Puchar Polski to worek bez dna. Prezes Ruchu: Po co się przemęczać?

Ruch Chorzów stał się w ostatnich sezonach specjalistą od pucharowych rozgrywek, ale prezes Dariusz Smagorowicz podkreśla, że klub tylko do nich dokłada.
Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Niebiescy w ostatnim sezonie dotarli do finału rozgrywek, gdzie ulegli Legii Warszawa. O trofeum bili się też w roku 2009, gdy w meczu finałowym musieli uznać wyższość Lecha Poznań. Drużyna z Wielkopolski wygrała wtedy na Stadionie Śląskim.

- Gdy patrzę na ekonomiczny rachunek startu w pucharowych rozgrywkach, to zawsze zadaję sobie pytanie - "czy warto?". Puchar to worek bez dna, do którego tylko się dokłada. Właściwie, żeby skończyć rywalizację na lekkim minusie, to konieczny jest awans do finału - mówi Smagorowicz.

Prezes niebieskich precyzuje, że najwięcej kosztów pochłaniają wyjazdy oraz organizacja spotkań.

- Niestety, tak to już w Pucharze Polski jest, że na tych meczach się nie zarabia. Kibiców na stadion przychodzi zdecydowanie mniej niż na ligę, a za ochronę płaci się dużo. Do tego trzeba też doliczyć opłaty za pracę sędziów. Średni wydatek tylko na jednego arbitra to dla klubu kwota rzędu siedmiu, ośmiu tysięcy złotych - wylicza Smagorowicz, który nie dziwi się, że tak wiele ekstraklasowych klubów odpada już w pierwszych rundach rywalizacji. - Może mają pecha? Może są słabsze? Ale może jednak ktoś tam dobrze przekalkulował, czy to się opłaca? Przecież taki pucharowy mecz to zawsze niebezpieczeństwo, że kluczowy zawodnik złapie kontuzje. Jeżeli rozgrywki nie są atrakcyjne ani dla kibiców, ani finansowo dla klubów, to po co się przemęczać? - pyta retorycznie Smagorowicz, który sam jednak pucharową rywalizację sobie ceni.

- Proszę spojrzeć, jak to wygląda w Niemczech. Tam są pełne stadiony, kilka milionów euro nagrody dla finalistów rozgrywek. My za awans do ostatniego finału zarobiliśmy 50 tysięcy euro. Koniec z kasą. Nie można wszystkiego przeliczać na pieniądze. Liczymy, że w naszym przypadku zadziała zasada "do trzech razy sztuka" i w tym sezonie Puchar trafi do Chorzowa - uśmiecha się Smagorowicz.

Ruch awansował do 1/8 finału po słabym meczu z drugoligowym Pelikanem Łowicz (1:0). Niebieskich uratował bramkarz Matko Perdijić, który obronił dwa rzuty karne. - Po wysokiej porażce z Viktorią Pilzno w eliminacjach Ligi Europejskiej [0:5 - przyp. red.] obawiałem się, że będzie jeszcze gorzej. Piłkarze mieli ciężkie nogi i głowy. Ale to minie. Ten zespół będzie grał zdecydowanie lepiej - zapowiada Smagorowicz.