Sport.pl

Igor Lewczuk szczerze o problemach Ruchu Chorzów: Robimy to samo, co w zeszłym sezonie. I nic!

W ostatniej kolejce Ruch zdobył pierwszą bramkę w sezonie, która dała też niebieskim pierwszy punkt. Do pełni szczęścia wciąż jednak daleko.
Umiejętności, przygotowanie fizyczne - to wszystko jest na określonym poziomie. Zaczyna się jednak mecz i ... jeżeli wszystko dobrze się układa, wychodzi tak jak sobie założyliśmy, to jest też ta pewność i kreatywność. Zespół przegrywa, ktoś krzyknie, inny kibic gwizdnie i po głowie kołata się milion myśli. A może lepiej zagrać bezpiecznie? Może do najbliższego kolegi? - mówi Igor Lewczuk, obrońca niebieskich.

Wojciech Todur: Po ostatnim meczu z Koroną, w którym nie wykorzystaliście rzutu karnego, Zbigniew Małkowski, bramkarz drużyny z Kielc podkreślał, że trenerzy rozpracowali Marka Zieńczuka, stąd jego skuteczna interwencja. To takie proste? Pan też zawsze strzela jedenastki w ten sam sposób?

Igor Lewczuk: Ostatnio nie miałem zbyt wielu okazji, żeby strzelać rzuty karne. Ostatni raz zdarzyło się to w meczu Pucharu Polski z Wisłą Kraków. Z tego co pamiętam, to uderzyłem wtedy pod poprzeczkę. Czy karne zazwyczaj wykonuje się tak samo? Nie ma reguły. Przecież nawet jeżeli zawodnik uderza piłkę zawsze w ten sam róg, ale na tyle mocno i precyzyjnie, że bramkarz jej nie dotyka - to nie ma problemu. Są też strzelcy, którzy czekają na pierwszy ruch bramkarza. Inni co strzał to coś zmieniają. Marek to akurat pod tym względem pewniak. Karne wykonuje bardzo dobrze. Nie wyszło. Nie on pierwszy. W szatni o tym staraliśmy się nie rozmawiać. Marek i tak był przecież przybity.

Ten punkt zdobyty w meczu z Koroną to pozytywny sygnał po trzech kolejnych porażkach czy może jednak kolejne rozczarowanie?

- Na pewno każdy sobie życzył trzech punktów, ale po trzech przegranych spotkaniach, w których nie zdobyliśmy nawet gola, cieszymy się z tego co mamy. Sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest trudna do oceny. Pracujemy bardzo podobnie do tego, co robiliśmy w poprzednim sezonie. Wtedy wszystko się układało, a teraz nic. Z drugiej strony, gdybyśmy wykorzystali swoje sytuacje z meczów ze Śląskiem Wrocław czy Widzewem to dziś nikt nie mówiłby o kryzysie. Byłoby poklepywanie po plecach - dobra obrona, skuteczny atak. Każdy biłby nam brawo.

Na czym polega ten wasz problem, który "tkwi w głowie" - bo tak go nazwał trener Jacek Zieliński.

- Umiejętności, przygotowanie fizyczne - to wszystko jest na określonym poziomie. Zaczyna się jednak mecz i ... jeżeli wszystko dobrze się układa, wychodzi tak jak sobie założyliśmy, to jest też ta pewność i kreatywność. Zespół przegrywa, ktoś krzyknie, inny kibic gwizdnie i po głowie kołata się milion myśli. A może lepiej zagrać bezpiecznie? Może do najbliższego kolegi? Wiem, że piłka to nasz zawód i niepowodzenia czy krytyka nie powinny mieć wpływu na naszą grę. Jesteśmy jednak tylko ludźmi.

Czy kreatywną, ryzykowną grę, też można wytrenować?

- Pracujemy nad tym. Trener Zieliński zachęca nas w tym tygodniu do rozwiązań, które nie są tak oczywiste dla rywala. Gdy gra zacznie nam się kleić, to wróci też i pewność, a przy niej będzie również miejsce na ryzyko.

W meczu z Koroną, po zdobyciu wyrównującego gola, wydawało się, że pewność wróciła. Zmarnowaliście jednak rzut karny i znowu nie było zagrożenia ze strony Ruchu.

- Korona na pewno nie ułatwiała nam zadania. Rywal skupił się jednak przede wszystkim na przerywaniu akcji i wybijaniu piłki, a przy tym i nas z rytmu. Z taką drużyną łatwo się nie gra. Ale to prawda. Karny był bodaj w 52. minucie, a potem już dobrych okazji do strzelenia bramki nie było.

Publiczność na Cichej bywa krytyczna, a już zawsze jest wymagająca. Teraz znowu zagracie u siebie. Może wolelibyście zmierzyć się z Zagłębiem Lubin na wyjeździe?

- Nie. Dlaczego? Bardzo dobrze punktuje nam się w Chorzowie. W poprzednim sezonie wygrywaliśmy większość spotkań. Wiosną przypominam sobie tylko remisy z ŁKS-em i Podbeskidziem. Na Cichej zawsze gramy o całą pulę. Pojedyncze okrzyki kibiców zdarzają się i zdarzać się będą. To normalne, że po sezonie, w którym sięgnęliśmy po wicemistrzostwo, kibice mają prawo teraz czuć się rozżaleni. To nas jednak nie deprymuje.

Przed wami mecz z Zagłębiem, które na razie rozczarowuje podobnie jak Ruch

- Rzeczywiście, ten zespół jest zazwyczaj typowany do gry w górnej połówce tabeli. To dobrze zorganizowany klub z nowym stadionem, ale jak widać w polskiej piłce to za mało, żeby wygrywać. Zagłębie ma tylko trzy punkty więcej od nas. Jest o co grać, a remis też ich na pewno nie zadowoli. Spodziewam się fajnego widowiska, w którym nikt nie będzie się bronił.

Ruch organizuje teraz akcję społeczną. Piłkarze będą prowadzić lekcje wychowania fizycznego, spotykać się z dziećmi w przedszkolach. Jak by się Pan czuł w roli pedagoga?

- Jestem po Akademii Wychowania Fizycznego. Miałem też zajęcia z pedagogiki, a także praktyki w szkołach. Myślę, że jeszcze wszystkiego nie zapomniałem i mógłbym się sprawdzić także w tej roli. Dzieci zawsze lubią grać w piłkę.

Więcej o:
Komentarze (1)
Igor Lewczuk szczerze o problemach Ruchu Chorzów: Robimy to samo, co w zeszłym sezonie. I nic!
Zaloguj się
  • osman71

    Oceniono 1 raz 1

    Wszystko robicie tak jak zawsze i nie wychodzi?? nie żartuj!! właśnie nic nie robicie i dlatego nic nie wychodzi! Gdzie walka i zaangażowanie na boisku?? wszyscy w koło chwalili Ruch za przygotowanie fizyczne,za zawziętośc i walkę przez cały mecz, a teraz co?? nic,kompletnie zero biegania, walki,no może arek Piech jeszcze ma trochę zapału, a gdzie reszta? wy tak jak Lewandowski w kadrze, przestać cały mecz i liczyć że może coś spadnie na nogę!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX