Bolesny upadek mistrza Europy. W Ruchu też go nie chcą [ZDJĘCIA I WIDEO]

Rafał Grzelak od kilku dni zastanawia się, czy przyjąć ofertę działaczy i rozwiązać kontrakt z chorzowskim klubem. Dlaczego jeden z najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy nie potrafi poradzić sobie w polskiej ekstraklasie?
30-letni pomocnik teoretycznie powinien być u szczytu swoich piłkarskich możliwości. Niestety, od trzech lat gra coraz rzadziej i coraz słabiej.

Początek kariery miał wymarzony. Wychowanek Widzewa Łódź szybko wpadł oko trenerom reprezentacji Polski i w wieku 17 lat cieszył się wicemistrzostwa Europy do lat 16.

Jeszcze przed siedemnastymi urodzinami zadebiutował w ekstraklasie - tyle, że już nie w barwach Widzewa, a ŁKS-u.

To właśnie tam wypatrzył go Krystian Rogala, długoletni prezes Ruchu, który jesienią 2000 roku ściągnął 18-letniego Grzelaka na Śląsk.

- Grał dobrze i dużo. Wartościowy zawodnik. Na pewno był dla nas wzmocnieniem - przypomina ówczesny kolega drużyny, Mariusz Śrutwa.

Po zaledwie roku gry w Chorzowie zdecydował się na przeprowadzkę do Niemiec. Już jako mistrz Europy do lat 18 (w "złotej" drużynie grali też m.in. Sebastian Mila, Tomasz Kuszczak i Paweł Brożek) trafił do II-ligowego MSV Duisburg. Trenował pod okiem Pierre'a Littbarskiego, mistrza świata z roku 1990.

Znowu miał dobrą rundę, więc pojawiły się propozycje z lepszych klubów. Antoni Ptak, właściciel karty zawodniczej Grzelaka, liczył jednak na interes życia i dyktował warunki transferu na poziomie, który skutecznie odstraszał nawet bogate niemieckie kluby.

Pazerny menedżer skutecznie spowolnił karierę utalentowanego zawodnika, który w dalszym ciągu miał jednak opinię szybkiego i pomysłowego pomocnika. Grzelak grał kolejno w Widzewie, Piotrcovii Piotrków Trybunalski, Lechu Poznań (w 2004 roku zdobył z nim Puchar Polski) i Pogoni Szczecin. Najczęściej z dobrymi notami.

Rafał Grzelak strzela gola w Legii w Pucharze Polski (2004)



W 2006 roku dostał kolejną szansę gry w silnej europejskiej lidze. Trafił do Boavisty Porto i nie zawiódł. Wywalczył miejsce w podstawowym składzie, strzelał gole. Odszedł w połowie następnego sezonu, gdy okazało się, że portugalski klub ma poważne problemy finansowe.

Rafał Grzelak strzela gola dla Boavisty w meczu z Maritimo



Rafał Grzelak zdobywa gole dla Boavisty w meczu z Beira Mar



Potem były grecka Skoda Xanti i Steaua Bukareszt. W Rumunii piłkarz popadł w konflikt z działaczami. Ukarano go finansowo, przesunięto do rezerw.

Po czterech latach gry na obczyźnie do Polski wrócił inny piłkarz. Nie powiodło mu się w Widzewie. Teraz nie chce go Ruch.

- Grzelak ma nawyk przetrzymywania piłki. Lubi mieć ją przy nodze, zrobić z nią kółeczko. W Ruchu, który gra zazwyczaj szybkie piłki na napastników, to się zupełnie nie sprawdziło. Grzelak raczej hamował akcje, niż je przyśpieszał. Co ciekawe, gdy opuszczał Polskę, grał inaczej. Widać, że to zagranicą nabrał złych nawyków. Czy to już jego koniec z grą na najwyższym poziomie? W ekstraklasie będzie ciężko znaleźć mu teraz miejsce, ale może jeszcze odbudować formę w pierwszej lidze i wrócić - podkreśla Śrutwa.