Sport.pl

Marcin Kikut, nowy piłkarz Ruchu Chorzów: Gra przeciwko Koronie Kielce nie boli

Marcin Kikut, obrońca Ruchu Chorzów, to dziś jeden z najbardziej utytułowanych piłkarzy niebieskich. Piłkarz, który grał ostatnio w Lechu Poznań podkreśla, że chorzowskiej drużynie nie przystoi zajmować ostatniego miejsce w lidze.
29-letni zawodnik to mistrz i zdobywca Pucharu Polski. Podpisał na Cichej dwuletni kontrakt z myślą o kolejnych sukcesach. Na razie widoki na medale są marne. Ruch wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w lidze.

Wojciech Todur: Piłkarze Ruchu powtarzają od kilku tygodni, że muszą zapomnieć o tym, że są wicemistrzami Polski i na nowo walczyć o każdy metr boiska. Czy to taki duży problem?

Marcin Kikut: - Mamy mocno podrażnione ambicje. Na ostatnich treningach było to widać szczególnie dobrze. Mobilizowaliśmy się wzajemnie, bo wicemistrzom Polski nie przystoi taki start i takie miejsce w lidze.

Tomasz Fornalik, były trener Ruchu - przed przerwą w rozgrywkach - powtarzał, że nie jest Pan jeszcze w optymalnej formie. To się już zmieniło?

- Rzeczywiście musiałem gonić kolegów z drużyny. Zaliczałem dodatkowe jednostki treningowe i czułem się trochę, jak podczas przedsezonowego zgrupowania. Oczywiście nie było tak, że latem siedziałem przed telewizorem i nic nie robiłem. Byłem przecież z Lechem na zgrupowaniu. Trenowałem w Danii [zawodnik liczył na kontrakt w Aarhus GF - przyp. red.]. Trenerzy Ruchu mieli tego świadomość. To prawda, byłem trochę rozregulowany tymi rozjazdami. Na szczęście mam już to za sobą. Wróciłem na właściwe tory i zaczynam grać.

Jak się Panu żyje na Śląsku?

- Z aklimatyzacją nie miałem żadnych problemów. Z wieloma piłkarzami Ruchu znałem się wcześniej z boiska. Wiedziałem też od Macieja Scherfchena i Marcina Zająca [byłych piłkarzy niebieskich - przyp. red.], że atmosfera w szatni Ruchu jest doskonała. To się potwierdziło. Czuję się w Chorzowie bardzo swobodnie, jestem tylko głodny zwycięstw, dobrych wyników. Dlatego mam nadzieje na trzy punkty z Koroną.

Rywalizacja na przestarzałym stadionie Ruchu to jednak nie to samo, co mecze w Poznaniu

- Nie da się ukryć, że na nowoczesnym stadionie dużo łatwiej wykreować wydarzenie, które stanie się widowiskiem ściągającym widzów na trybuny. Podpisując kontrakt z Ruchem miałem świadomość, jaki jest w Chorzowie stadion, zaplecze i baza treningowa. Nie ma to dla mnie większego znaczenia. Lepiej gra się jednak w piłkę na nowych obiektach i tego Ruchowi, a przede wszystkim naszym kibicom życzę. Cieszę się na spotkanie z chorzowskimi fanami. To bardzo oddani klubowi ludzie. Wspierają nas wręcz fanatycznie

Czy seria porażek może jeszcze spotęgować presję przed meczem z Koroną?

- To indywidualna kwestia każdego zawodnika. Mnie porażki nie ruszają, nie przybijają. Odwrotnie - nakręcają. Młodzi mogą jednak mieć z tym problemy, taka sytuacja to dla nich nowość. Dlatego my, starsi, musimy im w takiej chwili pomóc.

Korona uchodzi za zespół, który gra mocno fizycznie, czy wręcz brutalnie. To czuć na boisku?

Zapewniam, że gra z Koroną nie boli. Pamiętam swój poprzedni mecz z drużyną z Kielc w barwach Lecha. Do przerwy nie umieliśmy się przebić przez mocnych kielczan. Oni nas tą siłą wręcz stłamsili. Nie daliśmy się jednak wciągnąć w taki atletyczny futbol. W drugiej połowie zaczęliśmy grać piłką. Gdy pokazaliśmy atuty piłkarskie, piłkarze Korony nie wychodzili z własnej połowy. To także podpowiedź, jak musimy z nimi zagrać w sobotę.

Więcej o: