Sport.pl

Głos z Chorzowa: Trzecie miejsce Ruchu dowodem na słabość ligi

- Cieszmy się z tego co mamy, bo robimy dobry wynik w trudnych warunkach. Z drugiej strony uderzmy się w pierś, bo można byłoby osiągnąć coś więcej. Jest ku temu okazja. Gdybyśmy tylko mieli bardziej poukładane sprawy finansowo-organizacyjne wewnątrz klubu... - żałuje Mariusz Śrutwa, były napastnik chorzowskiej drużyny.
Szefostwo Ruchu Chorzów próbuje naciskać na władze miasta w kwestii pomocy klubowi, kibice nie szczędzą ostrych słów pod adresem przedstawicieli ratusza, uważając że poziom finansowego wsparcia dla klubu jest niski. Cieszący się ich uznaniem były piłkarz twierdzi, że to zarząd Ruchu powinien się bardziej starać. - Nie wyobrażam sobie, żeby Ruch szedł z dala od miasta i mógł występować przeciwko komuś, która przeznacza spore pieniądze na klub. Nie mówię tylko o pieniądzach, które trafiają do klubu w formie gotówki, ale także w postaci utrzymania stadionu. Dlatego relacje na linii klub-miasto muszą być unormowane. A Ruch musi się postarać, żeby jedynym jego sponsorem nie było miasto i Canal Plus - podkreśla Śrutwa.

Jak odbiera świetne wyniki sportowe niebieskich? - Ostatnio Ruch przyzwyczaja nas do tego, że sportowo jest dużo, dużo powyżej tego, co się dzieje w działce organizacyjnej w klubie. Trenerowi udało się wspólnie z zawodnikami zbudować coś, w co na początku sezonu nikt nie wierzył. Przy takim budżecie, przy takim zaangażowaniu zawodników, którzy czasami wcześniej nie łapali się do składu w innych klubach, udało się zbudować na tyle silny zespół, że każdy w Polsce musi się z nim liczyć - mówi były król strzelców polskiej ekstraklasy.

Dla Śrutwy to... dowód na słabość ligi. - Jak niewiele byloby potrzeba, może tylko normalności, żeby powalczyć o coś więcej niż trzecie miejsce - uważa. Rywale z czołówki nie rzucają go bowiem na kolana. - Gdybyśmy postawili Wisłę z czasów Żurawskiego, Kosowskiego, Szymkowiaka naprzeciw tej dzisiejszej Wisły, to sądzę, że wynik byłby wysoki na korzyść tamtej ekipy. Albo Śląsk Wrocław... Trener Lenczyk wziął przeciętny zespół, który po prostu dobrze przygotował fizycznie. W tej lidze wystarcza to do tego, by być liderem. Z Ruchu poodchodziło kilku ważnych zawodników. I gdzie indziej wszyscy przepadli. Zaczynając od bramkarza Pilarza poprzez tego, którego w Chorzowie najbardziej chwalono, czyli Niedzielana. Dalej: Brzyski, Baran, Sadlok, Sobiech, Nykiel... W Ruchu postacie znaczące, w każdym innym klubie poniżej oczekiwań. A dlaczego? Bo tu jest dobra, systemowa praca. Dlatego cieszmy się z tego co mamy, bo robimy dobry wynik w trudnych warunkach, ale z drugiej strony uderzmy się w pierś, że można byłoby osiągnąć coś więcej, bo jest ku temu okazja. Gdybyśmy tylko mieli bardziej poukładane w sprawy finansowo-organizacyjne wewnątrz klubu... Ale to już jest pole od popisu dla działaczy - mówi Śrutwa.

Więcej o: