Podczas WDŚ chuligan rzucił w ochroniarza płytą chodnikową. Ten może stracić wzrok

W czasie chuligańskich burd na stadionie przy ulicy Cichej ucierpiało kilku ochroniarzy.
- Jeden z naszych pracowników jest właśnie opatrywany w katowickim szpitalu przy ulicy Ceglanej. Jest problem z jego wzrokiem. Jesteśmy jednak dobrej myśli, gdyż jest w dobrych rękach - mówi Krzysztof Piekarski z firmy Scorpion.

Z relacji ochroniarzy wynika, że pseudokibice rzucali w nich nie tylko kamieniami, ale i płytami chodnikowymi. - Przed meczem stadion zawsze jest sprawdzony i wysprzątany, gdy jednak grupa osiłków się uprze, to będą skakać po jakimś murku czy chodniku tak długo aż wyrwą kawałek betonu. Nasi pracownicy chronią się za maskami i tarczami, ale gdy zostaną trafieni płytą chodnikową w głowę to zawsze może dojść do pęknięcia osłony. Tak właśnie stało się w tym przypadku. Odprysk plastiku uszkodził wzrok naszego człowieka. Kolejny ochroniarz miał rozbity łuk brwiowy, inny zęby, ale to w sumie nic takiego - opowiada Piekarski, który podkreśla, że przepisy dotyczące ochrony imprez masowych nie sprzyjają jego pracownikom. - Nie możemy już używać pałek. Naszą jedyną bronią jest gaz. Pseudokibice o tym wiedzą i poczynają sobie coraz odważniej. Akcja chuliganów była dobrze zaplanowana. Atak grupy 100-150 osób ubranych w takie same stroje to nie może być przypadek - uważa Piekarski.