Wychowankowie św. Jana Bosko zbawiają chorzowski Ruch

Niebiescy biją Legię czy Lecha. Czasami wystarczy zaproponować młodym piłkarzom mieszkanie, wyżywienie, szkołę, stypendium i... panią, która posprząta mieszkanie i upierze brudne ubrania.
Cztery lata temu Salos - salezjański klub ze Szczecina po raz pierwszy wypuścił swoich zdolnych wychowanków w Polskę. - Tylko mi ich tam na Śląsku nie popsujcie! - żartował ksiądz Andrzej Mimier, ówczesny prezes klubu.

Dyrektor w drodze

Do Chorzowa trafiło kilku piłkarzy z rocznika 1991, który właśnie zdobył brązowy medal młodzieżowych mistrzostw Polski. - Tak naprawdę na sprawdzenie zasługiwał wtedy każdy piłkarz z tej drużyny. Ruch nie miał wtedy jednak możliwości, żeby sprowadzić do Chorzowa cały zespół - uśmiecha się Bogusław Pietrzak, trener koordynator niebieskich, który stał za niecodziennym transferem.

Działacze Ruchu długo zabiegali o zakontraktowanie utalentowanych 17-latków. - Ile razy pokonałem drogę z Chorzowa do Szczecina wiem tylko ja - uśmiecha się Mirosław Mosór, dyrektor klubu.

Z pierwszego zaciągu z Salosu do kadry niebieskich przebili się Paweł Lisowski i Filip Starzyński. Długo o miejsce w pierwszej drużynie walczył też Michał Szubert, który uchodził za najbardziej utalentowanego z całej grupy. Interesowały się nim Pogoń Szczecin, Legia i Lech. Ruch przekonywał go mieszkaniem, wyżywieniem, szkołą, stypendium i... panią, która posprząta mieszkanie i upierze brudne ubrania.

Opieka i dobre warunki do piłkarskiego rozwoju to jednak czasami za mało, by wychować piłkarza na ekstraklasę. Szubert tej zimy rozstał się z Cichą.

- Piłka nożna jest nieprzewidywalna, a już w szczególności, gdy chce się wyrokować w sprawie przyszłości młodego zawodnika. Oczywiście jest szereg kryteriów, które pomagają ocenić, czy z tej mąki będzie chleb. Zawsze może się jednak okazać, że młody człowiek, który pierwszy raz wyjeżdża z domu nie rozwija się tak jak oczekiwano, gdyż nowa sytuacja przerasta go psychicznie. Właśnie czytam o portugalskich piłkarzach Quaresmie i Cristiano Ronaldo. Gdy byli dziećmi, ten pierwszy zapowiadał się na znacznie lepszego zawodnika. A jak to się skończyło, wszyscy wiemy - mówi Pietrzak.

Na Cichej powtarzają, że piłkarze z Salosu to dobrze wychowani młodzi ludzie. Pieczę nad ich piłkarskim rozwojem sprawuje zgromadzenie salezjańskie, które kieruje się naukami świętego Jana Bosko. Żyjący w XIX wieku włoski duchowny z Turynu miał świetny kontakt z młodymi ludźmi. Jako jeden z pierwszych dostrzegł, że sport może być znakomitym sposobem na ewangelizację. W szatni Salosu umieszczono myśl św. Jana Bosko, która jest mottem klubu: "Wychowanie jest sprawą serca". Wiara, modlitwa przed meczem i poszanowanie rywala nie przeszkadza zawodnikom Salosu świetnie grać w piłkę.

Czy my się obrażamy?

Niebieskie koszulki właśnie założyło dwóch kolejnych zawodników ze Szczecina. Tym razem kolej na rocznik 1994, czyli Konrada Korczyńskiego i Patryka Lipskiego.

To sukces Ruchu, biorąc pod uwagę, że młodzi szczecinianie mają pod nosem pierwszoligową Pogoń, która ma ambicje powrotu do ekstraklasy.

- Tak wygląda piłkarska rzeczywistość. Ciągła inwigilacja - uśmiecha się Pietrzak. - Czy my się obrażamy, że do Legii trafił nasz najbardziej utalentowany chłopak z rocznika 1996 [chodzi o Grzegorza Tomasiewicza - przyp. red.]? Nie. To się zdarzało, zdarza i będzie zdarzać. Decyzję podejmują często rodzice, opiekunowie. Bywa, że trudno o merytoryczną dyskusję. Cieszymy się, że współpraca z Salosem wciąż jest żywa, gdyż korzysta na niej tylko Ruch, ale i młodzi piłkarze - kończy Pietrzak.

Paweł Ozga, trener rocznika 1994, potwierdza słowa Pietrzaka. - Tak to już jest, że wychowujemy dla innych. Ruchowi nie jest już tak łatwo o naszych piłkarzy, gdyż to jednak Pogoń ma pierwszeństwo. Do tego klubu też trafili moi chłopcy, i to aż pięciu. Konrad i Patryk zdecydowali się na Chorzów. Dobrze, że mieli możliwość wyboru. To też sprzyja rozwojowi. Salos oczywiście nie oddaje ich za darmo, ale na wielkie zyski nie czekamy. Jesteśmy zadowoleni, gdy zwrócą się pieniądze, jakie zainwestowano w tych chłopaków w naszym klubie - zaznacza Ozga.