Sport.pl

Wojciech Grzyb nie chce kończyć kariery. A Ruch nabrał wody w usta

Kończący się sezon miał być ostatnim w karierze 38-letniego piłkarz Ruchu Chorzów. Zawodnik jednak nie wyklucza, że nadal będzie zarabiał na boisku. Oby sprawa nie skończyła się taką samą ?aferą?, jak z Mariuszem Śrutwą.
Grzyb na piłkarskim rozdrożu stał już rok temu. Działacze zaproponowali mu wtedy roczną umowę. Zawodnik mówił, że to będzie prawdopodobnie jego ostatni zawodowy kontrakt. - Zapewniam jednak, że nie będę odliczał meczów pozostających do końca sezonu. Z piłką nożną i tak się szybko nie rozstanę - podkreślał ulubieniec chorzowskich fanów, o którym mówiono, że po zakończeniu kariery zostanie na Cichej, ale już w roli działacza.

Grzyb, mimo upływu lat, wciąż jest ważnym punktem drużyny. W tym sezonie zagrał dotąd w 25 ligowych spotkaniach - trzy razy grał w pełnym wymiarze czasu, dziesięć razy był zmiennikiem. Na razie wciąż bez zdobytej bramki.

Przed finałowym meczem Pucharu Polski Grzyb po raz pierwszy powiedział dziennikarzom, że nie zamierza kończyć kariery.

- Chciałbym jeszcze grać w piłkę, ale jeżeli Ruch nie zaproponuje mi nowej umowy, to na nikogo się nie obrażę. Na decyzję o przyszłości przyjdzie czas w maju - podkreślał.

Mirosław Mosór, dyrektor sportowy klubu, nie chce się wypowiadać na temat przyszłości Grzyba. - Teraz koncentrujemy się na dwóch meczach, jakie pozostały nam do końca sezonu. O przyszłości Wojtka porozmawiamy po sezonie - zaznacza.

To chyba nie jest dobra wiadomość dla Grzyba. Gdyby Ruch był zdecydowany na przedłużenie kontraktu, to nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby dyrektor klubu powiedział o tym już teraz.

Najgorsze, co mogłoby się stać, to gdyby Grzyb rozstał się z Ruchem w takich samych okolicznościach, jak Mariusz Śrutwa - inny idol chorzowskich fanów.

Przypomnijmy, Śrutwa, który chciał wprowadzić Ruch do ekstraklasy i zagrać w niej symboliczną minutę, nie znalazł uznania w oczach trenera Marka Wleciałowskiego i latem 2006 roku musiał opuścić Cichą. Sztab szkoleniowy i działacze sprowadzili wtedy na swoje głowy gniew fanów, którzy murem stanęli za Śrutwą.

Ruch bez Śrutwy co prawda wygrywał i do ligi wrócił, ale niesmak pozostał, bo tak ważny dla niebieskich piłkarz zasłużył na pożegnanie, którego nigdy się nie doczekał.

Teraz podobny problem może być z Grzybem. Jeżeli piłkarz nadal będzie chciał grać w niebieskiej koszulce, a sztab trenerski i działacze uznają, że jego czas na Cichej już minął, to konflikt z kibicami jest pewny.

Czy Wojtek Grzyb jest nadal potrzebny Ruchowi jako piłkarz? Podyskutuj na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


























Więcej o: