Mistrzowie stałych fragmentów gry z Cichej. Fantastyczny gol Zieńczuka!

Ruch przejechał się po Lechu, zwolnił trenera Jose Marii Bakero, a dzięki trzem punktom podium ma już na wyciągnięcie ręki.
Wielka szkoda, że niebiescy pechowo - przez błędy sędziego - stracili tydzień temu punkty we Wrocławiu, bo teraz na Cichej byłaby już euforia! I tak nie ma jednak, na co narzekać, gdyż czternastokrotni mistrzowie Polski zaczęli piłkarską wiosną w dobrym stylu.

Wielką siłą chorzowskiej drużyny wciąż są stałe fragmenty gry. Pod tym względem z niebieskimi nie może się równać żaden zespół w ekstraklasie.

Ruch liczy pieniądze, które zarobi dzięki temu, że jego mecze transmituje Canal +, ale jednocześnie z niepokojem patrzy na trybuny. Pod koniec rundy jesiennej frekwencja spadała.

Na inaugurację piłkarskiej wiosny kibice wrócili w liczbie 6,5 tysiąca. To dużo, biorąc pod uwagę, że telewizyjna pora rozegrania meczu (20.30), a przede wszystkim podła pogoda (wiało i zacinało deszczem) nie zachęcały do wyjścia z domu.

Już pierwsze akcje pokazały, że żadna z drużyn nie jest zainteresowana remisem.

Po kwadransie potwierdziło się, ile dla niebieskich znaczy Marek Zieńczuk i jego lewa noga. Doświadczonego pomocnika zabrakło (z powodu kartek) tydzień temu, gdy Ruch zremisował ze Śląskiem.

Teraz wrócił i od razu zaczął dogrywać w pola karne Lecha piłki, po których obrońcom trzęsły się łydki. Pierwsze dośrodkowanie z rzutu rożnego skończyło się jeszcze niecelnym strzałem głową Serba Żeljko Dokicia.

Drugie - już z rzutu wolnego - przyniosło bramkę! Krzysztof Kotorowski zdołał jeszcze odbić piłkę po uderzeniu głową Arkadiusza Piecha, ale zrobił to tak pechowo, że po chwili szukał już futbolówki za plecami. Cieszył się Piech, który do końca walczył o bramkę, ale powtórki telewizyjne pokazały, że samobójcze trafienie zaliczył nabity piłką obrońca Hubert Wołąkiewicz.

Lech przed przyjazdem do Chorzowa zaliczał tylko stłuczki. Na boisku zderzył się w pierwszej kolejce z GKS-em Bełchatów (0:1). W drodze na Cichą z fiatem i tramwajem! Pierwsze zderzenie - jeszcze na klubowym parkingu w Poznaniu - przyjęto ze spokojem. Członkowie ekipy żartowali, że "to na szczęście". Już na Śląsku autokar Lecha zaliczył jednak kolejną stłuczkę. Tym razem podczas cofania uderzył w katowicki tramwaj.

Kolejną przeszkodą, o którą rozbił się Lech, był już Ruch! Na koniec jesieni, gdy Ruch ograł na Cichej Koronę Kielce po trzech golach Zieńczuka, doświadczony pomocnik mówił, że to były "najbrzydsze gole w życiu".

Po meczu z Lechem Zieńczuk może mówić o "najpiękniejszym trafieniu". Strzał z rzutu wolnego z 35 metrów, po którym piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki był fantastyczny!

Lech starał się dotrzymać kroku gospodarzom. Przy wyniku 1:0 pięknym strzałem z woleja popisał się Artiom Rudniew, ale mocno uderzona piłka zatrzymała się na słupku.

Co tam jednak Łotysz (w drugiej połowie też trafił w słupek) skoro piłki z chirurgiczną precyzją nadal dogrywał Zieńczuk!

Wielka przyjemność - w polskiej lidze rzadkość - oglądać piłkarza, który podaje dokładnie tam gdzie chce. Przy rzutach rożnych Lech był chwilami bezradny. Akcja, która przyniosła niebieskim trzecią bramkę, też zaczęła się od Zieńczuka, który podał pikę do Łukasza Janoszki - za plecy obrońców - a ten odegrał ją w tempo do Macieja Jankowskiego. Napastnik niebieskich z pięciu metrów uderzył tak jakby chciał rozerwać siatkę.

W sierpniu ubiegłego roku Lech zabawił się z Ruchem wygrywając we Wronkach 3:0. Na Cichej niebiescy wzięli na poznaniakach srogi rewanż.