Ruch stawia na niedocenianych. Były też i wpadki

Marek Szyndrowski, Arkadiusz Piech czy Piotr Stawarczyk - to najnowsze przykłady na to, że na Cichej wiedzą jak pomóc zawodnikom na piłkarskim zakręcie.
Niebiescy nie pierwszy raz podają rękę piłkarzom, których notowania w innych klubach spadają. Wcześniej odkurzyli w ten sposób Andrzeja Niedzielana czy Tomasza Brzyskiego. Były też i wpadki - jak chociażby Grzegorz Bronowicki.

- To nie są niechciani piłkarze, tylko niedoceniani. I różne są tego przyczyny. Nie dostają szansy gry, zostają skreśleni po kontuzji, ktoś uważa, że są za starzy. W Ruchu nie oceniamy tak zawodników. U nas zaczynają wszystko od nowa, mają czystą kartę, dostają szanse, by się pokazać. Naturalnie wpływ ma także atmosfera w zespole, kolektyw, ale tak naprawdę wszystko zależy tylko od nich. Nowi czują, że najważniejszy jest zawodnik, że oni są podmiotem, więc muszą się dobrą grą za ten profesjonalizm odpłacić. Oczywiście nie wszystkich udało nam się odzyskać. Nie będę wymieniał nazwisk, ale byli też u nas piłkarze nie do końca zdesperowani, by się wykazać - wyjaśnia trener Waldemar Fornalik.