Nawet hodowca gigantycznych dyni pełen podziwu dla niebieskich

Niebiescy zagrają w środę rewanżowy mecz w ćwierćfinale Pucharu Polski z Ruchem Zdzieszowice. O typ na to spotkania poprosiliśmy Jana Styrę, dziś najbardziej znanego mieszkańca miasta z Opolszczyzny.
63-letni Styra jest hodowcą dyni gigantów, ale i kibicem drugoligowych "Zdzichów".

- Mieszkam tuż obok stadionu, ale zainteresowanie pierwszym meczem z Ruchem Chorzów było tak duże, że zabrakło biletów. Spotkanie obejrzałem więc w telewizji. Co tu wiele mówić. Nasi chłopcy to ambitny zespół, ale jednak różnica dwóch klas jest widoczna. Gdy zabrakło sił, zespół z Chorzowa spokojnie nas wypunktował [niebiescy wygrali 4:1 - przyp. red.]- mówi Styra, który podkreśla, że w sporcie, podobnie jak w hodowli dyni, trzeba być cierpliwym.

- Z dnia na dzień niczego się nie osiągnie. Zaczynałem od dyni, która ważyła 250 kilogramów. To był rok 2007, a dynia nazywała się na cześć żony "Basia". Potem był "Anton" - 403,5, "Judyta" - 493, "Majka" - 514. Aż wyhodowałem "Jastyrkę". Ważyła 580,5 kilograma. Dzięki niej zająłem w ubiegłym roku czwarte miejsce na Dyniowych Mistrzostwach Europy w niemieckim Ludwigsburgu - przypomina Styra, który też czuje się sportowcem. - Nie należę co prawda do Polskiego Związku Piłki Nożnej, tylko do organizacji zrzeszającej hodowców wielkich warzyw i owoców. W Europie jest nas 240, a w USA aż 14 tysięcy. Za oceanem udało się wyhodować dynię, która ważyła 825 kilogramów. Sprzyja im klimat. Stawiam, że za pięć lat pęknie 1000 kilo - uśmiecha się Styra, który w rewanżowym meczu na Cichej widzi tylko jednego faworyta. - Wygra Ruch z Chorzowa. Nasi chłopcy i tak już wiele zrobili dla promocji Zdzieszowic - podkreśla. - Kto wie? Może nazwę kolejnej dyni zadedykuję właśnie "Zdzichom"? - zastanawia się.

Początek środowego meczu o godzinie 20.30.