Sport.pl

Mariusz Śrutwa wyjechał do Orlando. Co tam robił?

Były piłkarz niebieskich nie pasjonował się rywalizacją Ruchu z finale Pucharu Polski. - Poza wynikiem nie znam żadnych szczegółów spotkania z Legią - przyznaje. Co w takim razie tak bardzo zajęło jego uwagę?
Śrutwa spędził ostatnie dni w Orlando na Florydzie. Ściskał tam kciuki za córkę Martę, która wzięła udział w mistrzostwach świata w akrobatyce sportowej.

15-letnia zawodniczka Sokolni Chorzów startowała w trójce razem z Karoliną Nowak i Agnieszką Rawinis. - Dziewczyny zajęły doskonałe szóste miejsce, a warto zaznaczyć, że w ich grupie o medale rywalizowało aż 31 zespołów - podkreśla Katarzyna Zabierowska z biura Polskiego Związku Akrobatyki Sportowej.

Śrutwa i jej koleżanki rywalizowały w kategorii juniorek. - Trójka ze Śląska to nasza nadzieja na przyszłość. Bardzo utalentowane dziewczyny - chwali Zabierowska.

Były piłkarz niebieskich podkreśla, że starty akrobatów pochłonęły go tak mocno, że nie przeżył aż tak bardzo porażki Ruchu w finałowym meczu w Kielcach. - Spotkania nie widziałem, ale z tego, co słyszałem, to nie mam czego żałować. Na miejscu miałem za to prawdziwy show. Amerykanie wiedzą jak zadbać o oprawę widowiska. Mistrzostwa stały na wysokim poziomie, a świat wciąż jest w cieniu zawodników z byłego Związku Radzieckiego - mówi Śrutwa, który podczas ostatnich mistrzostw Europy w Warnie był nawet szefem delegacji polskich akrobatów. - Teraz byłem przede wszystkim kibicem, ale dzięki uprzejmości Polskiego Związku Akrobatki Sportowej byłem traktowany jak członek ekipy - mówi Śrutwa, który w piątek wraca do kraju.

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Więcej o: