Sport.pl

Waldemar Fornalik to nie gwiazda jednego sezonu. Poradzi sobie z kadrą

Waldemar Fornalik jako trener reprezentacji to sensowny wybór. Ale jak przekonać do tego tych, którzy już teraz są pewni, że jego nominacja to efekt przedwyborczych gierek w PZPN-owskiej krainie zła?
Atmosfera wokół nominacji dla trenera z Chorzowa jest ogólnie dobra i przychylna, chociaż oczywiście tu i ówdzie słychać już zatroskane głosy.

Fornalik to mało medialna osoba.

Stoi za nim, o zgrozo, Antoni Piechniczek i śląskie lobby.

Czy sobie poradzi na tak eksponowanej posadzie? Przecież był tylko trenerem Ruchu Chorzów. A Ruch to, wiadomo, biedny klub. Na dodatek z Chorzowa, gdzie wciąż nie mogą dokończyć budowy Stadionu Śląskiego.

Szczególnie powala mnie traktowany z najwyższą powagą zarzut niemedialności. Wiem, czasy są teraz takie, że najlepiej, by nawet trener piłki nożnej był celebrytą. Dał się zaprosić do "Dzień Dobry TVN" albo urządził dla kolorowego pisma sesję zdjęciową w swoim domu.

Ale nie przesadzajmy. Wprawdzie Fornalik z Ruchu zabrał tę jakże charakterystyczną dla ludzi tego klubu "szczelność", ale to wykształcony, inteligentny człowiek.

W poprzednich latach zdarzało się, że selekcjonerami zostawali faworyci kibiców i mediów: wygadani Wojciech Łazarek i Janusz Wójcik czy rubaszny Franciszek Smuda. Wszyscy oni nie zapisali się jednak w historii kadry niczym szczególnym. Bądźmy więc spokojni o to, że Waldemar Fornalik ma wystarczającą osobowość, wiedzę szkoleniową i mądrość życiową, aby poradzić sobie na tym stanowisku.

On nie jest gwiazdą jednego sezonu, w którym z Ruchem do końca walczył o mistrzostwo Polski. To nie trenerska efemeryda, ale facet, który konsekwentnie realizuje swoje szkoleniowe wizje już od prawie 20 lat. Przeszedł normalną drogę: piłkarz, potem asystent terminujący u bardzo dobrych trenerów, wreszcie - zauważony i doceniony - zaczął pracować na własne nazwisko. Prowadzone przez niego zespoły grają ładną, ale i rozumną piłkę. Szanują to kibice nie tylko z Chorzowa. Proszę pamiętać, że Fornalik dobrze radził sobie nie tylko w Ruchu, ale i w Górniku Zabrze.

Mam jedynie obawy, aby wskutek jakiegoś prostackiego sposobu myślenia Fornalik nie był na selekcjonerskiej posadzie postrzegany jako zakładnik układów i politycznych machinacji.

Że o jego nominacji miała zdecydować przedwyborcza arytmetyka, pracowite zgarnianie obiecanych głosów w jesiennych wyborach na prezesa PZPN.

Że za wyborem Fornalika stoi Antoni Piechniczek, jego śląski patron. To chyba wykuwaniu takiej teorii mają służyć zadawane wczoraj nowemu selekcjonerowi pytania: Czy czuje się wykorzystany w kampanii prezesa Grzegorza Laty? Czy da sobie narzucić skład sztabu szkoleniowego?

Czy Fornalikowi się powiedzie? Nie mam pojęcia, o sukcesie w sporcie decydują czasem niuanse i masa szczęścia. Wiem tylko, że to sensowny wybór. Nowemu selekcjonerowi życzę powodzenia.

Więcej o: