świetny, Gdynia jest piękna, czuję się tu wspaniale. I teraz jest chyba najlepszy moment, by usiąść do rozmów - zaznacza Flis.

Gdynianie trenują do 2 grudnia. Zanim rozjadą się na urlopy, przejdą badania wydolnościowe. Do Gdyni wrócą na początku stycznia. Przygotowania do rundy wiosennej rozpoczną się wtedy już na pełnych obrotach. Byłoby zatem wskazane, by sytuacja Flisa została wyjaśniona jeszcze przed jego urlopem.