"Polski piłkarz zarabia milion i dłubie w nosie. Będą nas lać kluby z europejskiego zadupia"

Bogdan Kalus, aktor pochodzący z Chorzowa - znany z roli Hadziuka w serialu TVP "Ranczo" - a przede wszystkim kibic Ruchu, ostro rozprawia się z polską piłką. Zawodnicy są przepłacani. Zamiast zaangażowania dłubanie w nosie.
Kalus podkreśla, że porażki polskich drużyn w pierwszych rundach europejskich pucharów będą normą. - Jeszcze chwila i będą nas lać Gruzini, Macedończycy i kolejne kluby z jakiegoś europejskiego zadupia. Winny jest system, którym rządzi przede wszystkim pieniądz. Jeżeli w polskiej lidze dalej będą grać piłkarscy nieudacznicy, którzy kasują rocznie za swoje popisy milion złotych, to będzie coraz gorzej - zaznacza.

Pisaliśmy, że Ruch przegrał w Pilznie z Viktorią, gdzie średnia miesięczna pensja zawodnika to około 4 tysięcy euro. - I to jest zespół, który rok temu grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów i na swoim stadionie gościł tej klasy drużyny, co Barcelona i AC Milan. Kto w Polsce gra za takie pieniądze? W sumie to się nawet piłkarzom nie dziwię. Skoro wchodzą do gabinetu prezesa i mają przed sobą kontrakt na 40 tysięcy złotych miesięcznie, to przecież nie powiedzą - "Dziękuję, ale nie jestem wart takich pieniędzy". I to jest właśnie ten chory system, o którym mówię. Zawodnicy, którzy grają w polskiej lidze też nie są warci więcej niż te cztery tysiące euro miesięcznie. Nie ważne czy się nazywają Piech, Jankowski czy Ljuboja.

To wy - działacze. Pielęgnujecie ten chory system. Jeżeli nie powiecie "dość", to na końcu zawsze będzie na was czekać porażka, a w najgorszym razie bankructwo. Jeszcze słowo do prezesa PZPN Grzegorza Lato. Grzesiu wiesz, że cię lubię, ale zupełnie się do tego nie nadajesz. Zostaw to - mówi Kalus.

Aktor zaznacza, że nie ma nic przeciwko wysokim zarobkom, ale pod warunkiem, że widzi zaangażowanie i grę do końca. - Tymczasem w naszej Ekstraklasie przy prowadzeniu 1:0 zaczyna się dłubanie w nosie i rozmyślanie - "Gdzie by tu wieczorem wyskoczyć na imprezę?". Ruch przegrał z Czechami. Lech i Śląsk poległy w starciach ze Szwedami. Szwedami, których nie tak dawno laliśmy w pucharach jak chcieliśmy. Teraz nie mamy szans w spotkaniach z drużynami, które dla przeciętnego kibica są anonimowe. Ale zawodnicy tych drużyn walczą od pierwszej do ostatniej minut. Nie są przepłacani. Pieniądze ich nie rozleniwiają. Trzy lata temu byłem na meczu ligi angielskiej. Grała Chelsea z Boltonem. W składzie Chelsea Lampard, Ballack. Prowadzą 3:0. Z trybun widzę, że Ballack coś się oszczędza. Dojrzał też to Lampard. Tak go zrugał, że Niemiec przestał biegać dopiero pod prysznicem - mówi.

Kalus odniósł się również do słów nowego piłkarza Ruchu Marcina Kikuta, który zgodził się z tezą, że olimpijczycy zarabiają mniej od piłkarzy. Zaznaczył też, że może w takim razie powinni postawić na piłkę.

- Ładnie to Marcin Kikut ujął. A czy on jeszcze pamięta, jak jego błędy kosztowały Lecha porażki? Także w europejskich pucharach. On też pracuje na to, że nasza piłka to wyrób czekoladopodobny - dodaje.

Kalus podkreśla też, że polski futbol psują też działacze, którzy traktują piłkę jak towar. - Kupowanie klubu, zmiana miejsce rozgrywania spotkań - to przecież jakaś farsa. Mało kto pamięta, ale w latach 90-tych podobny "interes" mógł też ubić Ruch. Miejsce w lidze proponowała niebieskim Olimpia Poznań. Stanowczo sprzeciwił się wtedy Gerard Cieślik, dla którego mam także za to olbrzymi szacunek - dodaje.

Aktor jest przekonany, że Ruch mimo wpadki w Pilznie w lidze będzie dominował. - Ruch będzie mistrzem Polski. Zresztą dla mnie Ruch już w poprzednim sezonie był najlepszy. Oglądałem ostatnio mecz z początku rundy wiosennej ze Śląskiem Wrocław (1:1), gdy straciliśmy punkty przez błędy arbitra. To spotkanie kosztowało niebieskich tytuł. Ten mecz to było wielkie sędziowskie przegięcie, a ja nie chcę być dłużej traktowany jak bydło, które ma przyjść na stadion, zapłacić za bilet i w milczeniu wszystko akceptować - kończy.

Ruch i inni... Cały sport na Śląsku na Facebooku Śląsk - Sport.pl »