Ruch przegrał we Wrocławiu ze Śląskiem po golu z karnego straconym w samej końcówce

Spotkanie Śląska z Ruchem Chorzów nie było godne pojedynku mistrza i wicemistrza Polski. Ostatecznie pierwszy mecz bez trenera Oresta Lenczyka wygrali jednak wrocławianie, którym pomógł w tym rzut karny skutecznie egzekwowany przez Mateusza Cetnarskiego.
Mecz Śląska z Ruchem był spotkaniem szczególnym i nieco kuriozalnym zarazem. Dawno bowiem nie zdarzyło się, by mistrza i wicemistrza Polski we wspólnym pojedynku prowadzili dwaj szkoleniowcy tak niedoświadczeni jak Paweł Barylski i Tomasz Fornalik. Po meczu we Wrocławiu bardziej zadowolony mógł być ten mniej doświadczony, czyli Paweł Barylski - tymczasowy szkoleniowiec Śląska. Barylski w meczu z Ruchem wystąpił w roli wyjątkowo niewdzięcznej. Dotychczasowy asystent ledwie w piątek zastąpił zdymisjowanego Oresta Lenczyka - trenera, który ze Śląskiem zdobył mistrzostwo, wicemistrzostwo i Superpuchar Polski, a jeszcze podczas meczu z Ruchem za te wyniki mu dziękowano. Co więcej, było wiadomo, że misja Barylskiego jest tylko chwilowa, bo za moment we Wrocławiu pojawi się nowy, najpewniej zagraniczny szkoleniowiec.

W pierwszej połowie pojedynku z Ruchem wrocławianie mieli sporą przewagę w posiadaniu piłki, wymieniali sporo podań w drugiej linii i stosunkowo szybko przemieszczali się pod pole karne przeciwnika. Tam jednak pomysł na rozegranie akcji im się kończył. Efektem była mała liczba celnych strzałów i w zasadzie brak stuprocentowych okazji do zdobycia bramki. Z drugiej strony, Ruch w ofensywie prezentował się jeszcze słabiej. Dzięki temu w zasadzie bezrobotna pozostawała nowa para stoperów Śląska: Rafał Grodzicki - Tomasz Jodłowiec, a boczni Amir Spahić i Marcin Kowalczyk mogli nieco odważniej zaangażować się w atak W drugiej połowie obraz gry radykalnie się nie zmienił, choć trzeba przyznać, że chociaż odrobinę ożywienia w poczynania apatycznych chorzowian wniósł - Arkadiusz Piech, który zastąpił kompletnie bezproduktywnego Andrzeja Niedzielana. Z kolei trener Barylski z niezrozumiałych powodów zdjął aktywnego Sylwestra Patejuka i w ten sposób Śląskowi jedno skrzydło po prostu odpadło. Wrocławianie długimi momentami byli więc dość nieporadni, ale w wygranej pomógł im przypadek. W 86 minucie to właśnie dzięki niemu piłka dzięki trafiła do stojącego w przodzie Johana Voskampa. Ten pognał na bramkę rywali, i niby futoblówkę stracił, ale ta znów przypadkowo dotknęła ręki Marcina Kikuta. W związku z tym sędzia Paweł Raczkowski podyktował rzut karny, a na gola zamienił go wprowadzony Mateusz Cetnarski. Dla tego zawodnika była to już trzecia bramka w drugim spotkaniu. Wszystkie Cetnarski zdobył dzięki jedenastkom.

Podyskutuj o rozgrywkach w naszym regionie na Facebooku Śląsk - Sport.pl »


Więcej o: