Sport.pl

Jaka kara grozi piłkarzowi Ruchu za oplucie rywala? Poszedł w ślady Rijkaarda i Kalu Uche

Gabor Straka z niepokojem będzie wyczekiwał na czwartkowe posiedzenie Komisji Ligi, które oceni jego naganne zachowanie po meczu z Lechem.
Przypomnijmy, że Słowak dał się sprowokować Dimitrije Injacowi z Lecha i opluł go. Sędzia, który wdział całe zajście, ukarał pomocnika niebieskich czerwoną kartką.

Najsłynniejsze oplucie rywala na boisku zdarzyło się podczas mistrzostw świata w 1990 roku. W nerwowym meczu Niemcy - Holandia iskrzyło od samego początku, m. in. pomiędzy Frankiem Rijkaardem i Rudim Voellerem. W końcu, po jednym z kolejnych zatargów, obaj zostali ukarani czerwonymi kartkami, a schodzący z boiska Rijkaard opluł Niemca.

Prześledźmy kilka podobnych przypadków. W listopadzie ubiegłego roku Antolin Alcaraz, paragwajski zawodnik angielskiego Wigan Athletic został zdyskwalifikowany na trzy mecze za oplucie Richarda Stearmana z Wolverhampton Wanderers.

Plujący piłkarze zdarzają się nawet podczas spotkań Ligi Mistrzów. W 2007 roku Ghanijczyk Eric Addo z PSV Eindhoven splunął w twarz Semiha Senturka z Fenerbahce Stambuł. Sędzia Howard Webb tego nie zauważył, ale incydent zarejestrowały kamery telewizyjne. Komisja Dyscyplinarna UEFA zdyskwalifikowała Addo na cztery mecze.

Nie można pluć na nikogo i nigdzie, a już szczególnie w Brazylii. Hugo, pomocnik Sao Paulo za oplucie rywala został zdyskwalifikowany przez komisję dyscyplinarną Brazylijskiego Związku Piłki Nożnej na 120 dni.

Na jaką karę zasłużył Gabor Straka? Podyskutuj o tym na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


W Polsce też zmagaliśmy się z takim problemem. Po meczu z Lechem wspomniał o nim Marek Zieńczuk. W 2003 roku to piłkarz Ruchu - wówczas zawodnik Amiki Wronki - został opluty przez Nigeryjczyka Kalu Uche z Wisły Kraków.

Po meczu Uche opowiadał: "Nazwał mnie "bambo", "son of the bitch" (...). Nie za dobrze mówię po polsku, więc nie pamiętam dokładnie drugiej części, ale to było coś w tym stylu. (...). Jest mi strasznie przykro za to, co zrobiłem, ale to wszystko przez to, co mi powiedział."

Wikipedia przypomina też wersję Zieńczuka: "Stanęliśmy naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem, bez przepychania, po czym plunął mi w twarz z odległości pół metra i odszedł. Z moich ust nie padło nic takiego, by mógł się na mnie zdenerwować w ten sposób."

Ostatecznie Uche został ukarany trzema meczami dyskwalifikacji. Musiał też zapłacić pięć tysięcy złotych kary.

Na korzyść Straki przemawia fakt, że to spokojny człowiek, który wcześniej nigdy nie miał problemów z zachowaniem dyscypliny na boisku. Słowak wie, że zachował się głupio i za to przeprasza. - Tyle lat gram w piłkę, a dałem się sprowokować jak małe dziecko. Dimitrije Injac popychał mnie po meczu, złapał rękami w okolicach gardła i coś tam powiedział w języku, którego nie znam. Niestety, źle zareagowałem na te zaczepki, bo nie potrafiłem powstrzymać emocji i go oplułem. Czerwona kartka była więc jak najbardziej zasłużona. Szkoda, że mecz zakończył się takim incydentem, bo zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie i cieszymy się z zasłużonego zwycięstwa. Niestety tego, co się wydarzyło nie cofnę, choć bardzo bym chciał. Mogę tylko wyrazić skruchę i gorąco wszystkich przeprosić za moje zachowanie - podkreśla.

Zobacz incydent z udziałem Rijkaarda i Voellera



Więcej o: