Piłkarz Ruchu o niskich zarobkach olimpijczyków. "Mogli wybrać piłkę nożną"

Marcin Kikut, nowy obrońca Ruchu, zgadza się z tezą, że przeciętny polski ligowiec zarabia lepiej niż wielu medalistów igrzysk olimpijskich.
29-letni obrońca podpisał z chorzowskim klubem 2-letni kontrakt. Zawodnik wierzy, że niebiescy wyeliminują z rozgrywek Ligi Europejskiej Viktorię Pilzno, a on sam pomoże nowej drużynie w fazie grupowej LE.

Ciekawy wywiad z Kikutem przeprowadził portal 2x45 .

Zawodnik niebieskich odnosi się w nim także do wysokich zarobków polskich piłkarzy.

- Po mistrzostwach Europy umocniło się przekonanie, że polska piłka jest daleko za zachodnią i niestety postawa klubów nie zaprzecza temu poglądowi. My, piłkarze, w jakimś sensie jesteśmy na cenzurowanym. Przy każdym słabszym wyniku strzela się do nas ze wszystkich stron. Każdy ma broń naładowaną i tylko czeka, żeby wystrzelić. A jak już jest sukces, to fajnie, ale zawsze próbuje się go umniejszać. Pozostaje się z tym pogodzić. Piłka nożna to najpopularniejsza dyscyplina na świecie, a popularność zawsze przyciąga sponsorów i pieniądze. Polska nie jest wyjątkiem. Nie można się gniewać, że nasza dyscyplina cieszy się największym zainteresowaniem i są w niej najwyższe wynagrodzenia. Każdy mógł wybrać, mógł grać w piłkę. Oczywiście bardzo szanujemy innych sportowców. Zawsze gorąco kibicuję naszym siatkarzom i piłkarzom ręcznym. Jestem fanem szczypiorniaka i wręcz płakałem, gdy chłopakom nie udało się awansować na Igrzyska - zapewnia Kikut.