Sport.pl

Arkadiusz Piech jak Krzysztof Warzycha? Wciąż mu daleko

Paweł Abbott, Arkadiusz Piech i Maciej Jankowski - tych napastników zazdrości niebieskim większość ligowych klubów. Ich osiągnięcia jednak bledną, gdy porównać ich do chorzowskich gwiazd sprzed lat.
Kibice Ruchu wciąż wracają do roku 1989, gdy ich zespół nie miał sobie równych w Polsce i sięgnął po 14 tytuł mistrzów kraju.

Tamten wynik był wielką niespodzianką, bowiem złoto zdobył zespół, na który nikt nie stawiał. Drużyna, która dopiero, co wróciła w szeregi najlepszych.

Ruch sprzed dwudziestu lat też miał swoich super strzelców. Liderem był oczywiście Krzysztof Warzycha, który zakończył sezon z 24 bramkami. Skuteczni byli też Krystian Szuster (9 bramek) i Mirosław Bąk (8). - Mnie czy Mirka Bąka aktualni napastnicy Ruchu mogą spokojnie przebić. Przypominam jednak, że ja nie grałem w ataku tylko w pomocy - uśmiecha się Szuster, który uważa, że zawsze to lepiej mieć trzech wyrównanych napastników niż jednego, który strzela na potęgę.

- Taki zawsze jednak może się zaciąć i wtedy problem ma cały zespół. To już nie te czasy, gdy jeden zawodnik przesądza o mistrzostwie. Nawet tak znakomity piłkarz jak Messi nie prowadziłby Barcelony od zwycięstwa do zwycięstwa, gdyby nie miał za kolegów tak znakomitych piłkarzy jak Iniesta czy Xavi - dodaje.

Podobnie uważa Remigiusz Jezierski, były napastnik Ruchu, a dziś ekspert telewizyjny. - Każdy klub chciałby mieć taki komfort doboru napastników, co Ruch. Może nie są przesadnie skuteczni, ale bardzo różni. Dla obrony rywala to olbrzymi problem, bo charakterystyka ataku niebieskich ciągle się zmienia - podkreśla.

Więcej o:
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]