Sport.pl

Korespondencja z Turcji: Piłkarze główkują, jak przechytrzyć inspektora żywieniowego

Niebiescy nie mogli w Side lepiej trafić. Hotel, w którym mieszka ekipa Ruchu, posiada własną farmę zdrowej żywności z certyfikatem HACCP.
Przeciętnemu turyście z Polski turecka kuchnia kojarzy się z kebabem. To duży błąd, gdyż gotowanie jest tutaj wyniesione do rangi sztuki kulinarnej. Kult dobrego jedzenia został zapoczątkowany w Turcji jeszcze w średniowieczu. Wielkim kucharzom nadawano wtedy prestiżowe tytuły, a dworskich przepisów strzeżono bardziej, niż złota. Kucharz zatrudniony w stambulskim pałacu Topkapi był wtedy niemal równy królom!

W hotelu Ruchu nie dość, że różnorodność potraw jest olbrzymia, to jeszcze można mieć pewność, że na talerzach są zdrowe i świeże warzywa, owoce oraz produkty mleczne i mięsne. Kucharze zatrudnieni w hotelu Club Grand Aqua Side z dumą podkreślają, że korzystają z produktów z własnej farmy.

Ta ma certyfikat HACCP (Hazard Analysis and Critical Control Points) - po polsku System Analizy Zagrożeń i Krytycznych Punktów Kontroli.

Na stołówce ukradkiem przemykają osoby, które każdego dnia sprawdzają, czy jakość dań oraz higiena i warunki ich przygotowania odpowiadają normom.

Piłkarze Ruchu w przeszłości spotykali się już z dietetykiem, który uświadamiał im jak ważną sprawą w życiu sportowca jest zdrowa dieta.

Podczas obozu nikt jednak niebieskim w talerze nie patrzy. Sztab trenerski wierzy w rozsądek piłkarzy. - Co to da, że przez dwa tygodnie narzucimy im wysokie standardy skoro potem wrócą do domów i sięgną po to, co niezdrowe? Myślę, że świadomość piłkarzy dotycząca diety systematycznie rośnie. Przymusem nic się nie osiągnie - podkreśla Włodzimierz Duś, fizjoterapeuta drużyny.

Co ciekawe są kluby, które przyjeżdżają na zgrupowania z własnym "inspektorem żywieniowym". Takiego człowieka miała w swojej ekipie drużyna z łotewskiego Ventspils.

"Inspektor" w czasie obiadu uważnie patrzył w talerze zawodników i groził palcem, gdy dojrzał zakazane potrawy.

Czego należy się wystrzegać? Na pewno frytek i wszelkiego rodzaju mięs czy warzyw w panierce. Piłkarze mają jednak swoje sposoby na przemycenie "zakazanego". Podczas ubiegłorocznego zgrupowania w Side działacze niebieskich zaobserwowali jak zawodnicy jednego z klubów ukrywali frytki pod dużymi liśćmi sałaty!

Korespondencja z Turcji dzięki pomocy 4energy

Więcej o: