Ruch miał szczęście. Tyle, że Lech może powiedzieć to samo

Ruch Chorzów inauguruje rozgrywki Ekstraklasy sobotnim meczem z Lechem. W Poznaniu wiele się latem zmieniło. Obrońcy niebieskich nie muszą się już głowić, jak zatrzymać groźny duet Semir Stilić i Artjom Rudniew.
Łotysz kontynuuje karierę w HSV Hamburg, a Bośniak w Karpatach Lwów. - To nic nowego. Po każdym sezonie składy drużyn mocno się zmieniają. Oczywiście Stilić i Rudniew to bardzo wartościowi piłkarze, ale nie ma ludzi nie do zastąpienia. Nie można też z góry zakładać, że bez tych dwóch zawodników Lech będzie słabszą drużyną. Pojawią się inni, którzy powalczą o swoją szansę - mówi Piotr Stawarczyk, obrońca chorzowskiej drużyny.

Na Cichej także doszło do roszad w składzie. Z drużyną pożegnali się Wojciech Grzyb, Paweł Abbott, Rafał Grodzicki i Łukasz Burliga. - Dopiero liga pokaże, czy udało nam się znaleźć równie wartościowych zawodników - dodaje trener Tomasz Fornalik.

Ruch nie może czuć się pewnie. Drużyna w ostatnich tygodniach dostała potężne lanie od Viktorii Pilzno (0:5) w eliminacjach Ligi Europejskiej, a potem z wielkim trudem ograła w Pucharze Polski drugoligowego Pelikana Łowicz (1:0). - Porażka w Pilznie to smutne wspomnienie. W przeszłości przegrywaliśmy jednak w podobnych rozmiarach, a potem wracaliśmy na boisko mocniejsi - wspomina Stawarczyk.

Obrońca Ruchu jest przekonany, że rywalizacja na europejskich boiskach to była dobra okazja, żeby zbudować wysoką formę na ligę. - Mieliśmy to szczęście, że gdy inny grali w sparingach, to my walczyliśmy w meczach o stawkę - dodaje.

Przypominamy, że na podobne "szczęście" zapracował też w poprzednim sezonie Lech, który podobnie jak Ruch grał - bez sukcesów - w LE.

- Przed meczami z Wisłą, Legią, Lechem, nie trzeba nikogo dodatkowo mobilizować, bo są to ligowi faworyci, zespoły, które na pewno będą walczyły o mistrzostwo Polski. My jednak musimy się koncentrować się na sobie. Na naszej formie, na tym, co my jesteśmy w stanie narzucić innym - kończy Stawarczyk.