Sport.pl

Ruch stracił punkty i szanse na mistrzostwo Polski? A zaczął z prędkością światła! [ZDJĘCIA]

Niebiescy zremisowali z ŁKS-em. Ten wynik nie cieszy żadnej z drużyn. Ruch zawodzi i może na koniec sezonu stracić miejsce na podium. ŁKS jest już jedną nogą w pierwszej lidze.
Większość polskich trenerów, gdy ich zespół przegrywa po golu zdobytym w pierwszych minutach meczu, z lubością powtarza, że "spotkanie ustawiła szybko stracona bramka".

Ruch nie zdobył gola szybko. To była bramka zdobyta z piłkarską prędkością światła! Była dokładnie 21. sekunda, kiedy Arkadiusz Piech przerzucił piłkę nad Sewerynem Gancarczykiem i z kilku metrów pewnie kropnął do siatki.

O dziwo bramka Piecha zamiast dodać niebieskim animuszu podpowiedziała im, że może warto cofnąć się do obrony.

To był zły pomysł. ŁKS wychodząc na boisko wiedział, że tylko zwycięstwo przedłuża jego szanse na utrzymanie w lidze i wcale nie miał zamiaru pogodzić się z rolą przegranego.

Na początku przewaga łodzian ograniczała się do seryjnie wykonywanych rzutów rożnych. Już wtedy można było zauważyć, że Michal Pesković, bramkarz zespołu z Cichej oślepiony słońcem ma problem z trafnym odczytaniem lotu piłki.

Gdy wyrównującego gola zdobywał Artur Gieraga, Słowak jeszcze chwilę przed strzałem miał przystawioną do czoła dłoń starając się w ten sposób dojrzeć futbolówki. Ta wpadła pod poprzeczkę wzdłuż cienia, jaki rzucał Pesković. Trudniejszej piłki do obrony bramkarz Ruchu nie mógł sobie wymyślić.

Straconego gola nie można jednak zwalać tylko na słońce. Tak jak przy drugim trafieniu dla ŁKS-u zawiedli obrońcy, którzy wybijali piłki wprost pod nogi szarżujących łodzian.

Górnik, Ruch, Jastrzębski i inni... Cały sport na Śląsku na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Na trybunach usiadło tylko 199 osób. Ruch, który po chuligańskich burdach podczas Wielkich Derbów Śląska ma zakaz organizowania imprez masowych, zaprosił na spotkanie dzieci z ośrodków wychowawczych i domów dziecka z Mysłowic, Zawiercia, Mikołowa, Świętochłowic, Pszczyny i Chorzowa.

Dzieciaki starały się jak mogły - śpiewały, krzyczały, machały szalikami, żeby piłkarze nie czuli się jak podczas sparingu. Gdy pod koniec pierwszej połowy sędzia nie uznał prawidłowej bramki Piecha (nie było spalonego!) przez trybunę przetoczył się dawno nie słyszany na polskich stadionach okrzyk "Sędzia kalosz!"

Przed meczem z ŁKS-em niebiescy mieli poważne problemy kadrowe. Po finale Pucharu Polski ze składu wypadł jednak tylko Marcin Malinowski (skręcony staw skokowy), a inni poobijani jednak znaleźli się w meczowej kadrze.

Na miano "człowieka z żelaza" zasługuje Marek Szyndrowski, który od początku rundy ma problemy z kolanami. Piłkarz już dwa razy tej wiosny kończył z graniem by poddać się zabiegowi, a jednak wciąż wybiega na boisko.

Na wyrównującego gola też zapracował piłkarz, który przed meczem zmagał się z kontuzją. Gabor Straka, który miał problemy z mięśniami, doskonale dograł piłkę z rzutu wolnego wprost na głowę Piotra Stawarczyka.

W drugiej połowie niebiescy byli zdecydowanie lepszym zespołem, ale grali nieskutecznie. Znakomitą okazję zmarnował m.in. Igor Lewczuk, który z pięciu metrów trafił w bramkarza. Pavle Velimirović zachował się też doskonale zatrzymując piłkę zmierzającą pod poprzeczkę po kolejnym uderzeniu głową Stawarczyka.

Swoją szansę w końcówce mieli także goście, ale z kilku metrów spudłował Grzegorz Bonin.

Więcej o: