Niezwykła przyjaźń piłkarzy Ruchu i Wisły. Nie poróżniła ich nawet dziwna decyzja PZPN-u

We wtorek na Cichej odbędzie się pierwszy mecz półfinałowej rywalizacji o Puchar Polski pomiędzy Ruchem, a Wisłą. Losy klubów z Chorzowa i Krakowa są ze sobą mocno powiązane.
Dla kilku zawodników niebieskich potyczką z krakowską drużyną to mecz szczególny. Byli zawodnicy Wisły w kadrze Ruchu to: Marek Zieńczuk, Łukasz Burliga, Piotr Stawarczyk czy Andrzej Niedzielan. Na Wisłę szczególnie mobilizuje się też Rafał Grodzicki, ale to już dlatego, że kapitan Ruchu sympatyzuje z Cracovią.

W Krakowie też jest kilku niebieskich. Dyrektorem klubu jest były piłkarz Ruchu i AKS-u Chorzów Jacek Bednarz. Trener Michał Probierz też był związany z Cichą przez pięć sezonów jeszcze, jako piłkarz. Doradcą Bogusława Cupiała, właściciela krakowskiego klubu jest Krystian Rogala, były prezes niebieskich.

Coraz mniej osób pamięta o niezwykłej przyjaźni Gerarda Cieślika i Mieczysława Gracza - legendarnych piłkarzy Ruchu i Wisły.

- Wisła zawsze była drugim najważniejszym klubem - opowiada Cieślik. Gdy w 1959 roku znakomity napastnik niebieskich kończył karierę, na pożegnalnego przeciwnika wybrał właśnie zespół spod znaku "Białej Gwiazdy". Z tej okazji do Chorzowa przyjechał sławny piłkarz Wisły Mieczysław "Messu" Gracz. Panowie serdecznie się wyściskali, a jako pożegnalny upominek Gracz wręczył Cieślikowi wspaniały sygnet z emblematem Wisły. - Pewnie, że mam go do dziś! Na co dzień zakładam jednak pierścień z logo Ruchu - zaznacza Cieślik.

Przyjaźń chorzowianina i krakusa zaczęła się na zgrupowaniu reprezentacji. - Miałem 19 lat i przyznam, że w nowym towarzystwie czułem się nieswojo. Gracz otoczył mnie opieką. A jak on grał! Ile ja bramek po jego podaniach strzeliłem - uśmiecha się Cieślik. Kibicom, których dziwi niecodzienny pseudonim Gracza, warto wyjaśnić jego pochodzenie. Otóż Gracz dosyć niewyraźnie wymawiał słowo "mecz". Kiedy mówił o meczu, to słyszało się, jakby mówił o... messu.

Na przełomie lat 40. i 50. przyjaźń Ruchu i Wisły była głośna na całą Polskę. W 1951 r. ligę wygrali krakowianie, ale z mistrzostwa cieszyli się niebiescy. Wtedy to bowiem decyzją Polskiego Związku Piłki Nożnej, jedyny raz w historii polskiej piłki na wzór radziecki przyznano tytuł zdobywcy Pucharu. - Może i dziwnie. Zasady były jednak jasne przed sezonem i nikt się z tego powodu nie oburzał - wyjaśnia Cieślik.