Trener Fornalik nie ma reżysera gry. Może nie musi go mieć?

Gra niebieskich na pewno nie opiera się jednym piłkarzu, który kreuje grę drużyny. Gdzie w takim razie jest ośrodek decyzyjny niebieskiej maszynki do zwycięstw?
Trener Fornalik podkreśla, że skończyły się czasy, gdy jeden piłkarz miał decydujący wpływ na oblicze drużyny. Pewnie mówiłby inaczej, gdyby takiego zawodnika miał.

Środek pola Ruchu to dziwne miejsce, od dawna brakuje w linii pomocy piłkarza, o którym można by powiedzieć, że jest klasycznym ofensywnym pomocnikiem.

Marcin Malinowski, Gabor Straka, Paweł Lisowski - wszyscy ci zawodnicy lepiej czują się jednak w destrukcji. Podobnie było też z Andrejem Komacem, którego pożegnano na początku rundy. A wcześniej z Grzegorzem Baranem i Michałem Pulkowskim.

- Rzeczywiście od chwili, gdy trenerem Ruchu został Waldemar Fornalik to na boisku nie ma klasycznego rozgrywającego. Jak widać na przykładzie niebieskich, trzech defensywnych pomocników też może prowadzić zespół do zwycięstw - mówi Pulkowski, obecnie zawodnik pierwszoligowego Dolcanu Ząbki.

- Gra Ruchu ma różne oblicza, ale moim zdaniem siła tej drużyny tkwi jednak przede wszystkim na skrzydłach. Koniec sezonu na pewno należał do Marka Zieńczuka, ale ja chciałbym wyróżnić Marcina Malinowskiego, który w wielu meczach wykonał dla zespołu wielką pracę - dodaje.

Pulkowski podkreśla, że siłą niebieskich jest też wyrównany skład. - W kadrze jest wielu uniwersalnych zawodników. Trener może zmieniać ich pozycje bez większej szkody dla gry zespołu. Jeżeli niebiescy utrzymają skład, to wiosną mogę podnieść głowy jeszcze wyżej. Miejsce na podium jest realne - uważa były kapitan niebieskich.