Ruch za słaby na Legię. Puchar Polski wciąż nie śląski

Zabrakło pomysłu, agresji, umiejętności. Ruch nie był w stanie zatrzymać Legii, która zagrała na nosie chorzowskich piłkarzy i niemal bezkarnie zdobyła puchar już po raz piętnasty w historii klubu.
Ruch i inni... Cały sport na Śląsku na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Niebiescy liczyli na czwarte finałowe zwycięstwo, ale ich forma i dyspozycja były we wtorkowe popołudnie na stadionie w Kielcach zastanawiająco słabe.

Do przerwy Ruch rozgrywał jedno z najsłabszych spotkań odkąd trenerskie stery drużyny z Cichej objął trener Waldemar Fornalik, czyli od prawie trzech lat.

Kontuzje i kartki nie do końca tłumaczą chorzowski zespół, który jednak miał chwile, gdy grał w piłkę i potrafił zepchnąć Legię do defensywy. To jednak były tylko chwile...

Niebiescy poczekają na pucharowy triumf kolejny, już siedemnasty rok.

Za szybko, za łatwo

Na stadionie w Kielcach niestety potwierdziło się, że nowoczesny obiekt nie rozwiązuje problemu pseudokibiców. Kanonada wystrzałów, jaką urządzili na swoim sektorze fani z Warszawy tuż po rozpoczęciu meczu, niosła się nieprzyjemnym dla uszu hukiem po betonowych trybunach obiektu. Spiker kilka razy apelował o spokój, ale pseudokibice Legii w odpowiedzi odpalili dodatkowe race.

Chuligani strzelali na trybunach, a na boisku został trafiony Ruch. Pierwsza groźna i składna akcja warszawskiej drużyny rozmontowała obronę niebieskich.

Skrzydłem pociągnął Michał Żyro, w polu karnym znakomicie zachował się Radoslav Radović, który bez przyjęcia wystawił piłkę Danijelowi Ljuboi. Serb bez trudu - z kilku metrów - zmieścił piłkę pod poprzeczkę. Akcja rozpoczęła się i skończyła na piłkarzu, którego występ w finale stał - z powodu kontuzji - pod wielkim znakiem zapytania.

Ruch już dawno nie stracił bramki tak szybko i tak łatwo. Reakcja po takim ciosie niestety była łatwa do przewidzenia. Niebiescy przez kilka minut sprawiali wrażenie drużyny, która czeka na drugiego gola.

Piłkarzom z Cichej dodało otuchy kilka odważnych interwencji Michala Peskovicia. Słowacki bramkarz nieoczekiwanie zastąpił między słupkami Chorwata Matko Perdjicica, który w półfinałowym spotkaniu z Wisłą zatrzymał krakowian w serii rzutów karnych.

Pesković pokazał największą klasę odbijając piłkę po uderzeniu Żyro. Po doskonałym podaniu Ljuboji pomocnik Legii znalazł się sam przed Słowakiem. Bramkarz Ruchu w ostatniej chwili wyciągnął rękę, na której zatrzymała się piłka po strzale legionisty.

Chorzowianie się męczyli - w ich grze brakowało pomysłu i agresji. Na domiar złego z powodu kontuzji już po pół godzinie gry z boiska zszedł doświadczony Marcin Malinowski.

Obita twarz kapitana

Bezradność Ruchu podsumował drugi gol dla Legii. Warszawscy piłkarze bezkarnie biegali po polu karnym chorzowskiej drużyny. Obrońcy mogli dzięki temu z bliska i spokojnie obserwować jak Radović ładuje piłkę do siatki.

"Puchar jest nasz!" - zaczęli wtedy śpiewać kibice Legii, a piłkarze Ruchu mogli się wtedy tylko się z nimi zgodzić.

Na przerwę niebiescy schodzili nie tylko źli, ale i poobijani. Tuż przed końcem pierwszej połowy Rafał Grodzicki dostał w twarz łokciem Ljuboi. Zawodnik kilka tygodni temu miał ten nos złamany, wiec naruszone tkanki zaraz napuchły i nabiegły krwią tak, że było to dobrze widać nawet z trybun. Serb został ukarany żółtą kartką, ale kapitan Ruchu uważał, że to za mało i jeszcze w drodze do szatni pokazywał sędziemu obitą twarz.

W poprzednim sezonie Ruch w lidze przegrywał do przerwy z Legią 0:2, ale w drugiej połowie skutecznością błysnął Arkadiusz Piech, którego trzy gole uciszyły trybuny na Łazienkowskiej.

W Kielcach Piech miał jednak problem nie tyle, żeby wejść na boisko (pauzował z powodu kartek), co... na trybunę. Ochroniarze długo sprawdzali czy jego bilet pozwala mu zająć miejsce na sektorze, który wybrali zawodnicy Ruchu znajdujący się poza meczową kadrą.

Przy tak grającym zespole z Chorzowa Piech i tak by nie pomógł. Kolejne błędy, kolejny gol - tym razem Żyro, który "wyrósł" sam przed Peskoviciem. Trenera Waldemara Fornalika musiał w tamtym momencie uwierać kołnierzyk białej koszuli, którą w odróżnieniu od spotkań w lidze, gdy jest ubrany w dres - założył na finałowe spotkanie.

Piłkarze Legii grali chwilami porywająco, ale jej kibice robili, co mogli by finał skończył się kompromitacją. Kolejne race, kolejne huki, a nawet pokaz sztucznych ogni. Sędzia w końcu przerwał mecz, a spiker przypominał, że spotkanie może zakończyć się walkowerem. Arbiter po kilku minutach wznowił grę, a po pirotechnikę sięgnęli sfrustrowani pseudokibice Ruchu. I tak w kółko...

Niebiescy nie postraszyli Legii, którą gonią w lidze. Jeżeli w "pucharowej" formie przystąpią do trzech meczów pozostających do końca sezonu to będzie im ciężko obronić miejsce na podium ekstraklasy.

Legia Warszawa 3 (2)

Ruch Chorzów 0

Bramki: 1:0 Ljuboja (8., z podania Radovicia), 2:0 Radović (41., z podania Żyro), 3:0 Żyro (56., z podania Ljuboi)

Legia: Kuciak - Jędrzejczyk, Żewłakow (87. Wolski), Astiz, Wawrzyniak (69. Kiełbowicz) - Kucharczyk Ż,Vrdoljak Ż, Radović, Gol, Żyro (82. Rzeźniczak) - Ljuboja Ż

Ruch: Pesković - Burliga Ż, Stawarczyk, Grodzicki, Szyndrowski (46. Grzyb) - Zieńczuk, Malinowski (32. Lisowski), Straka, Janoszka - Jankowski, Niedzielan (57. Abbott)

Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)

Widzów: 9 000