Sport.pl

Matko Perdijić, czyli specjalista Ruchu Chorzów od rzutów karnych [WIDEO]

Matko Perdijić, chorwacki bramkarz niebieskich obronił dwie jedenastki w meczu z Pelikanem Łowicz. Stawką był awans do 1/8 rozgrywek o Puchar Polski.
Ruch strzelił potem zwycięskiego gola (Grzegorz Kuświk), ale gdyby nie Perdijić to potyczka z drugoligowcem zakończyłaby się sensacją. Chorwat nie pierwszy raz ratuje niebieskich. W poprzedniej edycji pucharowej rywalizacji jego skuteczne interwencje w serii rzutów karnych w meczu z Wisłą Kraków przesądziły o awansie niebieskich do finału prestiżowych rozgrywek.



Po meczu w Łowiczu Chorwat powiedział, że ma sposób na obronę jedenastek. - To jednak moja tajemnica. Spodziewałem się, że będę miał tyle roboty, bo już w kilku takich meczach pucharowych zagrałem. Wszyscy wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Nie liczę, ile obroniłem już jedenastek w Ruchu, ale trochę ich jest. Ważne, że udało się wygrać i awansować. Teraz liga - powiedział serwisowi niebiescy.pl.

Perdijić gra na Cichej od pięciu lat. - Pamiętam swoje pierwsze dni w Chorzowie. Było ciężko. Nie miałem kolegów, nie znałem języka. Na początku bardzo pomógł mi Michał Haftkowski. To on uczył mnie pierwszych polskich słówek. Z czasem świetnie dogadywałem się z Krzyśkiem Nykielem. Żałuję, że odszedł do Cracovii. Kumplowałem się też z rodakiem, Tonim Golemem. Szkoda, że mu się nie powiodło w Chorzowie - wspomina.

Piłkarz ze słonecznego Splitu podpisał kontrakt z Ruchem, gdy ten grał jeszcze w pierwszej lidze. - Byłem zaskoczony warunkami, ale na plus. Na nic nie mogłem narzekać. Myślę, że organizacyjnie to był poziom chorwackiej ekstraklasy. Po awansie zobaczyłem, że w Polsce jednak przede wszystkim się biega i walczy. Liga chorwacka jest bardziej techniczna. Lubię mecze z silnymi drużynami - Wisłą, Legią czy Lechem. W takich spotkaniach bramkarz wciąż jest pod presją. Gdy gramy z drużyną, która wyczekuje na jedną kontrę, to już nie jest tak fajnie. Stoi się wtedy między słupkami ze świadomością, że jeden błąd może zniweczyć pracę kolegów - wyjaśnia.

Chorwat szybko stał się ulubieńcem fanów. Podczas przedsezonowych prezentacji wyśpiewuje stadionowe hity chorzowskich kibiców i zawsze dostaje za to burzę braw. - Chorzowscy kibice są fantastyczni! To miłe, gdy podchodzą do mnie na ulicy. Pozdrawiają, pytają o najbliższy mecz czy proszą o autograf. Gdy byłem dzieckiem, też "polowałem" na chorwackich piłkarzy. Całą grupą kumpli z podwórka poszliśmy potem do klubu i tak zostałem piłkarzem. Imponował mi wtedy Belg Michel Preud'homme - najlepszy bramkarz MŚ w 1994 roku - opowiada.

Uroda południowca zapewnia mu też wielką sympatię fanek. W ubiegłym roku Perdijić wygrał konkurs na najbardziej przystojnego piłkarza Ruchu, a potem wziął udział w sesji fotograficznej z fanką, która na niego głosowała. Dla dziewczyn, które wzdychają do chorwackiego bramkarza mamy jednak złą wiadomość. - Obcokrajowcy często mówią, że Polki to ładne dziewczyny. Sam poszedłem krok dalej. - Mieszkam z moją dziewczyną Sylwią - śliczną Polką. Nie wiem, czy zamienię Chorwację na Polskę. Życie piłkarza jest pełne niespodzianek, a ja jeszcze nie myślę o końcu kariery

Od Splitu dzieli mnie 1200 kilometrów. Gdy droga pusta, to dwanaście, trzynaście godzin jazdy. Niby nie tak daleko, ale tak naprawdę z rodziną spędzam tylko wakacje. Mój dom, moja druga ojczyzna to dziś Śląsk. To tutaj mieszkam przez dziesięć miesięcy w roku. Tu żyję i pracuję, a w Chorwacji tylko odpoczywam - podkreśla.

Więcej o: