Korespondencja z Turcji: Obrońca Ruchu rozbił głowę i nos, ale gola strzelił

Rzadko się zdarza, żeby niebiescy zdobyli dwie bramki, a żadne trafienie nie było autorstwa napastników.
Tak właśnie stało się w meczu z Banikiem Ostrawa.

Czesi mają bazę w Antalayi, ale na zaproszenie Ruchu przyjechali do Side.

- To tylko kilkadziesiąt kilometrów. Żaden problem - uśmiechał się Werner Liczka, menedżer zespołu, a w przeszłości m.in. trener Górnika Zabrze.

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 17. tureckiego czasu, czyli dosyć późno. Większość drużyn skończyło już trening, gdy sędzia dał sygnał, by rozpocząć mecz.

Przez pierwsze minuty było jeszcze szaro, ale nim minął kwadrans, zapanowały ciemności. Żaby z pobliskiego grzęzawiska zaczęły rechotać, a lampy nad boiskiem rozbłysły pełną mocą.

Ruch grał dobrze. Pewnie w obronie, szybko wyprowadzał też piłkę do ataku. Grą niebieskich kierował Marcin Malinowski, który - uwaga! - założył koszulkę z numerem "10". - Ciężki numer - uśmiechał się w przerwie i szybko zdejmował koszulkę.

Ruch prowadził wtedy, po dobrze wykonanym rzucie rożnym przez Łukasza Janoszkę. Pomocnik tak podkręcił piłkę, że ta niemal wpadła do bramki. - Było takie zamieszanie, że sam nie wiem, kto ją w końcu wepchnął - mówił Janoszka.

Najdłuższą nogę miał Arkadiusz Lewiński i to jemu zapisano bramkę. Czesi wyrównali zaraz po przerwie. Chorwat Davor Kukec wykorzystał błąd defensywy i precyzyjnym strzałem przelobował Michala Peskovicia.

Bohaterem drugiej połowy był Żeljko Dokić. Serb nigdy nie odpuszcza. Potrafi w jednej akcji powalić czterech rywali. Tym razem trafił jednak na twarde kości, gdyż po jednym ze starć zszedł z boiska z przeciętą głową. Po twarzy płynęła mu strużka krwi. - Będzie zmiana? - dopytywał się sędzia. - Chcę grać! Nic mi nie jest - pokrzykiwał Serb.

Włodzimierz Duś, fizjoterapeuta Ruchu, zabandażował głowę Dokicia i ten szybko wrócił do gry. Obok boiska wciąż szyto skórę na głowie Czecha, który stanął do pojedynku z obrońcą Ruchu.

- Nic przyjemnego. Trzy razy szyto mi głowę podczas gry. Raz straciłem przytomność - komentował Paweł Abbott, który wtedy ustąpił już miejsca Andrzejowi Niedzielanowi.

Powrót do gry "Wtorka" był wydarzeniem sparingu z Banikiem. Niedzielan był nawet bliski zdobycia gola, ale zamiast przyjmować piłkę postanowił, że zmieni jej kierunek. Niestety, futbolówka przeszła obok słupka.

Od czego jest jednak Dokić, który nawet obolałą głową potrafił skierować piłkę do siatki.

Czesi polowali na Serba i w końcówce omal nie złamali mu nosa. Piłkarz Ruchu zszedł z boiska, przykładając lód do twarzy. Nie miał też satysfakcji ze zwycięstwa, gdyż chwilę po tym, gdy zdobył bramkę, rywal zdołał wyrównać.

Korespondencja z Turcji dzięki pomocy 4energy