Analizujemy fatalną postawę Ruchu. Niebiescy kopią sobie dołek, wszystko do poprawy!

Klęska Ruchu z Lechem (0:4) na inaugurację rozgrywek to jak na razie największe zaskoczenie pierwszej kolejki Ekstraklasy. Jeden - nawet wysoko - przegrany mecz to jeszcze nie powód do wielkich obaw, gdy jednak wspomni się rywalizację niebieskich z Viktorią Pilzno i kompromitujący wynik dwumeczu (0:7) to zaczyna być nieciekawie.
Co wiemy po meczu niebieskich w Poznaniu?

Do zapomnienia

Debiut Tomasz Fornalika. 39-letni szkoleniowiec już po pierwszym meczu w Ekstraklasie boleśnie się przekonał, że praca na własny rachunek to nie tylko splendor, ale i poważny ból głowy.

Młodszy z Fornalików zaczął źle, chociaż poza wstawieniem do podstawowej jedenastki Macieja Sadloka - postawił na tych samych piłkarzy, którzy w poprzednich rozgrywkach grali na tyle dobrze, by sięgnąć po wicemistrzostwo Polski. W czym tkwi problem? Najbliższe tygodnie pewnie dadzą odpowiedź - czy w warsztacie czy może charakterze Fornalika? Zdrowego rozsądku i odwagi pewnie mu nie brakuje, skoro już w przerwie zmienił Marka Zieńczuka i Sadloka, którzy dawno nie znaleźli się w takiej sytuacji.

Do poprawienia

Wszystko! Współpraca obrońców to był dramat. Sadlok mówił co prawda, że zgranie dwójki stoperów wymaga czasu, ale chyba nikt nie przypuszczał, że będzie współpracował z Piotrem Stawarczykiem tak, jakby pierwszy raz zobaczyli się na boisku. Im bliżej bramki Lecha, tym było lepiej. Tyle, że Ruch w te rejony boiska zapuszczał się rzadko. Nie ma jednak co zwalać winy za porażkę tylko na obrońców. Cały zespół grał słabo w defensywie, a co gorsza, sprawiał wrażenie, że nie jest drużyną, tylko zlepkiem piłkarzy.

Do powtórzenia

Rok temu Ruch też dostał baty od Lecha. Na stadionie we Wronkach było 0:3. Po tamtym spotkaniu wydawało się, że niebiescy będą ligowym średniakiem, dostarczycielem punktów, a jedyne na co ich stać, to pojedyncze zrywy. Takie rozumowanie okazało się błędem. Ruch zagrał wtedy najsłabszy mecz w sezonie, ale potem było już tylko lepiej i zakończył rozgrywki na podium.

Do zmiany

Sposób myślenia zawodników Ruchu. Po spotkaniu z Viktorią Pilzno w eliminacjach Ligi Europejskiej, które niebiescy przegrali aż 0:5, prezes Dariusz Smagorowicz podkreślał, że niebiescy zeszli na ziemię. Spotkanie z Lechem pokazało, że porażka w Czechach to nie był tylko efekt wysokich umiejętności rywala, ale przede wszystkim słabości, która tkwi w głowach niebieskich. Ruch to dziś przegrany zespół. Jeżeli po Viktorii był na ziemi, to teraz już sobie kopie dołek. Jest okazja, by przekonać się, czy nowy kapitan Marcin Malinowski i trener będą w stanie wstrząsnąć tym towarzystwem, czy jednak Ruch jest skazany na przeciętność.

Do zastanowienia

Dlaczego tak długo do formy wraca Andrzej Niedzielan, który na starcie sezonu znowu przegrywa rywalizację o miejsce w składzie nie tylko z Maciejem Jankowskim i Arkadiuszem Piechem, ale także z rezerwowymi - Grzegorzem Kuświkiem i Pavlem Sultesem, który w ostatnich tygodniach przede wszystkim leczył kontuzję.