Bolesna nauczka dla Ruchu. Mecz nie kończy się na jednej połowie

Chorzowianie zmarnowali znakomitą szansę, by zmniejszyć dystans do lidera Legii. Do przerwy meczu z Podbeskidziem wydawało się, że niebiescy rozniosą rywala. Potem jednak stanęli i podzielili się punktami.
Szkoda, że słabszy, nierówny mecz, przytrafił się niebieskim akurat teraz. Na Cichej skoczyła frekwencja. Mecz z drużyną z Bielska-Białej oglądało siedem tysięcy fanów.

Wśród nich nie brakuje i takich, którzy uważają, że od meczu z Podbeskidziem rozpoczął się najważniejszy piłkarski tydzień niebieskich w rundzie wiosennej. Przypomnijmy, że w środę chorzowianie zagrają o awans do półfinału Pucharu Polski, a w kolejną niedzielę z Wisłą Kraków.

Naszym zdaniem: jeżeli ranga tego tygodnia ma być aż tak duża, to nie wróży to Ruchowi zbyt dobrze w kontekście rywalizacji o mistrzostwo i Puchar Polski.

Niebiescy w ostatnich tygodniach zapracowali na miano drużyny stabilnej i przewidywalnej. To w polskiej ekstraklasie, gdzie zespoły często miotają się od zwycięstwa do porażki, bardzo dużo.

Wyjściowy skład Ruchu jest jak otwarta książka. Jeżeli nikogo z piłkarzy nie brakuje z powodu kontuzji i kartek - to podstawowa jedenastka nie jest żadnym zaskoczeniem. Tak jak w meczu z Podbeskidziem.

Co innego rywal z Bielska. W porównaniu z poprzednim meczem z Legią Robert Kasperczyk wymienił aż sześciu zawodników!

Trener Podbeskidzia szybko zorientował się, że ofiarą tej rewolucji padł on sam i jego zespół. Ruch z wielką łatwością zdominował rywala. Sięgnął przy tym po swoją ulubioną broń, czyli stałe fragmenty gry. Scenariusz takich zagrań jest zazwyczaj podobny - dogrywa Marek Zieńczuk, a akcję wykańcza jeden z jego kolegów. Tym razem pierwszy na liście był Arkadiusz Piech, a zaraz po nim Łukasz Janoszka.

Janoszka, który w ostatnią środę dwa razy trafił do bramki w meczu z Ruchem Zdzieszowice w spotkaniu o Puchar Polski, mówił wtedy, że będą to gole na przełamanie.

No i miał rację. Spokojny, mierzony strzał z pola karnego był za trudny dla Richarda Zajaca, bramkarza Podbeskidzia.

Po drugim golu przez pole karne gości przetoczyła się niebieska lawina. Strzelali Maciej Jankowski, Piech, Zieńczuk, a kibice aż syczeli z bólu, bo piłka wciąż nie znajdowała drogi do bramki.

Trener Kasperczyk szybko zmienił taktykę. Już w 36. minucie zdjął z boiska Słowaka Mateja Nathera i wprowadził do gry Sylwestra Patejuka. Co ciekawe, w pierwszej połowie Podbeskidzie najlepszą okazję do zdobycia gola miało jeszcze przy bezbramkowym remisie, gdy w polu karnym znalazł się niepilnowany Ondrej Sourek. Czech, widać, też był tym faktem zdziwiony, bo zamiast przymierzyć głową pozwolił, żeby piłka ześlizgnęła mu się po ramieniu.

Po przerwie obraz meczu się zmienił. Ruch zaczął grać zachowawczo, a goście wcale nie czekali na końcowy gwizdek. W końcu bielszczanie zdobyli gola, chociaż nie oddali wcześniej celnego strzału. Wyręczył ich Rafał Grodzicki, który nieznacznie zmienił lot piłki po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Lirana Cohena.

Goście jeszcze przyspieszyli, a poza tym okazało się, że stałe fragmenty gry wykonują nie gorzej niż Ruch. Kolejne podanie Cohena na bramkę zamienił Sourek, który tym razem dołożył już głowę do piłki jak trzeba.

Z jednego punktu cieszyli się tylko goście.

Ruch Chorzów 2 (2)

Podbeskidzie B-B 2 (0)

Bramki: 1:0 Piech (19. - z podania Zieńczuka), 2:0 Janoszka (25. - z podania Stawarczyka), 2:1 Grodzicki (69. - sam.), 2:2 Sourek (83. - z podania Cohen)

Ruch: Pesković - Dokić Ż , Stawarczyk, Grodzicki, Szyndrowski - Janoszka, Straka, Malinowski, Zieńczuk (83. Grzyb) - Jankowski (74. Abbott), Piech(85. Niedzielan).

Podbeskidzie: Zajac - Sokołowski, Sourek, Konieczny, Górkiewicz - Sacha (46. Malinowski), Łatka, Cohen, Nather (36. Patejuk), Ziajka Ż - Curić (67. Demjan)

Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków)

Widzów: 7000

Podyskutuj o niedzielnym meczu niebieskich na Facebooku Śląsk - Sport.pl »